Wierzący-niepraktykujący
fot. ishan seefromthesky / UNSPLASH.COM

Wierzący-niepraktykujący

Chrzest w pierwszym rzędzie nie jest nastawiony na usunięcie grzechu pierworodnego, choć oczywiście tak się dzieje, ale na wszczepienie w mistyczne ciało Chrystusa i na jedyną w swoim rodzaju relację z Bogiem, która daje pełnię życia.

Nie da się ukryć, że z sakramentem chrztu mamy dziś poważny problem, i to nie dogmatyczny, ale praktyczny. Rzeczywiście, po latach niestrudzonej katechezy, na szczęście także w perspektywie ekumenicznej, w końcu daliśmy się przekonać, że chrzest to coś niezmiernie ważnego. A zatem, przynajmniej teoretycznie, także z innymi chrześcijanami powinno łączyć nas wiele, by posłużyć się zwrotem Pawła Apostoła: „Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest” (Ef 4,5). Problem w tym, że owemu „wszystko jedno” często, jeśli nie coraz częściej, towarzyszy lekceważące machnięcie ręką. Zostawiając na boku meandry dialogu ekumenicznego, warto zapytać: Co w praktyce oznacza to, że zostałem ochrzczony? Czy ma to jakieś przełożenie, mniej lub bardziej widoczne, na życie codzienne? Być może w sekularyzującym się społeczeństwie, czyli takim, któremu niepostrzeżenie znika z oczu sens życia chrześcijańskiego, nie wystarczy tylko wiedzieć, Co o chrzcie mają do powiedzenia bibliści lub teolodzy, choć, bez cienia wątpliwości, to wiedza ważna i każdemu potrzebna, by relacji z Bogiem nie sprowadzić do emocjonalności lub do sfery „ludzkiego wymysłu”. Na próżno też zachwycać się szlachetną i godną wszelkiej pochwały instytucją katechumenatu, próbując go nawet w jakiejś części reaktywować, gdyż w obecnym kontekście, jakże odmiennym od starożytnego, z pewnością nie będzie to propozycja dla wszystkich. Od już ochrzczonych trudno wymagać, by ponownie przywdziali pochrzcielną białą szatę, z której dawno wyrośli, lub by z antyczną surowością traktować ich jak katechumenów, przymykając oko na drobny fakt, że od dawna nimi nie są. Jak zatem sprawić, aby na poziomie praktycznym doniosłość chrztu nie pozostała pięknie brzmiącym frazesem, lecz odkryć go jako źródło zdolne przemienić chrześcijańską rzeczywistość?

Intelekt i cielesność

Zacznijmy od prostej, z pozoru banalnej obserwacji, mającej jednak daleko idące konsekwencje: jeśli chrzest naprawdę dotyka człowieka, to musi go dotykać w całości, angażując nie tylko duszę czy intelekt, lecz także cielesność. Chrzest bowiem, to nie tylko słowa, które należy wypowiedzieć, które warto pamięta

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się