fot. alex KEEpi SOM

Sparaliżowany

Od kiedy pamiętam, Kościół kojarzył mi się z byciem ożywianym, czyli z błogosławieństwem. To właśnie życie odnajdywałem od dzieciństwa w mojej rodzinnej parafii. Przystępowanie do sakramentów, nabożeństwa, rekolekcje, długoletnie bycie ministrantem, piesze pielgrzymki z Gdańska na Jasną Górę i wreszcie spotkania z ludźmi tworzącymi wspólnotę Kościoła były dla mnie zawsze tym, dzięki czemu chciało się bardziej żyć. Pamiętam, że we wczesnych latach szkoły podstawowej jeden z księży, który pełnił funkcję opiekuna grupy ministrantów, zaproponował konkurs związany z uczestnictwem w nabożeństwie różańcowym. Ta propozycja wywołała we mnie taki entuzjazm, że ścigałem się z kolegą z klasy, który też był ministrantem, kto więcej razy przyjdzie na różaniec w październiku. Obaj byliśmy około czterdziestu razy, czyli czasami na dwóch nabożeństwach dziennie.

Jak w domu

Czasy podstawówki to moje pierwsze spotkania z biskupem, które pamiętam jako bardzo dobre. Biskup Kazimierz Kluz, ówcześnie pełniący funkcję biskupa pomocniczego, miał zwyczaj częstego odprawiania porannej mszy świętej w jednej z kaplic katedry oliwskiej. Wiele razy służyłem mu jako ministrant do Eucharystii. Wówczas czułem jego dobroć oraz szacunek i ta służba dawała mi dużą radość. Z dumą zbierałem biskupie podpisy w dzienniczku służby ministranckiej. Chyba dlatego, że tak go zapamiętałem, byłem poruszony jego nagłą śmiercią i pamiętam, jak z potrzeby serca poszedłem się pożegnać z jego ciałem wystawionym w kościele św. Jakuba obok katedry.

Parafia rodzinna była dla mnie jak dom, w którym zawsze czułem się bezpiecznie. Znałem księży i wielu z nich bardzo lubiłem i podziwiałem. Graliśmy razem w piłkę, wyjeżdżaliśmy na wakacje. Księża odwiedzali mój dom rodzinny i często, na przykład przy okazji kolędy, przychodzili na kolację. Moi rodzice i rodzeństwo traktowali ich jak bliskich, ważnych ludzi i nigdy się na nich nie zawiedli.

Pamiętam też niepowtarzalną atmosferę 1987 roku, gdy w duszpasterstwie młodzieży przygotowywaliśmy się na przyjazd Jana Pawła II do Gdańska. Wspólnie się modliliśmy i pracowaliśmy fizycznie, by wykonać ozdoby i symbole do przystrojenia ulic naszej dzielnicy, przez którą przejeżdżał orszak papieski. W czasach licealnych zaczęła się też moja formacja intelektualna w Kościele. Przeżyłem spotkania formacyjne w parafii w formie wykładów, które organizował jeden z wikariuszy, oraz jeździłem do gd

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się