Mapa ratunkowa
fot. matheus farias / UNSPLASH.COM
Oferta specjalna -25%

Triduum Paschalne. Przewodnik

1 votes
Wyczyść

Odkąd żyjemy w otwartych granicach i posiadamy paszporty chętnie witane w większości krajów świata, coś dziwnego dzieje się z polską ochotą do wyjeżdżania. Ostatnio chęć opuszczenia kraju, przeniesienia się w inny rejon coraz częściej jest formą odwetu, sposobem wyrażenia złości na rzeczywistość polityczną, gospodarczą albo wyrazem lęku przed zbudzonymi widmami wojny.

„Wyjeżdżam!” – rzucają lekko moi znajomi, niezadowoleni z wyników głosowania w wyborach prezydenckich. „Wyciągam oszczędności, tankuję do pełna i jadę do Niemiec” – oznajmiają podczas rozmów na temat: „Co zrobisz, gdy wybuchnie wojna?”, toczonych przy niezłym winie, w ładnych wielkomiejskich barach, będących symbolem naszej odbudowanej europejskości i odradzającej się kultury życia codziennego. Nader kruchej, co powoli sobie uświadamiamy.

Zadziwia mnie łatwość ucieczki – na razie tylko deklarowanej, nieprzemyślanej, jeszcze abstrakcyjnej. A jednak: dopuszczalnej i przychodzącej na myśl jako pierwsza. Opuszczenie Polski nie jest już – szczególnie wśród młodych – obciążone takimi pojęciami jak: „zdrada narodowa”, „pójście na łatwiznę” czy „tchórzostwo”, bo w ostatnich dekadach funkcjonowało jako słuszne poszukiwanie w innych krajach lepszych możliwości życiowych, szans czy wreszcie rekompensaty za rzekomą nieudolność Polski w zapewnianiu miejsc pracy, warunków do tworzenia rodzin i rozwijania karier. Otwarte granice i wolny przepływ osób przez pół wieku przynależały do sfery marzeń i ideałów. Ale zaraz po przyłączeniu się Polski do UE przeistoczyły się w nowe, negatywnie postrzegane kategorie: w mediach słychać lament nad utratą młodych i wykształconych, nad drenażem umysłowym, deficytem pielęgniarek i hydraulików. Pragnienie emigracji przeistoczyło się w porażkę państwa, rządu, przypisaliśmy temu zjawisku cechy dramatycznej konieczności, niemalże wypędzenia.

Teraz świat jawi się jako plan ucieczki – przestrzeń do zagospodarowania w sytuacji alarmowej. Z jakiegoś powodu wielu moich znajomych uważa, że właśnie im – na wypadek najgorszego – ambasada Stanów Zjednoczonych przyzna wizy i azyl, że będą wieść szczęśliwe życie w Buenos Aires, właśnie ich samochód pomknie bezpiecznie aż za Berlin, że nie zabraknie im benzyny i nie utkną w wielokilometrowych korkach pod nagle zamkniętą i strzeżoną granicą. Na fantazje o wojnie nakłada się egoistyczna perspektywa, której nauczyła nas cywilizacja indywidualizmu. Wiara, że właśnie mnie się uda, że raz jeszcze wytnę w rzeczywistości prywatny korytarz, że sam o siebie zadbam.

Na nikogo nie liczyć, wyjeżdżać – żeby się ratować albo żeby zapewnić sobie lepsze życie. Słyszę to ostatnio z ust ludzi reprezentujących klasę średnią, wolne zawody, najlepiej wykształconych. Tych samych, którzy podziwiają Powstanie Warszawskie, a 19 kwietnia przypinają żółte żonkile. Słyszę tak często, że niemal wstydzę się odpowiedzieć: „A ja zostaję”.

Nie podzielam łatwości porzucania swojego świata ani wiary, że życie jest wszędzie. Nigdy nie podróżowałam z intencją pozostania daleko, a im więcej wyjeżdżałam, tym silniej czułam potrzebę powrotów. Doświadczenie globalizmu, kosmopolityzmu jest dla mnie jednym z najtrudniejszych – skurczony świat wypędza nas z własnych kultur, popycha do złudzeń o ruchu jako jedynej drodze do spełnienia, rozmywa poczucie przynależności. Zdumiewające, z jakim zapałem wyznajemy brak powiązań, jak powtarzamy litanie wolności do i od wszystkiego. I jak uporczywie nie chcemy być stąd, przepychając kategorie patriotyzmu, polskości na margines radykalizmu i nacjonalizmu.

W rzucanym lekko: „Wyjeżdżam!”, nie ma autentycznej konieczności ratowania się, przetrwania – tej niepodlegającej dyskusji woli życia. Na razie jest zaledwie kaprys, roszczenie. Przekonanie, że należy się lepsze życie. Jeśli nie tu, to gdzie indziej. Być może jest ono przywilejem ludzi wolnych i relatywnie zamożnych, ale czy wolność nie polega na dążeniu do rzeczy wyższych? A jeśli nie na tym – czemu na myśl o jej utracie ratujemy się ucieczką?

Mam w domu stary globus, którego wciąż używam do snucia marzeń i wyobrażania sobie zachwytów. Świat nie będzie moim planem ratunkowym. Zostaję. Wolę zobaczyć, co zdarzy się tu, na miejscu.

Mapa ratunkowa
Paulina Wilk

urodzona 17 września 1980 r. w Warszawie – pisarka, dziennikarka, reportażystka i publicystka. Studiowała w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Wsp...

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszyk Kontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze