Pytania pod nocnym niebem
fot. greg rosenke / UNSPLASH.COM

Pytania pod nocnym niebem

Oferta specjalna -25%

Słuchanie na modlitwie

0 votes
Wyczyść

Fotografie, które zostały nagrodzone w konkursie World Press Photo, można oglądać na wiele sposobów – jako pokaz perfekcyjnej techniki autorów z całego świata, jako sztukę – podziwiając kompozycję każdego kadru, światło, barwy; wreszcie jako wielki reportaż, mozaikę, kolaż złożony z migawek wydarzeń, które przyciągały uwagę w minionym roku. Można także poszukać klucza do scen, przez które przeprowadzają nas mistrzowie obiektywu, ścieżki wiodącej w stronę ich wspólnego sensu. Ale czy to w ogóle możliwe?

Opłakiwanie

Obraz w mediach ma większą wagę niż słowa – to banalne stwierdzenie ma znaczenie poznawcze: obrazy nie zatrzymują się na granicy obcego języka, są otwarte na interpretację, odwołują się do szybkich, prostych reakcji emocjonalnych. Fotografia każdemu widzowi opowiada od nowa swoją historię, uchwyconą z punktu widzenia człowieka z aparatem – jest prawdziwa jak dokument i skonstruowana jak dzieło sztuki. Jednak czy da się jeszcze obronić „prawdziwość” dokumentu? Informacje, które docierają do nas za pośrednictwem mediów, zawsze są ograniczone czyjąś interpretacją, linią programową stacji, sposobem wprowadzenia w temat przez prezentera. Widzimy to, co inni pozwalają nam zobaczyć. Co widzielibyśmy na zdjęciach z konkursu, gdyby zaginęły gdzieś podpisy do nich? Czy w uchwyconych na zwycięskiej fotografii Johna Stanmeyera ludziach z wyciągniętymi w nocne niebo telefonami komórkowymi widzielibyśmy dramatyczne wołanie o pomoc, czy tylko powszechną chęć dzielenia się w mediach społecznościowych niezwykłym widokiem? W taki sam sposób można zapytać o pozostałe zdjęcia: czy w tych zgrabnie uchwyconych migawkach, ilustracjach newsów, jest jakieś wołanie, próba nawiązania kontaktu?

Siłą, która przyciąga część widzów, jest właśnie pytanie, stawiane przez większość fotografii: niecierpliwe, domagające się odpowiedzi, drażniące. Czy ktoś odpowie na sygnały uchodźców w Dżibuti, czy przyjdzie odpowiedź inna niż zmierzch nad morzem? I kto ma odpowiedzieć? Kto jest odpowiedzialny za ich los?

Największe emocje budzą sceny z miejsc tragedii – ofiary tajfunu na Filipinach na zdjęciu Philippe’a Lopeza, ranni w zamachu bombowym w Bostonie uchwyceni przez Johna Tlumackiego, czy ciała obejmujących się mężczyzny i kobiety w gruzach wieżowca Rana Plaza w Bangladeszu sfotografowane przez Taslimę Akhter.

Fotoreportaż z tego ostatniego wydarzenia zaprezentował Rahul Talukder, zdobywając trzecią nagrodę w kategorii historie. Na jednym ze zdjęć ratownicy schodzą na niższe piętra budynku w poszukiwaniu ocalałych. Scena sprawia wrażenie przeniesionej z innego miejsca – latarki na kaskach, liny i szukanie żywych ludzi wśród gruzów, które na czarno-białych fotografiach wyglądają jak zwały ziemi i skał, nie pasują do oswojonej przestrzeni miasta, wieżowca, centrum handlowego, fabryki. Katastrofa budowlana w Savarze stawia pytanie o cenę bezpieczeństwa – pracownicy, którzy zginęli w Rana Plaza, mogliby uniknąć tego losu, gdyby nie chciwość i lekceważenie bezpieczeństwa przez ich pracodawców. Drugie pytanie może nas dotknąć bezpośrednio, zwłaszcza w czasie szału świąteczno-noworocznych zakupów, zniżek i przecen: Kto ryzykuje życie, produkując za niewielkie wynagrodzenie ubrania i przedmioty, które bez zastanowienia kupimy, a miesiąc później równie bezrefleksyjnie wyrzucimy, by kupić nowe, jeszcze tańsze?

Zdjęcia z każdej edycji konkursu można opatrzyć wspólnym tytułem: Opłakiwanie. Prywatne, intymne, najbardziej indywidualne wersje Piety, wyrażające zarazem uniwersalny wymiar ludzkiego bólu – w Syrii, w Bangladeszu, w ostrzelanym centrum handlowym w Nairobi. Na zdjęciach Gorana Tomasevica, nagrodzonych pierwszym miejscem w kategorii newsów, rebelianci z Wolnej Armii Syryjskiej opłakują jednego z towarzyszy, który zginął podczas starć z wojskami rządowymi w Damaszku. Fotografie Freda Ramosa, zdobywcy pierwszej nagrody w kategorii życie codzienne – historie, idą o krok dalej. Pokazują ubrania, pozostałe po tych, których nie ma kto opłakiwać – bezimiennych, niezidentyfikowanych ofiarach wojen gangów rządzących w El Salvador. Postrzępione, zakrwawione koszulki nastolatków opowiadają historię, której trudno słuchać i która rozgrywa się tam wciąż od nowa.

Obrazy najbardziej zapadające w pamięć, to przeważnie te, w których istnieje jakieś dramatyczne napięcie między przeciwieństwami. Tak jest w przypadku fotograficznej relacji Chrisa McGratha Leytea z ewakuacji ludności z Filipin, gdzie nad sznurem ocalałych z żywiołu pojawia się piękna tęcza – jako ironia czy jako pocieszenie? Jeszcze mocniej przemawiają zdjęcia Petera Holgerssona pokazujące twardą sportsmenkę, siedmioboistkę Nadję Casadei, która mimo zdiagnozowanego u niej raka nie poddała się i nie porzuciła treningów: chce wystartować w igrzyskach olimpijskich w 2016 roku. Uprawiana przez nią dyscyplina sportu obejmuje biegi, skok wzwyż i w dal, rzut oszczepem i pchnięcie kulą. Widzimy ją na zmianę w szpitalnej sali i na bieżni. Co okaże się silniejsze – nadzieja na następny start w zawodach czy choroba? Czy można przegonić własną śmierć?

Wołanie z końca świata

Kontrasty mogą być zamierzonym efektem artystycznym – jak w przypadku serii ciekawych portretów, przedstawiających egipskich kulturystów z ich matkami. Posągowe męskie torsy i szczelnie owinięte tkaniną ciała kobiet, młodość i starość, zdobywanie uznania poza domem i zamknięcie w jego ścianach. Czasem zestawienie różnych prac wywołuje takie napięcie niezależnie od intencji ich autorów. Na jednym ze zdjęć widzimy otyłą brytyjską szesnastolatkę, na innych – starszych Rosjan, którzy żyją w lesie, nie korzystając ze zdobyczy cywilizacji. Kultura konsumpcji i sprzeciw wobec niej, dwa skrajne podejścia do rzeczywistości.

Kiedy trafiamy na zdjęcia Afrykanów przykutych łańcuchami do ścian, trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy przed sobą migawki z czasów niewolnictwa. Niestety, to współczesny reportaż autorstwa Robina Hammonda, pokazujący nieludzkie warunki, w jakich żyją osoby chore psychicznie na terenach ogarniętych wojną. Z powodu braku dostępu do odpowiedniej pomocy chorzy są przetrzymywani w więzieniach razem z przestępcami, przywiązywani jak zwierzęta obok domu, bici w ramach „leczenia”.

Fotoreportaż z codziennego życia w Stefie Gazy, przygotowany przez Tanyę Habjoqua, to kolekcja małych absurdów: kobieta z bukietem kwiatów idzie na przyjęcie tunelem łączącym Gazę z Egiptem, mężczyzna w samochodzie osobowym pali papierosa – obok niego, na siedzeniu pasażera siedzi owca. Kobiety okutane w chusty ćwiczą pozycje jogi w pustynnym krajobrazie. Tu nie ma rozdzierających gestów, nawet rodzina stojąca przy gruzach domu we Wschodniej Jerozolimie wygląda na spokojną. Ale gdzieś w tle rozlega się wołanie o normalność, o bezpieczeństwo.

Niektóre z reportaży odwołują się do mitu niewinności – rosyjscy nudyści znad Morza Czarnego sfotografowani w pięknych plenerach są jak ilustracja opowieści o szczęśliwych tubylcach, a beztroskie zabawy dzieci z Waldviertel w Austrii w czarno-białych kadrach są niczym wspomnienie idealnego lata na wsi, wspomnienie, które każdy chciałby mieć.

Zdjęcia z kategorii sport są jak zawsze widowiskowe; gracz w polo w momencie ześlizgnięcia się z siodła sprawia surrealistyczne wrażenie, jakby to on był wierzchowcem swego konia. Chińscy gimnastycy uchwyceni w kadrach Jia Guoronga są rozmazanymi od szybkości i rozwianego talku pociskami składającymi się z mięśni i determinacji. Malownicze obrazy Ezry Shawa z regat w Zatoce San Francisco mogłyby zdobić ściany nowoczesnego wnętrza, pełne dynamizmu na tle wieżowców i słynnego mostu. Wśród mniej znanych dyscyplin sportu pojawiły się wyścigi psich zaprzęgów we Francji, choć trudno uwierzyć, że te połacie śniegu otaczające pędzące sanie nie leżą dalej na północy. Na mnie największe wrażenie zrobiły prace Quinna Rooneya z australijskich mistrzostw w pływaniu. Graficzne piękno czarno-białych fotografii przywodzi na myśl starannie wyreżyserowany spektakl: lekkość ludzkich sylwetek w powietrzu, podczas skoków i w wodzie to jak zapierające dech w piersiach widowisko baletowe. Światło załamujące się w wodzie, pęd powietrza, nawet miasto tworzące tło dla skaczącego do wody zawodnika – wszystko sprawia wrażenie dekoracji dla tego popisu szybkości, precyzji, gracji.

Wśród zwycięzców konkursu znalazło się trzech Polaków: Andrzej Grygiel, którego zdjęcie nagrodzono w kategorii sport, zdjęcie pojedyncze, Maciej Nabrdalik, zdobywca drugiej nagrody w kategorii sprawy współczesne, i Kacper Kowalski – autor zdjęć nagrodzonych drugim miejscem w kategorii natura. Ten ostatni fotograf zaprezentował cykl „Toksyczne piękno” – widoki zanieczyszczeń i odpadów przemysłowych z elektrociepłowni w Bełchatowie, oglądane z lotu ptaka, podobne do abstrakcyjnych obrazów i księżycowych pejzaży.

Nie można wysłuchać wszystkich – indiańskiego długowłosego chłopca i berberyjskiej narzeczonej, czekającej na ślub z głową szczelnie owiniętą chustą, kobiet grających w futbol amerykański i komika o straszliwie poparzonej twarzy, niewidomych chłopców albinosów z Indii… Ale ich twarze i pytania przez chwilę pojawiły się tu, na drugim krańcu świata. Nasze próby odpowiedzi są ważne, nawet jeśli usłyszy je tylko nocne niebo.

Pytania pod nocnym niebem
Zofia Marduła

urodzona w 1986 r. – absolwentka socjologii na Uniwersytecie Jagiellońskim, pracuje w Bibliotece Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Polskiej Prowincji Dominikanów w Krakowie....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze