fot. Ehud Neuhaus

Sobota, 12 czerwca. Wracam wieczorem z zakupów, w siatkach mięso na niedzielny obiad. Na Małej Koniuszynej, naprzeciw kościoła szwedzkich luteran widzę grupę śpiewających ludzi. Nie mają nagłośnienia, po prostu stoją i śpiewają: na kilkadziesiąt osób dziesięcioro gitarzystów. To jednak nie spotkanie modlitewne. Gdy podchodzę bliżej, dostrzegam zdjęcie Bułata Okudżawy, przy nim bukiet kwiatów i płonącą świecę. Rocznica śmierci legendarnego barda. Zatrzymuję się i słyszę znaną „Piosenkę o Mozarcie”, w głowie zaczynam dokonywać osobistego przekładu: Mozart na skrzypcach melodię szlifuje, / Mozart przygrywa, a pieśń trwa i trwa. / Mozart ojczyzny już nie poszukuje – / Znalazł ją w dźwiękach, więc żyje i gra. / Raz strzela szampan na wiwat – zwycięstwo, / Raz kula świszcze – bywa i tak… / Niech nie przerywa pan pracy, maestro, / Niech z czołem wspartym na dłoni pan trwa! I nagle ogarnia mnie wzruszenie. W mój czas chaosu, zaplątania i smutnych rozważań o Kościele wpada piosenka o tym, że nie wolno przestać myśleć i tworzyć. Kruchość naszego bytu i rozpad świata, który znamy, są wpisane w nasz los. Co robić? Nie odrywać ręki od czoła, nie poddawać się rezygnacji. Niech pan nie trac

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 08, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść