Roman Bielecki OP
fot. Adam Ciereszko
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 votes
Wyczyść

niewielu pamięta, jak ciekawy był 1973 rok. Zakończyła się wojna w Wietnamie, a Stanami Zjednoczonymi wstrząsnęła afera Watergate. Zmarli Pablo Picasso, J.R.R. Tolkien, a na Wembley Polacy zremisowali z Anglikami, co zapewniło im awans do finału Mistrzostw Świata. Do kin weszło Wesele Andrzeja Wajdy, a na prywatkach królowały Małgośka Maryli Rodowicz i Goodbye, My Love, Goodbye Demisa Roussosa. Na Zachodzie ukazało się pierwsze tłumaczenie Archipelagu GUŁag Sołżenicyna, a w Bielsku-Białej uruchomiono linię produkcyjną popularnego malucha, czyli Fiata 126p. Od dziesięciu lat papieżem był późniejszy święty, Paweł VI, finalizujący reformy Soboru Watykańskiego II i autor encykliki Humanae vitae.

W takich to okolicznościach dominikanie obchodzili 750-lecie swojej obecności w Polsce i m.in. z tej okazji ukazał się pierwszy numer miesięcznika „W drodze”, w którego zespole redakcyjnym znaleźli się dominikanie Marcin Babraj, Jan Andrzej Kłoczowski, Konrad Hejmo i niedługo potem Jacek Salij. Złośliwi mówili wtedy: „Pierwszy numer w drodze, drugi w rowie, a trzeci się nie ukaże”. Nie wiem, co powiedzieliby dziś; zastanawiam się też, jak daleko sięgała wyobraźnia założycieli miesięcznika i czy zdawali sobie sprawę, że rozpoczynają coś, co przetrwa pół wieku.

Od początku z odwagą i konsekwentnie tworzyli wokół „W drodze” aktywne środowisko odbiorców, publikowali duszpasterskie analizy, a także, co równie istotne, sięgali po fragmenty tłumaczeń światowej sławy teologów i filozofów, którzy z uwagi na okoliczności polityczne i społeczne, panujące w ówczesnej Polsce, pozostawali mało znani szerszemu odbiorcy. Otwierając dziś numery miesięcznika z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, można się zachłysnąć imponującą listą nazwisk: René Girard, Yves Congar OP, Fulton Sheen, Paul Evdokimov, Hannah Arendt, Martin Buber, Romano Guardini, Henri de Lubac SJ. Podobnie zresztą, gdy się popatrzy na grono wybitnych postaci polskiej literatury, które publikowały na łamach miesięcznika: ks. Jan Twardowski, Gustaw Herling-Grudziński, Andrzej Kijowski, Kazimiera Iłłakowiczówna, Julia Hartwig, Artur Międzyrzecki, Anna Świderkówna, Andrzej Szczypiorski, Anna Kamieńska, Roman Brandstaetter, Stanisław Barańczak, Ernest Bryll, Małgorzata Musierowicz. To najlepiej świadczy o tym, że lektura „W drodze”, oprócz walorów publicystycznych, miała być dla czytelnika przyjemnością obcowania ze słowem.

Pierwszy numer otwierał tekst ojca Marcina Babraja – założyciela i wieloletniego redaktora naczelnego miesięcznika. Zamieszczamy go na poprzedniej stronie, bez skrótów i uzupełnień, dokładnie w takiej wersji, w jakiej się ukazał w 1973 roku. Przyznają Państwo, że po pięćdziesięciu latach nic nie stracił na aktualności i przenikliwości. Wciąż brzmi jak redakcyjne auto da fé, dominikański confiteor, duszpasterska deklaracja i teologiczny manifest, pod którym się podpisujemy.

Dziś trzymają Państwo w ręce numer specjalny, który, zaznaczam na wstępie, jest wyrazem naszej redakcyjnej bezradności. Paradoksalnie nas to cieszy, bo się okazuje, że tekstów ważnych, inspirujących i zapadających w pamięć było w ciągu tego pięćdziesięciolecia mnóstwo. Mierzenie się z nimi przypominało tworzenie listy siedmiu cudów świata lub kanonu lektur wszech czasów.

Publikujemy je w takiej formie, w jakiej ukazały się pierwotnie, zaznaczając rok i numer miesięcznika, z którego pochodzą, by oddać charakter zmieniającej się rzeczywistości na przestrzeni pięciu dekad istnienia pisma1.

Na kilkuset stronach zebraliśmy teksty autorów, dla których „W drodze” było jedynym miejscem, gdzie mogli publikować. Przypominamy też wyśmienite artykuły tych, którzy na długie lata związali się z naszym tytułem, prowadzili stałe rubryki, a ich nazwiska zawsze przyciągały grono wiernych czytelników. Jesteśmy dumni, że ich twórczość wykreowała ocean słów składający się na sześćset numerów miesięcznika i niemal dziewięćdziesiąt tysięcy stron tekstu, bo tyle mniej więcej liczą zestawione ze sobą numery – od pierwszego do ostatniego. To oni, co warto również podkreślić, są twórcami intelektualnego „klimatu wiary myślącej” – by zacytować ojca Marcina Babraja – ostatniego półwiecza polskiego Kościoła.

To zdanie pozostaje jednym z istotnych elementów definiujących nasze pismo. Od lat jesteśmy wierni podtytułowi: „Miesięcznik poświęcony życiu chrześcijańskiemu” i niezmiennie powtarzamy, że piszemy o Kościele i wierze ludzkim językiem. Niejednokrotnie krytycznie i prowokująco, z pewnością bez patosu i infantylizmu. Zależy nam na tym, by publikowane na naszych łamach teksty prowokowały do kształtowania i pogłębiania wiary, tak by nie była ona bezmyślna i odtwórcza, nie wahała się mówić: „Nie wiem” i „Nie rozumiem”. Przez lata inspiracją do tego typu rozważań były numery przygotowywane przez błyskotliwy duet Jana Grzegorczyka i Pawła Kozackiego OP, którzy przeprowadzili miesięcznik przez przełom tysiącleci i z odwagą, balansując między wszelkimi możliwymi podziałami świata, wychodzili z założenia, że „W drodze” warto rozmawiać ze wszystkimi, bo tylko odważne chrześcijaństwo przetrwa, a Kościół to nie muzeum pamiątek po Jezusie Chrystusie, ale życie pełne wyzwań i szerokich możliwości.

Miesięcznik to także swego rodzaju rozmowa z czytelnikami, prowadzona za pomocą tekstów wzbudzających na przestrzeni lat wszelkie możliwe reakcje – od zachwytów po burzliwe polemiki. Cieszymy się, że nie pozostawiamy Państwa obojętnymi. Mamy nadzieję, że dzięki lekturze „W drodze” patrzą Państwo inaczej na Kościół, duchowość, Boga i modlitwę. Że dzięki niej choć trochę jesteście lepsi dla siebie i dla innych. Bo choć nikt nigdy tego wprost nie powiedział, to przy całej powadze poruszanych przez lata problemów, każdemu z zespołów redakcyjnych zależało na tym, by odbiorca miesięcznika nie był jedynie konsumentem i obserwatorem rzeczywistości, ale stawał się jej świadomym uczestnikiem.

Trudno nie zauważyć, że to Państwa obecność stanowi podstawę do naszej dalszej pracy. Bez Was nie byłoby „W drodze”. Zaufanie, jakim jesteśmy obdarzani, i wsparcie – czy to w postaci prenumerat, czy regularnego zaopatrywania się w nasz magazyn – jest dla nas nieustającym zobowiązaniem mobilizującym do tego, by do czytelników trafiały teksty przemyślane i dopracowane redakcyjnie.

Mimo upływu czasu i zmieniających się warunków rynkowych cieszy nas to, że „W drodze” wciąż się ukazuje w formie papierowej. Może to przejaw naszego niedostosowania do epoki cyfrowej, a może zwyczajnie wiara w moc papieru większą od dysków, pendrive’ów i chatówGPT. I choć od lat z powodzeniem funkcjonują nasze formaty elektroniczne, to wciąż – mimo uwag, że na półkach w pokoju zaczyna brakować miejsca na kolejne numery – przyznajemy, że zwyczajnie lubimy szelest kartek i zapach farby drukarskiej.

Wdzięczność za minione lata i wysiłek naszych poprzedników nie zwalniają nas z odpowiedzialności mierzenia się z wyzwaniami współczesnego świata, pełnego olbrzymiej różnorodności duchowej i religijnych poszukiwań. Nie możemy udawać, że spadająca liczba osób praktykujących wiarę, sekularyzacja i liczne skandale z udziałem duchownych nie wpływają na postrzeganie Kościoła, a dla wielu są ogromną trudnością w przyznawaniu się do swoich przekonań. Staramy się z uwagą słuchać tych, którzy często mówią, że są zmęczeni obrazem Kościoła malowanym przez niektórych pasterzy i współbraci w wierze – upolitycznionym, pełnym hipokryzji, który wywołuje dysonans w konfrontacji z Ewangelią. Zdajemy sobie sprawę, że w wielu wypadkach musimy szukać nowego języka wiary, adekwatnego do zmieniającego się na naszych oczach świata.

Niezmienna pozostaje dla nas dominikańska otwartość na dialog szukający takich wzorców etycznych i światopoglądowych, pod którymi mogliby się podpisać zarówno wierzący, jak i poszukujący swojej drogi do Boga.

W imieniu całego zespołu miesięcznika życzę Państwu owocnej i wzruszającej lektury, zapewniając, że dopiero się rozkręcamy, a życie zaczyna się po pięćdziesiątce. ¶

  1. Tym, którzy poczują niedosyt, podpowiadamy, że numery z lat 1973–2002 znajdują się w zbiorach Dominikańskiej Biblioteki Cyfrowej, a wydawane od sierpnia 1998 roku można znaleźć na stronie wdrodze.pl.
Drodzy Czytelnicy,
Roman Bielecki OP

urodzony w 1977 r. – dominikanin, absolwent prawa KUL i teologii PAT, kaznodzieja i rekolekcjonista, od 2010 redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, były Prowincjalny Promotor Środków Społecznego Przekazu (2018-2022), autor wielu wywiadów, recenzji filmowych i literackich...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze