fot. amanda souza
Jakoś tuż po Bożym Narodzeniu, pewnie na skutek standardowego wówczas stanu przejedzenia, zapałaliśmy (mój nieoceniony wikariusz i ja) ochotą na żur. Sięgnąłem więc po bonclok i przygotowałem zakwas. Dla niewtajemniczonych: bonclok to kamionkowe naczynie zazwyczaj w formie garnka z jednym lub dwoma uchami. Na Śląsku bonclok używany jest do przyrządzania wszystkiego, co się kisi. Czyli na przykład do domowej kiszonej kapusty albo właśnie żuru. Naczynie to zatem cenne, przechowywane pieczołowicie i czasem przekazywane przez pokolenia. Jako dziecko przez pewien czas otaczałem boncloki czcią wręcz bałwochwalczą. Dlaczego? To nieco dłuższa historia, ale postaram się ją sprawnie opowiedzieć.Otóż miałem jakieś cztery, pięć lat, kiedy powierzona mi została w domu pierwsza dorosła misja. Dostałem bodaj pięć złotych i słoik z zadaniem przyniesienia żuru. Oznaczało to wyprawę do domu oddalonego o jakieś trzysta metrów od naszego, gdzie mieszkała nosząca się „po chopsku” (czyli chodząca na co dzień w tradycyjnym śląskim stroju, z chustką, zapaską itd.)
Zostało Ci jeszcze 81% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 02, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść