fot. aleyna-rentz

Rozwód, czyli kanał niezgody

Kiedy zawieramy małżeństwo, niemal zawsze słyszymy tradycyjną formułkę: „Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia”. Droga się zaczyna. Początkowo budowana z entuzjazmem. Potem nieco przygasa, bo okazuje się, że codzienność narzuca swoje nieubłagane rygory. W tym czasie para zbiera nie tylko dobra, nie tylko umieszcza w pięknym albumie cudne wspomnienia, ale zaczynają się też odkładać pokłady żółci, żalu do drugiej strony, ukrytych niechęci. Niesnaski się piętrzą. Aż ta cała „lekkość bytu” staje się nie do wytrzymania. No i rozwód. To trudniejsze przedsięwzięcie niż zawarcie związku małżeńskiego. Jak te stosunki porozwodowe mają przebiegać? Zapytają państwo, czy ktoś z moich przyjaciół brał ślub, a teraz się rozwodzi i to skłoniło mnie do refleksji nad tą sprawą. Otóż nie. Pisząc o ślubie i rozwodzie, mam na myśli brexit – wyjście Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej, do czego oficjalnie doszło pierwszego stycznia Anno Domini 2021. Niefortunna zagrywka byłego premiera Davida Camerona, pomyślana jako ruch przeznaczony na swoją, brytyjską scenę polityczną, przyniosła nieobliczalne konsekwencje dla całej Europy. Pałeczkę

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się