Nie jedz bekonu, kup krowę
Oferta specjalna -25%

List do Rzymian

0 opinie
Wyczyść

Wśród katolików w Anglii i Walii wracają dawne zwyczaje pokutne. Czy to Kościół okopuje się na pozycjach obronnych? A może rodzi się zdrowa duma z katolickiej tożsamości?

Full English breakfast. Jego baza to bekon i jajka. Śniadanie jednak nie jest full, jeśli brakuje w nim podsmażonych na bekonowym tłuszczu lub grillowanych pomidorów, pieczarek, angielskich kiełbasek, fasolki w sosie pomidorowym oraz tostów z marmoladą pomarańczową i obowiązkowej herbaty z mlekiem. Po takim śniadaniu można zapomnieć o głodzie na pół dnia albo i dłużej. Od 16 września 2011 roku około 2,5 miliona mieszkańców Anglii i Walii w każdy piątek powinno zadawać sobie hamletyczne pytanie: jeść czy nie jeść full English breakfast? A może pozostać przy owsiance? Biskupi Anglii i Walii zdecydowali bowiem, że tego dnia każdy katolik ma nie jeść mięsa na znak pokuty i pamięci o śmierci krzyżowej Chrystusa.

Świat anglosaski doskonale zna pojęcie „rybnego piątku” (fish Friday). Już w średniowieczu biznes rybny na Wyspach był napędzany w znacznej mierze przez zwyczaje postne. Kanapka z rybą w McDonaldzie też. Pojawiła się w sprzedaży w 1962 roku dzięki szefowi sieci w stanie Connecticut, który zaobserwował, że w piątki znacznie spadają obroty jego wyłącznie mięsnych fastfoodów. Zaczął więc pakować rybę w mdłą hamburgerową bułkę.

Bezmięsnie dla wszystkich

Oczywiście nie o dyskusję o wyższości ryby nad mięsem chodzi w niniejszym tekście, ale o próbę opisania, czym dla katolików z Wysp stał się w ostatnich miesiącach post. Katechizm Kościoła katolickiego i Kodeks prawa kanonicznego w sprawie postu wypowiadają się ogólnie. W ramach pokutnego charakteru piątku można nie jeść mięsa, innych potraw, zrobić uczynek pobożny lub okazać komuś miłosierdzie. O szczegółach decydują episkopaty poszczególnych krajów. W Anglii i Walii w 1985 roku biskupi zdecydowali, że piątkowa wstrzemięźliwość nie musi dotyczyć mięsa, z wyjątkiem kanonicznej Środy Popielcowej i Wielkiego Piątku. Ma to być wybrana grupa potraw czy rozrywka. Co się zatem zmieniło 16 września? (Zaznaczmy, że zmieniło się w Anglii i Walii, nie w Szkocji, która ma własny episkopat). Zmieniło się to, że niejedzenie mięsa staje się regułą dla wszystkich. Z wyjątkami: wegetarianie są zachęcani do odmówienia sobie innego rodzaju jedzenia. Wyjątek dotyczy też m.in. dzieci do 14 roku życia, starszych powyżej sześćdziesiątki, chorych, kobiet w ciąży. Oświadczenie o zmianach biskupi wydali w maju 2011 roku. Posypały się komentarze. „To świetne posunięcie, obliczone na połączenie katolików w Anglii i Walii za pomocą starożytnej reguły, którą wielu pamięta z dzieciństwa. (…) Biskupi wierzą, że katolicy są dumni ze swojej wiary i są gotowi tę dumę okazywać każdego tygodnia”, pisała publicystka konserwatywnego „Telegrapha” Christina Odone. Lewicowy „Guardian” ironizował głosem Annalisy Barbieri: „Wiem, że wielu katolików będzie naprawdę zadowolonych z wprowadzenia tej praktyki. To odwołanie do przeszłości, a przeszłość to dla niektórych bezpieczne miejsce. Wtedy homoseksualiści nie istnieli, a kobiety siedziały cicho. Głosi się również, że ten zwyczaj zjednoczy katolików; widocznie noszenie piętna poczucia winy nie okazało się dość jednoczące”.

Biskupi piszą dla ludzi

Publicyści zrobili swoje, a biskupi zrobili więcej, niż musieli. Przemówili do wiernych głosem ludzkim i zrozumiałym. Na stronie internetowej Konferencji Biskupów Anglii i Walii umieścili bowiem w wygodnym do ściągnięcia formacie FAQ, czyli zestaw najczęściej zadawanych pytań – i odpowiedzieli na nie. Pod tekstem podpisał się sekretarz generalny Konferencji ks. Marcus Stock. Pytania, na które odpowiedzieli biskupi, przewijały się na forach internetowych m.in. gazet „The Catholic Herald”, „Telegraph” czy „The Guardian”. Jedno z nich można streścić tak: „A nie ma ważniejszych problemów na świecie niż niejedzenie mięsa w piątki? Dlaczego akurat teraz?”. Biskupi odpowiedzieli na to: „Jako pasterze Kościoła (…) jesteśmy odpowiedzialni za odczytywanie »znaków czasu« i za to, by wciąż na nowo badać, jak Kościół w każdej epoce ma odpowiadać na problemy i wyzwania”. Do „znaków czasu” zaliczają to, że wielu, zwłaszcza młodych, wstrzemięźliwość od mięsa zachowywała, mimo że nie miała takiego obowiązku. Równocześnie wielu zapomina o piątkowej pokucie, a obowiązek abstynencji od mięsa „jest łatwy do zapamiętania (…) i chociaż pozostaje czynem pokutnym, nie można go uważać za znaczny dodatkowy ciężar narzucony wiernym”.

Na forum „The Catolic Herald” pojawiły się również głosy w tonie: „A co mi biskup będzie szczegółowo nakazywał, jak mam pokutować, i może jeszcze postraszy mnie piekłem za jedzenie mięsa?”. Biskupi odpowiadają na pytanie o grzeszność jedzenia mięsa w piątki. Nie ma obawy, nie grzeszy ciężko, jeśli ktoś przez pomyłkę, a nawet z lenistwa przeżuje w piątek plaster szynki. Grzech ciężki jest wtedy, gdy intencje są złe, gdy ktoś je mięso z pogardy dla reguły, czyli i dla tych, którzy ją ustanowili.

Papież nas zmienił

Dlaczego nowe reguły pokutne obowiązują akurat od 16 września 2011 roku? Tu dochodzimy do źródła inspiracji, z którego czerpali biskupi. Tego właśnie dnia minęła pierwsza rocznica pielgrzymki Benedykta XVI do Wielkiej Brytanii. Papież przyjechał wówczas do kraju żyjącego skandalami seksualnymi katolickich duchownych. I do kraju, w którym wielu wiernych narzeka na duchownych katolickich – że są zbyt liberalni, bierni, że brak im odwagi. Pielgrzymka minęła spokojnie. Pisano o niewymuszonym triumfie Benedykta XVI.

Dla Clare Ward, która pracuje dla Konferencji Biskupów w Londynie, papieska pielgrzymka była głębokim przeżyciem. – To było trudne do opisania dotykalne doświadczenie Ducha Świętego. Przyniosło nową radość i dumę z tego, że jesteśmy katolikami – opowiada Clare. Jej działka w pracy to biuro Home Mission. Zajmuje się ono ewangelizacją i katechezą w kraju. – Pielgrzymka papieska zmieniła nas. Uświadomiła, jakie skarby mamy w Kościele, jakie dziedzictwo. Bez tego trudno zrozumieć dlaczego biskupi podkreślili wartość piątkowej pokuty. A to część naszego katolickiego dziedzictwa – dodaje.

Kiedy teraz Clare organizuje w ramach swojej pracy przypadające w piątek sesje czy wykłady, dba o to, żeby menu było na nich bezmięsne. Nie słyszała żadnych negatywnych komentarzy na temat decyzji o piątkowym poście. Dotarły za to do niej informacje ze szkół katolickich, że wprowadzają w swoich kuchniach bezmięsne piątki, mimo że dzieci poniżej 14 roku życia mogą w piątek spokojnie zjeść kiełbaski czy hamburgery. Na przykład prestiżowa prywatna szkoła z internatem Oratory School w Woodcote, założona przez bł. kardynała Johna Henry’ego Newmana w piątek serwuje na lunch i kolację „makaron, risotto i rybę – wszystko z sałatką”, napisał w mailu dyrektor Clive Dytor. A rano w internacie oczywiście „no full English breakfast”. Dyrektor napisał także, że nie było żadnych krytycznych komentarzy, mimo że w szkole uczy się 50 procent niekatolików. „Myślę, że większość przyjęła te zmiany – podobnie jak zakaz palenia w miejscach publicznych – jak zdrowy postęp”.

Clare Ward przypomina sobie także o jednej pozytywnej reakcji niekatolików. Do Konferencji Biskupów list pochwalny przysłało jedno ze stowarzyszeń producentów ryb!

W Kamerunie mięso nie lata

Angielscy i walijscy katolicy żyją w kraju wieloreligijnym i wielokulturowym – a przede wszystkim sami są mocno kulturowo wymieszani. Obok rodowitych angielskich katolików, którzy czasami wśród przodków mają męczenników reformacji, jest bardzo dużo Irlandczyków. Polacy są potężną grupą, która w ostatniej dekadzie napłynęła na Wyspy. Można na mszach spotkać także sporo Filipińczyków oraz czarnoskórych z różnych krajów Afryki. Afrykańscy księża przybywają czasem na ratunek parafiom, w których brakuje kapłana. Tak jest w parafii św. Józefa w Tilehurst, w dzielnicy Reading (pół godziny pociągiem od Londynu). Ksiądz Bonaventura Ndong Che, zwany Father Bon, przyjechał z Kamerunu w czasie, kiedy w Anglii wprowadzano nowe reguły postne. Z satysfakcją opowiada o tym, jak bardzo żywy i młody jest kameruński Kościół, jak wielu młodych ludzi wstępuje do seminariów i klasztorów. – Katolicyzm jest w angielskiej części Kamerunu bardzo tradycyjny. Poważnie traktujemy to, co jest w katechizmie, i to, co mówią biskupi – zaznacza. Post piątkowy też biorą na poważnie. W Kamerunie obowiązuje wstrzemięźliwość od mięsa, jednak tam do mięsa nie zalicza się „zwierząt latających”. Generalnie jednak mięso jest luksusem. W dużych miastach luksusem są warzywa, bo biedni mieszkańcy nie mają ich jak przechowywać, transport jest kosztowny, a drogi złe. W miastach byłoby więc pokutą odmówić sobie warzyw, jeśli ktoś nimi częstuje. – Mamy też dużo katolickich szkół z internatami. Nauczyciele proszą uczniów, by w każdy piątek odmówili sobie jakiegoś składnika posiłku. Po roku podliczają, ile na tym poście zaoszczędzili, i taką sumę przeznacza się dla potrzebujących – opowiada ksiądz Bon. O sensie postu mówi w stylu afrykańskich kaznodziejów: prosto i dobitnie. – Świat żyje dziś konsumpcją. My mamy iść pod prąd. Post pomaga nam wzrastać w świętości. W dawnych wiekach ograniczał się do Triduum Paschalnego. Ale nie da się uświęcić w trzy dni w roku, więc rozszerzono post na czterdzieści dni przed Wielkanocą. Ale to też nie wystarczy, więc każdy piątek jest czasem postu i pokuty – wyjaśnia ksiądz. W jego angielskiej parafii zmiany przyjęto bez problemów. – Pewnie dlatego, że to katolicy przywiązani do tradycji. Ale wyobrażam sobie, że są parafie bardziej liberalne, gdzie mogły się pojawić krytyczne głosy – dodaje. Ksiądz Bon gotuje sobie sam i mówi, że nie jest w tym dobry. W piątek zje kanapkę i ugotuje sobie trochę ryżu.

U anglikanów o poście cicho

Głodowy lunch (hunger lunch) wielebny David Archer jadał w czasie studiów teologicznych. Dziś kieruje anglikańską parafią św. Marii w Purley-on-Thames, wiosce koło Reading. Jest żonaty, ma troje dzieci w podstawówce. Głodowy lunch był bardzo skromny, prosty, mógł to być chleb i napój. Studenci jedli go, żeby w ten sposób identyfikować się z ubogimi. I to właściwie jedyna praktyka postna, z jaką David Archer zetknął się w Kościele Anglii. Sam zalicza siebie do ewangelikalnej, charyzmatycznej gałęzi anglikanizmu, obok liberalnej i najbardziej tradycyjnej anglokatolickiej. – Z mojego doświadczenia wynika, że praktyka postu jest w anglikanizmie bardzo ograniczona. Prawie nigdy nie słyszałem o niej kazania. Od dzieciństwa wychowywałem się w Kościele Anglii, ale spędziłem też trochę czasu w innych niezależnych kościołach chrześcijańskich. Tam mówiło się o poście i praktykowało go. Znam człowieka, który odmawiał sobie jedzenia przez 40 dni, jak Chrystus. Ale takiego ekstremalnego postu bym nie rekomendował – wspomina.

Jest zafascynowany tym, że Kościół katolicki powraca do tradycyjnych zwyczajów pokutnych, a dowiedział się o tym, kiedy poprosiłam go o rozmowę. Pyta o znaczenie piątku dla katolików. Zastanawia się nad biblijnymi źródłami postu. – Stary Testament dostarcza wielu przykładów postu. Sam Jezus pościł i spodziewał się, że Jego uczniowie też będą to robili. Jednak z teologicznego punktu widzenia trudno mi wyjaśnić sens postu. Jedynie w ten sposób, że post dodaje sił duchowych, że dzięki niemu można lepiej „dostroić się” do słuchania Boga – mówi David Archer.

Na pytanie o wymiar pokutny czy ekspiacyjny postu odpowiada: – To brzmi dla mnie po katolicku. Anglokatolikom byłoby to bliskie. Jednak z perspektywy ewangelikalnej niezbyt wygodnie jest mi zgadzać się z takim myśleniem. Śmierć Chrystusa na krzyżu wystarcza. Nie musimy sprawiać sobie batów czy źle o sobie myśleć. Nasze grzechy są przebaczone. Mamy nowe życie – wyznaje.

David Archer zgadza się, że odmawianie sobie jedzenia, przyjemności, by pomóc innym, zdecydowanie ma sens. – Akcent nie ma padać na abstynencję, odmawianie sobie, ale na robienie czegoś pozytywnego, dzieł charytatywnych, dobrych uczynków – zaznacza.

Post w kopercie

Anglicy są narodem przesiąkniętym duchem dobroczynności. Relacje z akcji charytatywnych zajmują bardzo dużo miejsca w lokalnych gazetach. Stałym elementem miast są sklepy charytatywne z używanymi ubraniami, książkami, zabawkami. Sandra Brewester z parafii Woolhampton w diecezji Portsmouth 15 lat temu wymyśliła, jak połączyć angielskiego ducha dobroczynności z katolickim pokutnym duchem piątków. Założyła Friday Self-Denial Group, co można przetłumaczyć jako Piątkową Grupę Postną (bardziej dosłownie: Piątkową Grupę Wyrzeczenia). Zasada jest prosta: kto chce się przyłączyć do grupy, zgłasza się do koordynatora i bierze ze sobą kopertę. W piątek odmawia sobie chipsów, butelki wina czy ciasta. Zaoszczędzone pieniądze wrzuca do koperty, którą kładzie na tacę podczas niedzielnej mszy. – To nie jest tylko kolejna akcja charytatywna. Przez wyrzeczenie się czegoś przyjemnego, możemy się utożsamić z tymi, którzy więcej cierpią niż my – zaznacza Sandra. Co tydzień w czterech kościołach parafii zbiera się około 80 kopert. W ubiegłym roku zebrano prawie 4 tysiące funtów. Fundusze zgromadzone przez grupę trafiają najczęściej do małych fundacji charytatywnych. Na początku grupa wspomogła podopiecznych lekarki parafianki pracującej w Malawi. Kiedyś parafianie kupili krowę dla afrykańskiej rodziny. W tym roku wspomagają punkt żywienia niemowląt w Chartumie w Sudanie. Sandra mówi, że chodzi o konkret, to zawsze lepiej działa na wrażliwość niż wrzucanie pieniędzy w studnię dużych organizacji charytatywnych.

Sandra bardzo się cieszy z nowych reguł piątkowej pokuty i postu, choć w jej życiu i w zasadach działania grupy nic się zasadniczo nie zmieniło. Poza tym, że ksiądz proboszcz benedyktyn Dermot Tredget zrobił jej reklamę. – Kiedy mówił na niedzielnej mszy o decyzji biskupów w sprawie postu, zasugerował, że bardzo dobrą odpowiedzią byłoby dołączenie do Piątkowej Grupy Postnej – cieszy się Sandra.

***

Powrót do dawnych tradycji postnych to nie jedyny znak odnowy w Kościele na Wyspach Brytyjskich. Realizuje się także inne gigantyczne przedsięwzięcie – nowe tłumaczenie mszału, bliższe łacińskiemu oryginałowi – to temat na osobny tekst. Podnoszą się też głosy o potrzebie przywrócenia świąt obowiązkowych, np. Objawienia Pańskiego, Wniebowstąpienia Jezusa (obecnie przesuwa się je na najbliższą niedzielę). Czy angielscy i walijscy katolicy utrudniają sobie życie albo desperacko próbują udowodnić swoją wyższość duchową nad innymi? A może zdejmują gorset poprawności politycznej i bierności maskowanej potrzebą tolerancji – i właśnie biorą głęboki oddech wolnych dzieci Bożych?

Nie jedz bekonu, kup krowę
Jolanta Brózda-Wiśniewska

urodzona w 1974 r. – dziennikarka, publicystka, krytyk muzyczny, absolwentka Akademii Muzycznej w Poznaniu.W latach 2000-2008 dziennikarka działu kultury "Gazety Wyborczej" w Poznaniu. Publikowała także w "Uważam Rze", "...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszykKontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze