Fale i powiewy
fot. mike palmowski / UNSPLASH.COM

Jakiś czas temu, gdy przygotowywałem się do głoszenia rekolekcji – tym razem nie na śląskiej prowincji, ale we Wrocławiu – wpadł mi w oko pewien Pawłowy passus. Rekolekcje miały być o Kościele, więc przeglądałem eklezjologicznie nośne wątki Nowego Testamentu, wśród nich ten: „[Chodzi o to], abyśmy już nie byli dziećmi, którymi miotają fale i porusza każdy powiew nauki, na skutek oszustwa ze strony ludzi i przebiegłości w sprowadzaniu na manowce fałszu. Natomiast żyjąc prawdziwie w miłości, sprawmy, by wszystko rosło ku Temu, który jest Głową – ku Chrystusowi” (Ef 4,14–15).

Ponieważ wszystko czyta się zawsze w jakimś kontekście, natychmiast przypomniałem sobie reakcje mediów na doniesienia z rzymskiego synodu o rodzinie. Nie zamierzam komentować ani samego synodu, ani medialnej zawieruchy wokół niego. Zależy mi raczej na przyjrzeniu się wielości fal i powiewów nauki. Bo chyba w tym właśnie punkcie aktualność Pawłowej przestrogi dobitnie się ujawnia.

Informacje na temat tego, co się dzieje w przestrzeni kościelnej doktryny, docierają do

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się