fot. PIXABAY / PEXELS

Być bardziej człowiekiem

Możemy ograniczyć etykę do katalogu czynów zakazanych i nakazanych. Czy jednak ostatecznie cieszyć może takie rozumienie moralności, w którym pierwszorzędne miejsce zajmuje grzech – popełniany i unikany, a nie dobro – zawsze nowe, zawsze twórcze, zawsze owocne?

Cnota” brzmi staroświecko. Kojarzy się z frazeologią kościelną i spisem cnót kardynalnych i teologalnych, które trzeba wykuć na katechezie. O tym, co mają one wspólnego z życiem, poza tym, że kojarzą się z jakimiś (być może heroicznymi) wymaganiami, niekoniecznie nam powiedziano. Pod wpływem etyki purytańskiej samą cnotę zaczęto utożsamiać z konkretną cnotą – czystości. Stąd „cnotka” – przyznajmy: nie ma dobrej prasy – czy, wręcz przeciwnie, angielskie easy virtue (dosłownie: łatwa cnota) jako określenie kobiety lekkich obyczajów. Nic dziwnego, że w powszechnym odbiorze cnota przywodzi na myśl jakieś ograniczenia, rezygnację, tłumienie spontanicznych pragnień. Mało zachęcająca to perspektywa. A szkoda, bo teoria cnót ma bardzo ciekawą historię. Co więcej, od ponad pięćdziesięciu lat cieszy się coraz większą popularnością wśród etyków – i to niekoniecznie tradycyjnie myślących katolików.

Etyka na rozdrożu

Aby zrozumieć, skąd się wzięło ponowne zainteresowanie cnotami we współczesnej filozofii, musimy odrobić lekcję z historii etyki. W pierwszej połowie XX wieku etyka jako dyscyplina akademicka przeżywa kryzys. I to nie dlatego, że jest to okres szczególnego rozluźnienia obyczajów (choć trudno nie zauważyć dwóch wojen światowych oraz kryzysów społecznych i ekonomicznych). Chodzi raczej o problem ze sformułowaniem spójnego systemu etycznego, a nawet z samym mówieniem o kwestiach etycznych. Zacznijmy od pierwszej kwestii. Po upadku tradycyjnego (funkcjonującego przez kilkanaście wieków) systemu etyki chrześcijańskiej, którego źródłem było prawo Boże, nowożytni filozofowie stanęli przed poważnym problemem: w jaki sposób, nie odwołując się do Boskiego Prawodawcy, skonstruować i uzasadnić system etyczny odpowiadający naszym intuicjom. Odkrycia geograficzne i coraz większe różnicowanie się społeczeństw (reformacja, wojny religijne) pokazały, że tyle, ile społeczności (by nie powiedzieć ludzi), tyle systemów wartości. A przecież intuicyjnie oczekujemy, że system etyczny będzie obiektywny i uniwersalny. Ma być głosem rozstrzygającym w konflikcie interesów. Jeśli Adam, członek fundamentalistycznej sekty religijnej, uważa, że ma prawo domagać się od żony Ewy absolutnego posłuszeństwa, ale nie godzi się na to Ewa, personalistka, stawiająca na pierwszym miejscu godność, wolność i autonomię każdego człowieka, to odwoływanie się przez każde z nich do przyjętego systemu etycznego niczego nie rozwiąże. Ich stanowiska w tej konkretnej sprawie wynikają z dwóch sprzecznych systemów etycznych. Dopóki nie da się wykazać wyższości jednego systemu nad drugim, spór pozostanie nierozstrzygnięty. Dlatego nowożytni filozofowie poszukiwali racjonalnych zasad (w domyśle: możliwych do przyjęcia przez każdego człowieka niezależnie od pochodzenia, religii czy światopoglądu), które pozwalałyby nie tylko uzasadniać same decyzje moralne, ale szukać rozwiązań dla nowych dylematów moralnych. W tym sensie reguły te powinny być uniwersalne.

W poszukiwaniu zasad

W dużym uproszczeniu XIX wiek zdominowały dwa sposoby myślenia o etyce. Pierwszy, stawiający w centrum pojęcie obowiązku, wywodzi się od Immanuela Kanta. Wyszedł on od tak zwanej „złotej reguły”, czyli obecnej w różnych kulturach uniwersalnej zasady: „Postępuj tak, jak chciałbyś, aby inni wobec ciebie postępowali”. I zaproponował test pozwalający sprawdzić, czy dany czyn będzie moralny, czy nie: „Postępuj tylko według takiej maksymy, dzięki której możesz zarazem chcieć, żeby stała się ogólnym prawem”1. Na przykład kłamstwo nie zdaje tego egzaminu, ponieważ w świecie, w którym powszechnym prawem byłoby kłamanie, nikt nie dawałby wiary słowu, przez co nie tylko samo kłamstwo nikomu by się nie opłacało, ale zostałyby zerwane podstawowe więzi komunikacji społecznej.

Przytoczona powyżej reguła (tzw. imperatyw kategoryczny) wydawała się genialnie łączyć prostotę z uniwersalnością. Nie była jednak wolna od zastrzeżeń. Krytyka dotyczyła co najmniej trzech kwestii. Po pierwsze, choć Kant odpowiada na pytanie, co czynić, a czego unikać, jego teoria jest ściśle formalna. Nie odpowiadała na pytania, dlaczego warto wybierać dobro i co jest odrażaj

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 08, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść