Przycisk alarmowy
fot. jake weirick / UNSPLASH.COM

Młodzi ludzie żyją dziś w świecie mediów społecznościowych i zamiast obraźliwych słów używają na przykład emotikonów albo memów. To też jest przemoc, ale na pewno bardziej zawoalowana i bardziej kreatywna.

Anna Sosnowska: Czy młody ambasador polszczyzny czasem przeklina?

Bartek Chaciński: Oczywiście, że tak. Nie wiem, czy zostałbym ambasadorem polszczyzny, gdybym nie znał tych rejonów naszego języka. Nie przeklinam natomiast nigdy w sytuacjach publicznych.

Jaką rolę odgrywają w naszym życiu wulgaryzmy?

Pełnią wiele funkcji i są uzasadnione od strony psychologicznej. Czasem pozwalają szybko i skutecznie rozładować emocje. Działają też odstraszająco – chcemy, żeby świat dał nam spokój, więc za pomocą słów próbujemy wywołać takie wrażenie, jakie robi nastroszony kot czy zwierzę szczerzące kły. Przekleństwa bywają także wyrazem bezradności, sygnalizują, że dzieje się z nami coś niedobrego. Są jak przycisk alarmowy znajdujący się za szybką, którą w pewnych okolicznościach można stłuc.

A jeśli tę szybkę tłuczemy raz za razem?

To przekleństwo traci wtedy swoją funkcję, a zaczyna określać nasz sposób mówienia w ogóle – opisuje nas pod kątem środowiska, z którego się wywodzimy, temperamentu, a w wielu wypadkach i pod kątem preferowanego przez nas dowcipu.

Mówi pan, że przekleństwo rozładowuje emocje, ale przecież w niektórych sytuacjach może je jeszcze bardziej nakręcać.

Tu dochodzimy do rozróżnienia między powiedzeniem „motyla noga!”, kiedy się uderzymy w palec, a wyzwiskami kierowanymi pod adresem innych. Kiedy wulgaryzm przestaje służyć do czegoś, a zaczyna służyć przeciwko komuś, to przechodzimy już na ciemną stronę mocy.

Mam wrażenie, że ta ciemna strona mocy dość swobodnie się dziś panoszy w przestrzeni publicznej.

Chodzi pani o mowę nienawiści?

Tak, choć użył pan bardzo upolitycznionego określenia.

To prawda, ale ono się wiąże też w tej chwili mocno z internetem. Moi koledzy po fachu, którzy jeszcze niedawno rzadko zaglądali na fora internetowe, teraz robią to z przerażeniem, ponieważ „hejt się leje”. Jak widać, to zjawisko doczekało się nawet oddzielnego wyrażenia.

Ale dlaczego tak się dzieje?

Ponieważ zostaliśmy znieczuleni przez język debaty

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się