Dominikanin w kapie na włoskiej ulicy
fot. Alberico Bartoccini / Unsplash
Oferta specjalna -25%

Dzieje Apostolskie

0 votes
Wyczyść

Moje posłuszeństwo nie polega na tym, że mam myśleć, jak każe ojciec przełożony; mam się tylko zajmować tym, co on mi każe, ale myśl jest moja!

Rozmawiają ojciec Józef Maria Bocheński OP i ojciec Jan Andrzej Kłoczowski OP

Chciałbym zacząć od pytania prowokującego wyznanie. Powiedział ojciec w wywiadzie telewizyjnym, że życie zakonne nauczyło ojca pracy umysłowej. A teraz pytanie odwrócone: czy praca naukowa jest dla ojca spełnieniem powołania zakonnego?

Oczywiście. Każda praca, którą się spełnia z polecenia przełożonych, jest spełnieniem powołania. Zająłem się filozofią, dlatego że życzyli sobie tego moi przełożeni. Tak że to jest część mojego życia zakonnego, spełnienie mojego powołania. To rzecz zupełnie oczywista.

Tak, ale w odniesieniu do nadprzyrodzonego celu życia zakonnego…

Filozofia jest czyszczeniem kanałów w Kościele Bożym, to jest całkiem drugorzędne zajęcie. Kościół potrzebuje paru takich ludzi, którzy czyszczą te kanały, i my jesteśmy piąte koło u wozu, potrzebne, ale piąte. Nie przeczę jednak, że studiowanie filozofii sprawiało mi przyjemność, niemniej gdyby mnie przełożeni wysłali byli na misję do Patagonii, to byłbym pojechał do Patagonii! Filozofią zajmowałem się już poprzednio, ale gdy składałem profesję, nie wiedziałem, dokąd na drugi dzień pojadę. W dwadzieścia cztery godziny potem byłem w pociągu do Fryburga, wcześniej już mi przygotowali paszport, tak to się wtedy robiło. Zbudziłem się we Fryburgu na filozofii.

Z tego powiedzenia, że „sprawiało przyjemność”, wyraźnie widzę, że ojciec jest zdecydowanym przeciwnikiem etyki typu kantowskiego, która głosi, że im trudniej, tym szlachetniej.

Etyka kantowska jest zabobonem, nie można jej brać na serio. To była kwestia posłuszeństwa. Jeśli posłuszeństwo ma sens, to właśnie w takich sprawach, gdy przełożony ci powie: „Będziesz studiował Pismo Święte” albo – nie daj Boże! – „historię”. Jeśli ktoś chce zostać biskupem, to powinien studiować prawo kanoniczne; jeśli chce zostać wielkim profesorem – teologię; jeśli wariatem – filozofię; heretykiem – Pismo Święte, a jeśli niczym nie chce zostać – to historię.

Jak wyglądał zakon w okresie, gdy ojciec do niego wstępował?

W nowicjacie było nas około trzydziestu. To był pierwszy nowicjat, w który zaczęli wchodzić inteligenci, wcześniej ich nie było. Rok przede mną chciał wstąpić student, który miał zaliczone trzy semestry prawa, ale prowincjał powiedział mu: „Na dominikanina jest pan za mądry”. Trzy semestry prawa! Mieliśmy takiego świątobliwego ojca magistra, świętego człowieka, nieprawdopodobnej pokory. Przychodzi raz do mnie i pyta: „Co czytasz?”. „Świętego Tomasza”. A on: „Za mądre dla ciebie!”. I dopowiedział: „Wiesz, ja nigdy tego Świętego Tomasza nie czytałem”.

Ojciec wyjechał z Polski bardzo dawno. Chciałem zapytać o pierwsze wrażenia z tej rzeczywistości polskiej, jak ją sobie ojciec wyobrażał, a jak wygląda ten kontakt? A szczególnie, co ojca uderzyło, na plus czy na minus, tutaj w zakonie – ten sam klasztor, te same co kiedyś mury?

Jeśli chodzi o wasz klasztor, to muszę powiedzieć, że prawie wszystko na plus. Jako filozof ostrożnie powiedziałem, nie sto procent, ale prawie. Coś specjalnego gdybym chciał powiedzieć – wczorajsza msza święta śpiewana, to mnie mało nie zastrzeliło, ja przecież od dziesiątek lat czegoś takiego nie widziałem, tego prawie nie ma dziś na świecie. Ja jestem dominikaninem, wy też wybraliście ten habit dlatego, że jedną z części naszego powołania jest życie monastyczne. W moim klasztorze mowy nie ma o takiej liturgii, ale wy młodzi jesteście i dużo was jest, to wspaniałe. Muszę wam powiedzieć, że jeżeli chodzi o wasz klasztor – trzymajcie się tak dalej! Nie wiem, czy sobie zdajecie sprawę, czcigodni, że macie ogromną odpowiedzialność wobec całego zakonu; takich klasztorów jak ten mało jest na świecie, tu ludzie powinni przyjeżdżać, żeby popatrzeć. To o zakonie. A o mieście powiedziałbym, że się niewiele zmieniło. Wawel jest, Sukiennice są. Z Krakowem jestem bardzo związany, odbyłem tu trzy nowicjaty: szkołę rekrucką na Rakowicach, gdzie byłem w ósmym pułku ułanów, nowicjat zakonny i habilitację. Wygląda na to, że Kraków jest, jaki był, ale jest mniej sklepów.

Jak ojciec utrzymywał harmonię między ustawicznym studium a modlitwą, życiem wewnętrznym?

Jeśli człowiek naprawdę pracuje trzy godziny, to jest wielką ulgą móc pójść na sekstę, to się doskonale składa i nie tylko nie jest przeszkodą, ale i ogromną pomocą. Pod jednym warunkiem: że człowiek nie chodzi na wypitki jakieś gdzieś, czy na inną rozpustę, bo wtedy naturalnie nie ma czasu. Porządnemu zakonnikowi, który robi tylko swoje, chór jest ogromną pomocą. To jest bardzo istotna rzecz.

Mój znajomy jezuita mawiał, że uczony, który nie pracuje 18 godzin na dobę, do niczego nie dojdzie. Może przesadzał, ja powiedziałbym 17… Nie dojdziecie do niczego, gdy nie będziecie pracowali jak te woły. Ja miałem przywilej napatrzeć się prawdziwym, wielkim naukowcom i to mi bardzo pomogło wyskrobać coś na moją małą miarę. „Bez pracy nie ma kołaczy”. Trzeba pracować, choć to bardzo szkodliwe dla zdrowia, zwłaszcza między posiłkami, ale na to nie ma rady.

Co ojciec sądzi o realizacji naszego powołania dzisiaj, to znaczy: jakie wyzwanie niesie ten czas dla naszego zakonu?

Powiedziałbym: być wiernym naszemu ideałowi, a naszym ideałem jest pies. My jesteśmy psami, mamy psią spiritualité, jak mawiają Francuzi. A pies przede wszystkim powinien być wierny, zwierzę wierne. Dominikanin, który jakieś bzdury opowiada, nie wierzy w zmartwychwstanie Chrystusa Pana albo w diabła, to jest nieporozumienie. Musi być wierny jak pies. Następnie – musi być odważny (pies szczeka!). Wreszcie – dominikanin jest z natury cynikiem – wiecie, że cynik pochodzi od kíjõn – pies, nie lubi konwencji i gadania, jest rzeczowy. Zakony się jakby wyspecjalizowały: ojcowie franciszkanie od serca, ojcowie jezuici od woli, a my jesteśmy od rozumu, nie dlatego, żebyśmy wszyscy byli filozofami, ale gdy dominikanin mówi kazanie, to się od razu powinno poznawać: on uczy wiary. Może pozwolicie, opowiem o moim własnym doświadczeniu. Wojna wyrwała mnie z katedry, gdzie wykładałem logikę (ale dopiero doktorat zrobiłem z teologii) i taki właśnie teoretyk zostałem proboszczem dużej parafii w Edynburgu szkockim. Dwa tysiące człowieka, także kobiety i dzieci. Bóg wie, co ja będę robił, pojęcia nie miałem, jak się duszpasterzuje. Mówię sobie: z próżnego nie naleję, dam im to, co wiem i umiem – i zacząłem kazania o Panu Bogu mówić. Czy wy wiecie, że podwoiłem ilość ludzi chodzących do kościoła? To ich interesowało, to nie było takie paplanie, bo dominikanin jak mówi, to uczy, co nie znaczy wcale, że wykłada zaraz pięć dowodów na istnienie Boga. Niestety i dziś w wielu krajach ojcowie są zapędzeni w parafie i to jest zaprzeczenie ideału dominikańskiego. My możemy jeździć z misjami, mówić kazania, ale księgi parafialne niech proboszczowie piszą.

Bardzo ważnym elementem życia naszego zakonu jest życie wspólne. Jak ojciec widzi jego relację do studium i do kaznodziejstwa?

Uważam, że dominikanin jest przywiązany do ideału monastycznego, to znaczy do samotnego życia w społeczności. Voltaire naśmiewał się: dziwne typy ci zakonnicy, żeby być samotni, idą kupą do klasztoru. Nic nie zrozumiał. Monastyczne społeczeństwo jest bardzo dobre, ale człowiek żyjący w nim jest odpowiedzialny za swoje życie, nie za innych. Stara się braciom pomóc, jeśli może, ale swoje robi. Uważam, że my jesteśmy przesocjalizowani. Ciągle gadamy o społeczeństwie, zapominając, że społeczeństwo składa się z osób, które najpierw muszą mocno stać na własnych nogach, a wszystko inne jest drugorzędne. Zakonnik musi wiedzieć, czego chce. Człowiek z natury nie ma naprawiać innych, ale siebie; za siebie jest przede wszystkim odpowiedzialny. Społeczność jest naturalnie pożyteczna, to jest świetna rzecz. Nie wiem, jak Panu Bogu dziękować, że dał mi możność życia w tej wspólnocie, ale na ogół staram się przestrzegać przed zbytnią socjalizacją, która robi z jednostki członka stada. Taka jest nasza tradycja, nie ma „typu” dominikanina, jesteśmy towarzystwem ludzi indywidualnych, którzy stoją na własnych nogach, którzy idą za swoim ideałem, ale nie dają sobie nic narzucić. Moje posłuszeństwo nie polega na tym, że mam myśleć, jak każe ojciec przełożony; mam się tylko zajmować tym, co on mi każe, ale myśl jest moja! To ojcowie jezuici – Święty Ignacy każe poddawać umysł przełożonemu, czego by żaden dominikanin nigdy nie strawił. Klasztor to ośrodek ascetyczny, który służy do mojego udoskonalania i służy temu, aby maszyna kaznodziejska funkcjonowała.

Ja jestem typ bardzo aspołeczny, w mojej książce Sto zabobonów jest między innymi zabobon pod tytułem „społeczeństwo” – nieszczęście naszego czasu, robienie z ludzi stada.

Jak ojciec rozumie ubóstwo zakonu, ubóstwo osobiste?

My mamy ślub ubóstwa, który polega na dwóch rzeczach: nie możemy mieć własności prywatnej i nie możemy używać luksusu. Ale jeśli czegoś potrzeba do naszego duszpasterstwa, to proszę. Jeśli dominikanin ma mieć bardzo ważny odczyt, to czasem jest w porządku, że jedzie pierwszą klasą, sleepingiem, a dla franciszkanina byłby to pewnie grzech. Znacie tę historię, jak Święty Franciszek powiedział do współbrata: „Chodźmy, powiemy w mieście kazanie”. Chodzili po mieście i wrócili, a brat się pyta: „A gdzie kazanie?”. „My całym swoim życiem mówimy kazanie”. A my inaczej, dominikanie nie pokazują swojego ubóstwa.

nr 174, luty 1988

Życie zakonne
Józef Maria Bocheński OP

(ur. 30 sierpnia 1902 w Czuszowie – zm. 8 lutego 1995 we Fryburgu, w Szwajcarii) – Józef Franciszek Emanuel Bocheński wybrał imię zakonne Innocenty Maria. Dominikanin, żołnierz, logik, historyk logiki i filozof, sowietolog,...

Życie zakonne
Jan Andrzej Kłoczowski OP

urodzony 5 lipca 1937 r. w Warszawie – dominikanin, teolog, profesor filozofii, publicysta, rekolekcjonista, duszpasterz akademicki, mistrz świętej teologii, jeden z trzech ojców założycieli miesięcznika „W drodze”, był także duchowym opiekunem środowisk opozycyjnych....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze