fot. alexas fotos

Na dobre i na złe

Kiedy słuchałem o. Rydzyka relatywizującego krzywdę wyrządzoną ofiarom przez księży pedofilów i kiedy widziałem słuchających i oklaskujących go biskupów, ogarnął mnie ból, który bezwiednie przypomniał mi obraz sprzed niemal 30 lat: prezydent Wałęsa siedzi na galerii sejmowej i śmieje się nerwowo, gdy z mównicy ogłaszają, że jego nazwisko znajduje się na liście współpracowników SB. To był ten sam ból. Zadany przez swoich. Czułem go znowu. Przeszywał mnie na wylot i pogrążał w smutku. Ale mimo to – ani wtedy, ani teraz – nie czułem nawet cienia obcości wobec rzeczywistości, której te wydarzenia dotyczyły. Przez myśl mi nie przeszło, że – w związku z tym, co widzę i słyszę – powinienem się jakoś zdystansować od Polski czy od Kościoła. Wręcz przeciwnie. Ból właśnie dlatego był dotkliwy, że dotyczył mojej Ojczyzny i mojego Kościoła. Gdyby nie były moje, nie bolałoby tak bardzo.

Piszę o tym, bo choć wokół tyle bolesnych spraw, to równie dotkliwy ból sprawia mi sposób, w jaki wielu z nas na te sprawy reaguje. Nie, nikogo nie potępiam i nikomu nie odmawiam prawa do jego reakcji. Piszę jedynie o tym, co sam czuję.

O tym, jak reaguję na informacje o skrzywdzonych przez księży dzieciach oraz o lekceważeniu i bagatelizowaniu – niestety, również z winy biskupów – ich krzywdy, wypowiadałem się już wielokrotnie. Ze wstydu

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się