fot. Possessed photography / Unsplash

Całun z flizeliny

Dzień dobry – powiedziałem, wchodząc do szpitalnej sali. Było w niej już dwóch panów, na oko nieco starszych niż ja. Oni pewnie tak samo pomyśleli o mnie. Jeden odpowiedział, drugi, wpatrzony w zasłonięte okno, był myślami gdzieś daleko.

Szczęśliwie szpital nie jest moim środowiskiem naturalnym, więc mimo że trafiłem tam tylko na badania, czułem się nieswojo. Gdyby to były jedynie badania jak w przychodni – żaden problem. Ale kiedy człowiek idzie nie „do lekarza”, a „do szpitala”, z noclegiem, to już jest poważna sprawa i należy się bać. Problemy pojawiają się w chwili, gdy lekarz mówi: Musi pan przyjść na dłużej, żebyśmy mogli dobrze się panu przyjrzeć.

Po pierwsze: w pewnym wieku taka uwaga od razu sugeruje, że na pewno coś mi jest, tylko lekarz nie ma odwagi mi tego powiedzieć, więc lepiej, żeby to zrobił jakiś jego kolega po fachu. Pojawia się strach. Po drugie: czy ja mam piżamę?

Nie noszę piżamy, więc na pewno jej nie mam. Nie mam też szlafroka, szlafmycy ani domowych kapci, nazywanych laczkami. Nie używam takiej garderoby, kojarzącej mi się z podeszłym wiekiem, niedołężnością, a przynajmniej starszym, krągłym jegomościem o szarej twarzy, w okularach w drucianej oprawie. Takim z klubu Pickwicka, pijącym przed snem ziółka.

A ja przecież jestem młody, wyprostowany, rumiany, po domu chodzę w dresie i T-shirtach. Śpię w piłkarskich spodenkach, na nogach mam sportowe klapki. I tak dobrze

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 08, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść