Rękopis na dnie szuflady
fot. max bender / UNSPLASH.COM

Rękopis na dnie szuflady

30 lat po śmierci Andrzej Kijowski trafił tam, dokąd z pewnością nie chciał trafić – tego przeklętego miejsca zapomnienia, które nazywamy „literackim czyśćcem”. W chwili śmierci uważany za jednego z najważniejszych pisarzy, obecnie niemal nieobecny w dyskusjach literackich.

„Ojciec był księdzem, któremu przytrafiła się rodzina – mówi syn Andrzej Tadeusz. – Kompletnie nie umiał sobie z nią poradzić. Nie nauczył mnie strzelać z łuku ani reperować samochodu”. Mocne słowa. Zamiast syna wybrać literaturę?

Z rozproszonych wspomnień o Andrzeju Kijowskim nie wyłania się jeden spójny obraz. Pisarz, uznany przez środowisko literackie, we własnych oczach wciąż był niespełniony – żadna książka go nie satysfakcjonowała. Uważny czytelnik współczesnej literatury i jednocześnie jej bezwzględny krytyk. Felietonista, który kreował się na błazna, bo tylko taki może igrać i mówić prawdę okrutnemu królowi. Całe życie marzył o tym, by napisać powieść, a udało mu się pozostawić po sobie Dziennik – pisany mimochodem, przerywany, nierówny. Z wielu książek sygnowanych jego nazwiskiem właśnie diariusz zajmuje najważniejsze miejsce. Agnieszka Tomasik określiła go celnie: (nie)napisane arcydzieło.

Pisarz, który w tekstach opublikowanych był głosem nieomylnym, druzgoczącym i rozstrzygającym, w prywatnych zapiskach wątpi w siebie, rozlicza się za brak realizacji marzeń. Życie Andrzeja Kijowskiego zwielokrotnione, rozproszone, na wielu płaszczyznach także porysowane (wyzwalanie się z opresyjnego cienia matki, chłodne relacje z synem), przedziwnie połączyło się w jedno, gdy dostrzegł siebie w żywocie św. Augustyna. W najlepszym ze swoich tekstów Dopiskach do „Wyznań” św. Augustyna krzyknie: Augustyn to ja!

Dziennik, przede wszystkim Dziennik

W każdym diariuszu interesują mnie pierwsze zdania, a one są dwa: to rozpoczynające oraz to prawdziwie pierwsze, które tłumaczy potrzebę zapisywania dni. Pomiędzy nimi rozpościera się zapis scenek rodzajowych, lektur, snów. Do momentu wybrzmienia tego naprawdę pierwszego zdania, ukrytego między zapisem innych dni, dziennik szuka swojego charakteru, własnej tożsamości.

5 września 1955 roku, pierwsza data i wpis: „Dzisiaj powrót z Zakopa

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się