siostra Dominika Sokołowska OP dominikanka
fot. ARCHIWUM REDAKCJI

W nawróceniu nie chodzi o doskonałość, ale o serce. Ono musi w całości przylgnąć do Boga. Nie wystarczy to, że chodzę do kościoła i skrupulatnie wypełniam przepisy prawa Bożego. Faryzeusze właśnie tacy byli – doskonali w wypełnianiu przepisów.

Rozmawiają Dominika Sokołowska OP i Katarzyna Kolska

Czy trzeba spaść z konia, żeby się nawrócić?

Ja nie spadłam. I chyba rzadko koń jest używany do nawrócenia. Owszem, czasem Pan Bóg solidnie potrząśnie człowiekiem, ale zazwyczaj nawrócenie jest mozolną drogą szukania Boga. Jedno jest pewne: bez łaski Bożej się nie nawrócimy.

A czym jest nawrócenie?

Nawrócenie to przemiana serca. Zmiana w myśleniu i postępowaniu, zauważenie, że nie jestem sama na świecie, że jest Pan Bóg, że jest drugi człowiek, który też chce się zbawić. Są oczywiście różne nawrócenia, choćby to Pawłowe, najbardziej spektakularne. Jemu życie wywróciło się do góry nogami. Ale zdecydowanie częściej zdarzają się te codzienne nawrócenia, kiedy robimy rachunek sumienia i nagle widzimy, co nam przeszkadza w kochaniu Boga.

Czy nawrócenie zawsze musimy wiązać z religią, z Bogiem?

Nie potrafię myśleć i mówić o nawróceniu poza kontekstem religijnym. Impuls do nawrócenia wychodzi zawsze od Boga. On szuka każdego z nas. A człowiek może Go odrzucić lub przyjąć i odpowiedzieć. Tak rozumiem proces nawrócenia. Jednocześnie można „się nawracać” też poza Bogiem, ale wtedy nazwałabym ten proces dojrzewaniem, wzrastaniem i odkrywaniem większych wartości niż te, którymi aktualnie żyję.

Skoro tak, to ktoś może powiedzieć: Jestem niewierzący, bo mi Pan Bóg nie dał takiej łaski.

Oczywiście, można tak powiedzieć. Przecież najprościej jest zwalić wszystko na Pana Boga. Każdy ochrzczony otrzymuje łaskę wiary. Ale On nas do niczego nie zmusza, to są propozycje. Mogę je przyjąć, a mogę zignorować. Mogę też nie zauważyć sygnałów, które się pojawiają z Jego strony.

Co może być tym sygnałem?

Pan Bóg ma tutaj nieskończenie wiele sposobów. Dla mnie był to wykład na studiach z fizyki atomowej. Profesor mówił o siłach jądrowych. Zachwyciło mnie to. Zaczęłam się spontanicznie modlić.

I prosto z wykładu trafiła siostra do Kościoła?

Nie. To była długa droga. Ale wtedy podczas tego wykładu uświadomiłam sobie, że oto ja, niewierząca, wielbię Boga Stwórcę! I zaczęłam szukać odpowiedzi na pytanie, w co ja właściwie nie wierzę. Dlaczego odrzuciłam coś, czego nie znam?

Wychowałam się w rodzinie katolickiej, zostałam ochrzczona, byłam u pierwszej komunii, przyjęłam sakrament bierzmowania. Aż w pewnym momencie uznałam, że ja w to wszystko nie wierzę. Że jestem ateistką. Może nie wojującą, ale na pewno nie szukającą. Przestałam chodz

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 08, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść