Młot na czarownice
fot. gregory hayes / UNSPLASH.COM

Badania wykazały, że podczas sabatów spożywano potrawy przyrządzone z roślin o działaniu halucynogennym. Dlatego kobiety bez tortur były potem skłonne przyznawać, że latały na miotłach i widziały diabła.

Maciej Müller: Magia i polowania na czarownice to chyba niełatwe wyzwania dla historyka?

Tomasz Gałuszka OP: To prawda. Badacz musi zmierzyć się z faktami, a nie wie, co z nimi począć. Na przykład w XVII wieku przed sądem w Monachium stanęła grupa rolników, którzy zgodnie zeznawali, że nie mogą pracować w polu, ponieważ codziennie, punktualnie o godzinie 12, przelatuje nad nimi kilka nagich kobiet na miotłach. Zbiorowa halucynacja? Prawdziwe wydarzenie? Źródło niby z epoki, ale jak to zinterpretować?

Okres, o którym ojciec wspomina, to apogeum polowań na czarownice. Ale problem uprawiania magii był obecny w Kościele właściwie od początku.

Ba, widzimy go już w Starym Testamencie! Choćby w Księdze Wyjścia (22,17) wprost czytamy: „Czarownicy żyć nie pozwolisz”. Teologowie chrześcijańscy przez długi czas opracowywali temat pod względem teoretycznym, szukając odpowiedzi na pytanie: Czy mamy do czynienia z przywidzeniami, czy też z realnym wpływem czarów na rzeczywistość. Podwaliny pod rozwój wiedzy o magii i demonologii – bo te sprawy szybko ze sobą powiązano – położył św. Augustyn (V wiek). W swoich dziełach opisał, czym są czary, i podzielił je na kategorie – ukazując w ten sposób całą złożoność problemu. Według biskupa Hippony istniało co najmniej 13 typów osób uprawiających magię.

Na przykład?

Divini, czyli osoby, przez które przemawiały bóstwa. Incantatores, którzy rzucali uroki. Augures, którzy odczytywali przyszłość z głosu ptaków i auspices, obserwujący lot ptaków. Byli też astrologowie czytający z gwiazd oraz horoscopi, którzy na podstawie kluczowych w życiu człowieka dat spekulowali o jego przeznaczeniu. I wreszcie nekromanci, wzywający duchy zmarłych w celu odkrycia przyszłości, ale i szkodzenia innym, oraz maleficii, czyli osoby, które za pomocą zaklęć potrafiły zabijać.

Oto „personel magiczny”, przyszli klienci procesów o czary. Na swój użytek uprawianą przez nich magię podzieliłem na kilka kategorii. Pierwsza to magia szkodliwa, czyli czary, które miały czynić krzywdę drugiej osobie poprzez zadanie śmierci albo pozbawienie jakieś funkcji życiowej (najczęściej chodziło o spowodowanie impotencji). Dalej – magia miłosna, czyli ingerencja w relacje damsko-męskie. Następnie magia lecznicza, uprawiana przez znachorów sporządzających lekarstwa z tego, co złapali, zebrali lub wyskubali. Kolejna kategoria to odczytywanie przyszłości, wróżbiarstwo. Jeszcze ciekawsza była magia „schrystianizowana”. W XV i XVI wieku zdarzały się przypadki wykradania hostii i używania ich jako talizmanu przynoszącego szczęście; bywało też, że umieszczano je w oborze, żeby krowy dawały więcej mleka. W przemienionych postaciach sakramentalnych widziano przedmioty kryjące moc, którą można wykorzystać do własnych celów.

Ostatnia kategoria to magia naukowa, do której zaliczam alchemię, astrologię i nekromancję.

Kiedy już dochodziło do procesów o czary, podział na magię białą (np. leczniczą lub miłosną) i czarną nie miał znaczenia. Każde czary oceniano jednoznacznie, łącząc je z działaniem demona.

Skąd się wzięło to skojarzenie?

Uznawano, że tylko demon mógł umożliwić ludziom prze

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się