Psalm (II)
Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 opinie
Wyczyść

Symfonia psalmów Igora Strawińskiego była pisana „ku chwale Boga”. Henryk Mikołaj Górecki swoją „księgą psalmów” – Beatus vir (1979) na baryton, chór i orkiestrę – złożył hołd świętemu Stanisławowi w 900. rocznicę jego męczeńskiej śmierci. Hołd okupiony przez kompozytora utratą stanowiska rektora Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Katowicach – partii nie mogło się przecież podobać przyjęcie takiego zamówienia. Zresztą, cała historia, jak zawsze, miała wiele barw.

Górecki otrzymał propozycję napisania utworu upamiętniającego postać biskupa Stanisława od ówczesnego metropolity krakowskiego, Karola Wojtyły, w 1978 roku – na kilka miesięcy przed słynnym dniem 16 października… Do jesieni kompozytor nie zaczął jeszcze pisać muzyki, a nagle okazało się, że prawykonanie ma nastąpić podczas pierwszej pielgrzymki Papieża do ojczyzny – 9 czerwca 1979 roku – w bazylice oo. Franciszkanów. Tej samej, w której na wiernych spogląda władczo Bóg Ojciec z cudownego witrażu Stanisława Wyspiańskiego, autora dramatu Bolesław Śmiały

Święty Stanisław zginął 11 kwietnia 1079 roku. I być może to wszystko, co wiemy na pewno. Reszta jest tajemnicą, legendą, wariacją, mitem, przemilczeniem, zmyśleniem. Przecież już Gall Anonim – pisząc swoją kronikę dziejów w trzydzieści lat po śmierci krakowskiego biskupa – enigmatycznie potraktował sprawę konfliktu z królem Bolesławem Śmiałym.

Czytamy tam, że biskup popełnił zdradę przeciw narodowi (miał uczestniczyć w spisku przeciw królowi zawiązanemu m.in. przez wielkich feudałów oraz cesarza niemieckiego Henryka IV i króla czeskiego Wratysława), za którą król, przy wsparciu arcybiskupiego sądu, wydał go na śmierć przez obcięcie członków.

Wincenty Kadłubek podaje jeszcze, że św. Stanisław stanął w obronie niewiernych żon rycerzy walczących w wyprawie na Kijów, które król kazał ukarać, mimo że otrzymały przebaczenie własnych mężów. Bolesław Śmiały wydał więc rozkaz zabicia biskupa w kościele na Skałce w czasie odprawiania przez niego mszy świętej, a gdy słudzy nie chcieli tego zrobić, zamordował świętego własnymi rękami.

Dziewięćset lat, które upłynęło wówczas od tych wydarzeń, nie zdusiło emocji i sporów. Tym bardziej w Polsce końca lat 70. – Polsce strajków, społecznych buntów, rosnącego niezadowolenia, pękania murów systemu. Przecież św. Stanisław od dawna był traktowany jak symbol Kościoła walczącego, zbuntowanego, antypaństwowego. „Od wieków – mówił Papież w Krakowie w dniu prawykonania psalmu Beatus vir – uważany był za znamienne świadectwo prawdziwej wolności i owocnej syntezy, której dokonuje wierzący między lojalnością wobec ziemskiej ojczyzny i wiernością wobec Kościoła”.

Górecki stanął przed wieloma pytaniami. Jak opowiedzieć tę historię dzisiaj? Jakiej użyć metafory? Tekstumaski? Z pomocą przyszły psalmy. Kompozytor sięgnął po łacińskie fragmenty pięciu psalmów – 143 (142), 31 (30), 38 (37), 67 (66), 34 (33) – ułożonych w jeden wspólny potok myśli; polifoniczny wykład o wierze i męstwie, ufności i ofierze, oddaniu i nadziei. Domine! Deus meus es tu. In manibus tuis sortes meae…, Ps 31 (30); Domine Deus Salutis meae…, Ps 38 (37); Benedicat nos Deus, Deus noster…, Ps 67 (66); Beatus vir, qui sperat in eo…, Ps 34 (33). Dłuższy jest jedynie fragment tekstu pochodzący z pierwszego z wymienionych psalmów. Reszta jest uderzeniem, przecięciem, błyskiem.

Początek to trzęsienie ziemi. Gwałtowne zatrzymanie na jednym słowie, na narastającym chóralnoinstrumentalnym krzyku. Domine, Domine, Domine… Niemal w nieskończoność, jak w zaklęciu, jak w transie. Jakby to zawołanie chciało mieć moc sprawczą.

I nagle cisza. Baryton, pianissimo, początkowo tylko z towarzyszeniem fortepianu, kontynuuje prośbę. „Usłysz, o Panie, moją modlitwę, przyjm moje błaganie”. Jest ciągle ciemno, ciągle w głębokim bólu, głuchym zatrzymaniu – co nadaje całości rys uporczywej intensywności.

Pojawiają się, choć na chwilę, momenty światła. Wreszcie brzmi wspólny wszystkim śpiew Deus meus es tu, Deus meus es tu... Piękne zbiorowe wyznanie powtarzane do końca na różne sposoby – samotnie, chóralnie, w ciszy, niemal milcząco. Czy jest coś więcej?

Jeszcze wzruszający chorał, jakby wyjęty z jakiejś dawnej, tradycyjnej pieśni (Magnificat?), który dziś prowadzi pamięć bardziej do końcowych, zatrzymanych w nieskończoność – jak w objawieniu – nut III Kwartetu „Pieśni śpiewają”. „Gdy umierają ludzie – śpiewają pieśni” – przeczytał Górecki u Chlebnikowa. Jak śpiewał świat, gdy umierał biskup Stanisław?

Po prawykonaniu psalmu Beatus vir Papież mówił o „głębokim doznaniu”. „Górecki dyrygował sam – pisze w monografii Adrian Thomas – z wyraźnym entuzjazmem, przejawiającym się w każdym geście, przekazał głębię uczucia zawartą w prostych dźwiękach utworu – od powagi wstępu do tęsknoty przenikającej strony końcowe”. Dziś siła rażenia tej muzyki jest równie wielka.

Tworzy ją niepowtarzalna, objawiona wręcz energia płynąca wartkim strumieniem (potokiem!) z najczystszego źródła „góreckiej” rytmiki. Jej istotą jest harmoniczna i melodyczna powtarzalność, kondensacja dynamiki, narastająca nieubłagalność końca. I te zatrzymane słowa psalmu – Domine, Domine Deus, Domine, Domine Deus… – jak skowyt poranionego, umierającego ciała, które nic więcej nie jest w stanie z siebie wyrzucić.

Przypomina mi się jeszcze, jak przed półwiekiem Księga Psalmów odcisnęła swój ślad w twórczości innego polskiego kompozytora, także w barwnych okolicznościach. Oto w 1959 roku, po rozszyfrowaniu partytur przysłanych na II Konkurs Młodych Kompozytorów Związku Kompozytorów Polskich okazało się, że zdobywcą I, II i III nagrody jest nieznany wówczas nikomu 28–letni Krzysztof Penderecki, a nagrodzone utwory to Strofy (na sopran, głos recytujący i 10 instrumentów), Emanacje (na dwie orkiestry smyczkowe) oraz – właśnie! – Psalmy Dawida na chór mieszany i perkusję.

Młodzieńcza, genialna wyobraźnia Pendereckiego, spleciona z łacińskimi fragmentami czterech psalmów – 28 (27), 30 (29), 43 (42), 143 (142) – przyniosła fascynujące kształty i barwy. Śpiew, recytacja, a nawet szept w pierwszym psalmie; chór a capella w drugim – w stylu refleksyjnej polifonii renesansu (w połączeniu z myśleniem dodekafonicznym, z 12–dźwiękową serią); w trzecim – śpiew i instrumenty perkusyjne akcentujące jakości artykulacyjne i motoryczne (jak u Bartóka albo Strawińskiego); wreszcie – quasitradycyjna psalmodia oraz punktualistyczne (Webern!) i sonorystyczne brzmienia. A wszystko na przestrzeni dziesięciu minut…

W ostatnim fragmencie Psalmów Dawida Penderecki sięga po ten sam tekst, co Górecki na otwarcie swojego psalmu Beatus vir. Przypadek? Coincidentia oppositorum? Domine, exaudi orationem meam… Usłysz, o Panie, moją modlitwę… Kto, jak nie Ty? Panie!

Psalm (II)
Tomasz Cyz

urodzony w 1977 r. w Tarnowie) – polski publicysta literacki i muzyczny, eseista, współpracownik „Zeszytów Literackich” i „Didaskaliów”.Był dramaturgiem Teatru Wielkiego Opery Narodowej za kadencji Mariusza Trelińskiego....

Produkt dodany do koszyka

Zobacz koszykKontynuuj zakupy

Polecane przez W drodze