Zapomnieć życie
fot. mohamed nohassi / UNSPLASH.COM

Za 30 lat w Polsce na alzheimera będzie chorowało dwa miliony ludzi. Każdy z nas jest potencjalnym opiekunem. A także potencjalnym chorym. Możesz być robotnikiem albo profesorem – ta choroba nie oszczędza nikogo.

Michalina Kaczmarkiewicz: Czy w ostatnich latach zapadalność na alzheimera wzrosła?

Marlena Meyer: Prawdopodobnie nie, po prostu wcześniej go rozpoznajemy, więcej jest też ludzi wchodzących w wiek 65+, bo to liczne pokolenie. Dawniej nie dożywaliśmy wieku, w którym choroba zaczynała się rozwijać. Poza tym niszczy nas stres. Odgrywa on niebagatelną rolę w tym, że choroby demencyjne dotykają ludzi coraz młodszych. Nie wiemy dokładnie, dlaczego ludzie chorują. Wiemy, co się dzieje w naszym mózgu, gdy chorujemy, ale nie umiemy temu zapobiec ani tego powstrzymać.

O demencji i alzheimerze coraz więcej się pisze, choć głównie w mało przyjaznym, naukowym tonie albo w klimacie lęku i beznadziei.

To prawda, z jednej strony mamy wysoko wyspecjalizowaną wiedzę neurologiczną, psychiatryczną i geriatryczną, z drugiej – obserwacje opiekunów. Nie mamy środka, czyli zrozumiałej dla przeciętnego człowieka informacji, czym rzeczywiście jest demencja i dlaczego pewne rzeczy dzieją się z chorym. Każdy z nas jest potencjalnym opiekunem, każdy z nas jest też potencjalnym chorym. Choroby demencyjne nikogo nie oszczędzają.

Kilka lat temu trafiłam na program edukacji o demencji amerykańskiej terapeutki Teepy Snow – „Pozytywne podejście do opieki” (ang. Positive Approach to Care). Teepa robi coś unikatowego – tłumaczy, co się dzieje, gdy zapadamy na choroby demencyjne, i wcielając się w role ludzi chorych, pokazuje, czego możemy się spodziewać na kolejnych etapach choroby. A dalej – co, jak i kiedy robić.

Skąd wiadomo, co się dzieje z chorymi i jak odbierają świat?

Do niedawna uważano, że ludzie nie są świadomi swojej choroby. Ale zaczęło chorować pokolenie powojennego wyżu demograficznego, tzw. baby boomers, które jest wcześniej diagnozowane. Ci ludzie wiedzą, że chorują. Dla nas to niebywała okazja do nauki, ponieważ oni mówią o tym, jak to się u nich zaczęło, co się z nimi dzieje, z jakimi wyzwaniami w życiu codziennym wiąże się ich choroba. I tym samym nasza wiedza o demencji się zmienia.

Czego możemy się od nich nauczyć?

Choćby tego, że demencja to nie to samo, co alzheimer i że nie możemy jej kojarzyć wyłącznie ze starością, bo na choroby demencyjne, czyli otępienne, zapadają również ludzie młodzi, nawet przed czterdziestką. W Polsce mamy problem, którego nie ma świat anglojęzyczny – dwa określenia na to samo. Angielskie słowo dementia tłumaczymy zarówno jako „demencja”, jak i „otępienie”. To wprowadza zamieszanie. Lekarze posługują się terminem „otępienie”, natomiast ludzie niezwiązani z medycyną mówią o demencji. Używają tego słowa zawsze w kontekście starzenia się: zapominam, coś mi ucieka, chyba mam demencję.

Jakie są tego konsekwencje?

Poważne. Ponieważ uważamy, że demencja jest naturalną częścią starzenia się, za późno się zgłaszamy po pomoc. „No wie pani, dziadek ma 80 lat, czego pani oczekuje?”, „Mama się starzeje, nie ma co szukać, po prostu – starość”. A w zdrowym starzeniu się nie jest tak, że ubywa nam słów, że używamy ich w nieodpowiednim kontekście, że się gubimy, bo okolica się zmieniła. Tak się nie starzejemy. W normalnym starzeniu się wiemy, że na Rajskiej były kiedyś delikatesy staromiejskie, a teraz są same banki, adaptujemy się do zmian, uczymy się nowych rzeczy, choć zajmuje nam to więcej czasu.

Co więc powinno nas zaalarmować?

Podam przykład pana Tadeusza. Jego syna irytowało to, że ojciec, sprawny fizycznie i wykształcony emeryt, nie radzi sobie z pilotem do telewizora. Wciska przyciski tak, że telewizor się zawiesza. Syn zrobił rozpiskę, ojciec czyta i dalej zawiesza telewizor. Pan Tadeusz całe życie zarządzał ludźmi, podróżował po świecie, świetnie mówił po angielsku, a siedząc przed telewizorem, nie wie, co ma zrobić ze swoim pilotem – to nie jest objaw starzenia się. Bo kiedy człowiek tak wysoko operował intelektualnie, a w wieku 80 lat nie wie, jak się posłużyć pilotem, to jest bardzo niepokojący sygnał. Ten przykład pokazuje, jak ważna jest edukacja: gdybyśmy wiedzieli, że osiemdziesięciolatek, zwłaszcza wykształcony – bo intelektu nie ubywa nam z wiekiem, tylko wolniej przetwarzamy – nie może nie wiedzieć, jak posługiwać się pilotem, to wcześniej byśmy zareagowali.

Objawy kliniczne świ

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się