Analogia wiary
fot. matthieu joannon / UNSPLASH.COM

Nie tak dawno Konferencja Episkopatu Polski zakazała praktyki tak zwanej spowiedzi furtkowej. Akt ten nie dokonał się na śląskiej prowincji, więc przez chwilę się wahałem, czy wypada mi podejmować temat w tym cyklu. Ale na szczęście bp Andrzej Czaja, przewodniczący Komisji Nauki Wiary, która zapewne zainicjowała reakcję Episkopatu, zamawiając ekspertyzę u teologów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, pochodzi z Olesna. Tak więc śląski trop wykryty, można pisać. Nie będzie to jednak kolejny tekst o spowiedzi furtkowej. Interesuje mnie warstwa leżąca nieco głębiej.

Odnoszę wrażenie, że coraz częściej w wielu kościelnych dyskusjach dotyczących kwestii duchowych, rozstrzygającym argumentem są stwierdzenia: „Doświadczyliśmy, że działa”, „Doświadczyłem, że przynosi dobre skutki”. W zasadzie się nie dziwię. Wszyscy (mam nadzieję) oczekujemy skuteczności działania Bożego w nas i dla nas. Bardziej czy mniej gorąco go pragniemy – zwłaszcza w kontekście kultury, która niekoniecznie wspiera naszą nadzieję. Poza tym argument z doświadczenia wydaje się – przynajmniej na pierwszy rzut oka – tożsamy z ewangelicznym kryterium poznawania drzewa po owocach. Jeśli doświadczenie mówi, że coś przynosi dobre skutki, to na pewno to „coś” jest dobre. I tu pojaw

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się