Zabić biskupa
fot. jakub dziubak / UNSPLASH.COM

Ktoś, nie wiadomo kto, uderzył biskupa od tyłu jakimś ciężkim przedmiotem. I gdzieś, na Wawelu lub na Skałce znaleziono zakrwawione zwłoki biskupa Stanisława, z rozwaloną głową.

Maciej Müller: Szedłeś w tym roku w procesji ku czci św. Stanisława z Wawelu na Skałkę?

Tomasz Gałuszka OP: Chodziłem na te procesje jako brat student, teraz w tym czasie zazwyczaj odprawiam mszę świętą w podwawelskim kościele św. Idziego, ufundowanym przez kuzyna nieszczęsnego króla Bolesława II Szczodrego, zwanego też – nie bez przyczyny – Śmiałym.

A może nie chodzisz raczej dlatego, że jako historyk masz wątpliwości co do tego, czy św. Stanisław zasługuje na kult, jakim go w Polsce otaczamy?

Nie. Biskup Stanisław był i jest postacią ważną dla wspólnoty Kościoła. Inspiruje nas od dziewięciu wieków; niedawno jeden z biskupów, nawiązując do męczeństwa św. Stanisława, powiedział o sprawdzianie, przez który przechodzi współczesne chrześcijaństwo w obliczu takich problemów, jak Państwo Islamskie. Męczeństwo przestało być domeną dawnej hagiografii. Ze św. Stanisławem wiąże się głęboka prawda, która motywuje ludzi do wielkiego, nadludzkiego dobra.

Mówisz o „prawdzie”, tymczasem wybitny XIX-wieczny historyk Stanisław Smolka skomentował sprawę św. Stanisława słowem: ignorabimus – nie będziemy wiedzieć. Badania źródłoznawcze poszły oczywiście do przodu od jego czasów, ale nadal nie potrafimy zrekonstruować, co się właściwie stało, dlaczego biskup zginął z ręki króla…

Rzeczywiście nie znamy do końca okoliczności, które doprowadziły do śmierci Stanisława. Prawdą jest, że 11 kwietnia 1079 roku biskup krakowski został zamordowany. I że w wyniku tego Bolesław Szczodry musiał wraz z rodziną uciekać na Węgry.

Przyjrzyjmy się wiarygodnej relacji Anonima zwanego Gallem, którego kronika jest kluczem do „sprawy św. Stanisława”: „Jak zaś doszło do wypędzenia króla Bolesława z Polski, długo byłoby o tym mówić; tyle wszakże można powiedzieć, że sam będąc pomazańcem, nie powinien był drugiego pomazańca za żaden grzech karać cieleśnie. Wiele mu to bowiem zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi grzech zastosował i za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków. My zaś ani nie usprawiedliwiamy biskupa-zdrajcy, ani nie zalecamy króla, który tak szpetnie dochodził swych praw – lecz pozostawmy te sprawy, a opowiedzmy, jak przyjęto go na Węgrzech” [tłumaczenie Romana Grodeckiego].

Gall, jak widać, nie podaje zbyt wielu szczegółów, jednak z jego narracji możemy wywnioskować, w jaki sposób na te wydarzenia patrzono na dworze książęcym trzydzieści lat później.

Przed chwilą stwierdziłeś, że biskup został zamordowany. A przecież Gall używa sformułowania truncatio membrorum (obcięcie członków), które jest terminem prawnym. Niektórzy historycy sądzą, że doszło do sądu nad Stanisławem. Trudno więc mówić o morderstwie – raczej o egzekucji.

Moim zdaniem skupianie się na pojedynczych słowach użytych przez kronikarzy prowadzi na manowce. Będziemy mnożyli mniej lub bardziej prawdopodobne hipotezy, ale z tych elementów nie ułożymy żadnych puzzli. Jeden historyk chwyci się słowa traditor (zdrajca), inny – peccatum (grzech), jeszcze inny – christus (pomazaniec). Każdy z nich ma jeden element, a uważa, że widzi cały obraz. Tymczasem, żeby ułożyć układankę, musimy wiedzieć, do czego dążymy, jak wygląda wzór. Zanim zabierzemy się za puzzle, proponowałbym więc refleksję na temat tego, jak na sprawę biskupa Stanisława patrzyli jej świadkowie.

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się