Bóg na wolnym rynku
fot. jake wetton / UNSPLASH.COM

W Piśmie Świętym nie ma fragmentu o tym, że bogaty nie wejdzie do królestwa niebieskiego. Jest tylko powiedziane, że będzie mu trudno. Dlatego na osobach, które zarabiają duże pieniądze, spoczywa wielka odpowiedzialność.

Piotr Świątkowski: Zaczęło się od teatru.

Tomasz Sztreker: Wbrew obiegowej opinii z teatru można żyć. Graliśmy w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki przy ulicy Elektoralnej w Warszawie. Mieliśmy w repertuarze Nowe szaty króla i Kajtusia czarodzieja. Na Kajtusiu zawsze był komplet. Po sto, sto dwadzieścia dzieci. Byłem producentem i udało mi się stworzyć naprawdę świetny zawodowy zespół. Byłem w nim jedynym amatorem, za to pełnym zapału i chyba dzięki temu zyskałem przychylność reżysera.

Zarobił pan i co dalej?

Zainwestowałem w siebie. Wcześniej, w czasie studiów w Szkole Głównej Handlowej, poleciałem do San Diego. Skończyłem kurs ekonomii i zarządzania. Byłem też w Rzymie, w szkole językowej. Teorii się nauczyłem, ale chciałem zdobyć doświadczenie. Zupełnie inaczej wygląda zdobywanie praktyki w Polsce niż za granicą.

Inaczej, czyli jak?

Tam jest mniej stresująco, bo są mniejsze podatki oraz niskie koszty pracy i utrzymania. Przynajmniej w Stanach Zjednoczonych. Na północy Włoch ludzie się ścigają jak u nas, ale na południe od Rzymu jest spokojniej. Liczy się wiara. Nie jestem dobry w wyścigu szczurów, zdecydowanie wolę rozwój może trochę wolniejszy, ale bardziej stabilny i oparty na wartościach. Na studia magisterskie poszedłem na Akademię Teatralną, na kierunek zarządzanie instytucjami kultury. Po drodze były psychologia i teologia, ale nie skończyłem ich. Długo szukałem swojego miejsca. Rodzicom nie zawsze się to podobało. Teatr dał mi możliwość finansowania wielu kursów, między innymi rocznej szkoły coachów. Do tego szkolenia z zarządzania, ekonomii, prawa. Zjeździłem Polskę wzdłuż i wszerz. Teraz widzę, jak bardzo było mi to potrzebne, bo prawie całą zdobytą wiedzę wykorzystuję, pomagając różnym firmom.

Pamięta pan pierwszego klienta?

Przyznam szczerze, że nie, chociaż od początku nie narzekałem na ich brak. Skłamałbym, gdybym powiedział, że to była droga usłana różami. Prowadzenie biznesu to niestety ciężka praca, którą ja zaczynałem od Stołecznego Forum Przedsiębiorców. Były to spotkania właścicieli firm w dzielnicach Warszawy. Zaangażowałem się bardzo w tworzenie tego projektu i był to dla mnie poligon doświadczalny. Przychodziło wielu biznesmenów, którzy opowiadali o sobie. Ja też opowiadałem o sobie. Typowy networking.

Czyli nawiązywanie kontaktów biznesowych.

Poznałem mnóstwo ludzi, do których mogłem później zadzwonić lub napisać maila. Najpierw zapraszałem na bezpłatne kilkugodzinne szkolenia. W Warszawie można wynająć sale szkoleniowe na godziny i tak też robiłem. Założyłem, że nie będę szkolił pracowników korporacji i urzędów. Pomagałem małym i średnim firmom. Szkolenia były tanie, od kilkudziesięciu złotych, więc

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się