Kompensacja za zakonne życie

Kompensacja za zakonne życie

W czerwcowym numerze „Więzi” księża odpowiadają na pytanie, dlaczego są (jeszcze) księżmi. Niektórzy skonstatowali, że nadeszły takie czasy, iż trzeba tłumaczyć się z wierności składanym przyrzeczeniom i ślubom. Nie wiem, czy trzeba się tłumaczyć, ale na pewno warto świadczyć, gdyż antyświadectw ostatnio nie brakuje.

Jednym z nich są według mnie wypowiedzi eksjezuity, Stanisława Obirka. Mój były współbrat zakonny peroruje i feruje rozliczne wyroki właśnie w czerwcowej „Więzi”, w rozmowie z redaktorem Nosowskim. Wszystko pod ckliwym tytułem To już dwa lata… Dwa lata od porzucenia kapłaństwa i życia zakonnego.

Redaktor Nosowski zastrzega na początku: „Nie chcę być w tej rozmowie Twoim polemistą, więc powstrzymam się od własnych komentarzy. Chcę zrozumieć”. Doceniam tę tolerancyjną postawę. Też chciałbym zrozumieć. Jeśli jednak mamy do czynienia z kimś, kto uważa, że z niczego nie musi się wytłumaczyć, że innym (w tym zakonowi, który opuścił) nie należy się z jego strony żadne „dziękuję” i „przepraszam”, i kto jednocześnie daje sobie prawo do ostrego osądzania innych, a także Kościoła jako takiego, to sądzę, że szlachetna pobłażliwość nie jest tu na miejscu.

Obirek oznajmia: „ten Kościół dba głównie o siebie, a zwłaszcza o hierarchów, którzy wydają się nietykalni i nieomylni. Ten Kościół potrafi tylko pouczać i gromić, nie jest w stanie słuchać ani się uczyć”. Zdumiewające! Mamy tutaj sytuację, w której złodziej wrzeszczy „łapać złodzieja!”. Nie znam bowiem wypowiedzi Kościoła, która byłaby tak pełna pouczeń, ocen, osądów i gromów, jak wypowiedzi Obirka w stosunku do Kościoła. Przy pełnej oskarżeń retoryce Obirka nawet o. Rydzyk wydaje się łagodnym i stonowanym komentatorem życia kościelnego.

Obirek jest autorem zadziwiającej eklezjologii. Z jednej strony stwierdza: „Nie chcę mieć nic wspólnego z Kościołem, który firmuje to, co się w Polsce w tej chwili dzieje”. Z drugiej zaś podkreśla, że nie czuje się opuszczony przez swój Kościół. I wyjaśnia: „A »mój Kościół« to ludzie, którzy nie przestali darzyć mnie przyjaźnią po zmianie stanu życia”. To nie tylko nowa eklezjologia, ale wręcz nowy Kościół. Obirek tłumaczy, że jedynym kryterium przynależności do owej świątyni „przyjaciół Obirka” jest „spójność przekonań z życiem codziennym”. Świetnie! Chciałbym, aby każdy kapłan i zakonnik rzeczywiście dbał o taką spójność.

Redaktor Nosowski pyta swego rozmówcę, czy doświadczenie życia świeckiego zmieniło jego wiarę. Obirek stwierdza: „Nie, nie zmieniło. Mam wrażenie, że w chwili obecnej zastanawiam się nad istotą mojej wiary częściej niż w zakonie”. Ale zaraz potem Nosowski pyta: „Jaki jest Twój stosunek do Boga? Jaki do Chrystusa?”. Na co Obirek odpowiada: „Przyznam, że nie do końca mnie to interesuje”. Staram się zrozumieć… Nie do końca zainteresowany Bogiem i Chrystusem Obirek stwierdza jednocześnie, że jego wiara się nie zmieniła i że teraz reflektuje nad swoją wiarą częściej niż w zakonie. Geniusz czy bełkot?

Obirek zaskakuje raz po raz oryginalnością swoich sądów. Po kolejnym odsądzeniu od czci i wiary Kościoła w Polsce, eksjezuita oznajmia: „Wiem, że tak nie musi być, że tak nie jest w wielu innych krajach, gdzie Kościół katolicki po doświadczeniach reformacji (Anglia, Szwajcaria, kraje skandynawskie, Niemcy) (…) potrafił zrezygnować z uprzywilejowanej pozycji i wcale to nie zaszkodziło jego religijnej misji – wprost przeciwnie, zyskał na wiarygodności”. Rozumiem, że jako jezuita Obirek odbył sporo dalekich podróży, ale ja też trochę jeżdżę po świecie i dlatego przecieram oczy ze zdumienia, kiedy ktoś, uchodzący w pewnych kręgach za wybitnego intelektualistę i znawcę życia kościelnego, opowiada o rozkwitającej misji Kościoła katolickiego w Szwajcarii, krajach skandynawskich itd. Jasne! Daj Bóg, żeby sytuacja Kościoła w Polsce była taka, jak np. w Szwecji. Niestety! U nas wciąż jest dużo kleru, a świeccy tłumnie chodzą w niedzielę do kościoła.   Najbardziej w opowieściach Obirka zdziwiło mnie jednak co innego. Otóż, podkreślając, że niczego nie żałuje, Obirek delikatnie wskazuje na swoją hojność: „Uregulowałem wszystkie zobowiązania, nie domagałem się żadnych kompensacji za lata pracy na rzecz zakonu”. Co za wspaniałomyślność! Dorosły człowiek prosi o wstąpienie do zakonu, otrzymuje tam gratis wieloletnią formację, w tym lata studiów i praktyk za granicą, zakon umożliwia mu zrobienie kolejnych stopni naukowych, ponadto dorosły człowiek składa dobrowolnie różnego rodzaju zobowiązania i śluby na całe życie, a na koniec trach!: chwali się, że za to wszystko nie domagał się żadnej kompensacji. No po prostu żenada! Chyba trzeba będzie w zakonach spisywać jakieś umowy, bo inni mogą się nie okazać tak wspaniałomyślni – wstąpią do zakonu, posiedzą trochę, a potem domagać się będą kompensacji.

Warto rozmawiać z „eksami”. Sam mam kilku przyjaciół wśród byłych księży. Tyle że oni potrafią uczciwie spojrzeć na siebie, porzucone kapłaństwo i Kościół. Są krytyczni, ale w swoich opowieściach starają się – mówiąc po młodzieżowemu – nie ściemniać.

Kompensacja za zakonne życie
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....