Prezent od Mola

Prezent od Mola

Nagle mi się przypomniał – to jest, zarówno prezent, jak i Mól Książkowy – więc zajrzałam na półkę z literaturą angielską na „M”, ale nie było tam Chwały córy królewskiej; nie było jej też w żadnym innym dziale i prawie już zaczęłam żałować, że się w ogóle przeprowadziłam na wieś, że naruszyłam uprzedni system porządkowy, a zwłaszcza – że, starając się zmniejszyć liczbę książek, które trzeba było przewieźć, podarowałam różnym bibliotekom przynajmniej jedną trzecią domowego księgozbioru. Był to gest hojny, lecz pochopny; nieraz już go żałowałam. Brakuje mi w różnych chwilach różnych tytułów, niekiedy zaś czuję się wręcz tak, jakbym sama sobie amputowała jakiś ważny fragment duszy. Marną jest pociechą myśl, że moje książki służą teraz komuś innemu. Cóż, jeśli mam być zupełnie szczera, to wyznam, że w najmniejszym stopniu myśl ta mnie nie pociesza.

Ale przecież nie oddałabym Marshalla! Zwłaszcza że to był prezent! – to myśląc, kontynuowałam poszukiwania, coraz bardziej rozdrażniona i zła na siebie. Nie, nie oddałabym nikomu. Aleksander, Mól Książkowy (jak zwykł się przedstawiać) przyniósł mi tę książkę osobiście, jako dodatek do jednej ze swoich wizyt. Zawsze dzwonił na dwa dni przed wizytą i umawiał się na określoną, zwykle popołudniową, godzinę. Przybywał punktualnie, z uśmiechem stawał w progu i od razu oczy uciekały mu do książek, którymi i duży przedpokój był wypełniony. Odwieszał wytarty, czarny płaszcz i wręczał upominek; zawsze była to książka. Bardzo często – z wyprzedaży lub z antykwariatu. Przynosił takie książki, które były mu drogie, albo takie, które miały coś dać. Nie od razu się zorientowałam, że wszystkie po kolei stanowią elementy systemu, który miał mnie wzbogacić i uszlachetnić. Ksiądz Aleksander po prostu we mnie inwestował.

Zresztą nie tylko we mnie. Miał zwyczaj wdawać się w rozmowy z każdym członkiem rodziny. Nawet najmłodszy nasz syn bywał w nie wciągany i wypytywany o ulubione książki.

Córki także dostawały swoje prezenty. Mól Książkowy inwestował we wszystkich.

Właściwie nie pamiętam, jak się u nas znalazł po raz pierwszy. Pewnie zaprosił się sam, bo taki właśnie miał zwyczaj. Lubił odwiedzać domy, gdzie są dzieci i książki. Wysoki, blady, z błyszczącą łysiną, zawsze w koloratce, zawsze w czerni, siadał zwykle dopiero w połowie wizyty, kiedy już obejrzał grzbiety wszystkich tomów na regałach. Rozmowa z nim była zachwycająca: lekka, ciekawa, głęboka i zabawna, mądra i dająca wiele do myślenia – na długo.

Wręczając mi Chwałę córy królewskiej Bruce’a Marshalla (PAX 1993, przeł. Jan Józef Szczepański), wyznał, że dawno temu, kiedy był w seminarium, ta książka stała się dla niego gwiazdą przewodnią.

Przecież nie mogłam jej, u licha, oddać jakiejś bibliotece! Coraz bardziej niespokojna, wdrożyłam metodyczne poszukiwania. Spokojnie, powtarzałam sobie, książki lubią takie figle. Ukryją się, przemkną na drugi regał, schowają się pod niewłaściwą literą, w niewłaściwym dziale. Ale gdzież, u licha, mogła się schować Chwała córy królewskiej?

Jej bohaterem jest ksiądz Smith, który oczywiście wydał mi się, już przy pierwszej lekturze, niesłychanie podobny do księdza Aleksandra. Proboszcz katolicki w Szkocji ksiądz Smith miał także łagodne poczucie humoru, ostry język i skłonność do długich monologów. On także nosił wytartą sutannę i zrudziały płaszcz i żywo interesował się ludźmi. Ludzie nigdy nie byli mu obojętni. Chyba ich, po prostu, kochał. Wszystkich.

W rozkosznej książeczce Ex Libris pióra Anne Fadiman („Świat Literacki”, 2004) jest rozdział zatytułowany Moja Specjalna Półka. Przypomniał mi się w samą porę. („Od dawna jestem przekonana, że każdy ma w swojej bibliotece jakąś Specjalną Półkę. Na tej półce rezyduje niewielki, tajemniczy zbiorek tomów, poświęconych tematyce nie mającej nic wspólnego z resztą księgozbioru, potrafiący jednak, jeśli mu się bliżej przyjrzeć, wiele powiedzieć o swoim właścicielu. Na Specjalnej Półce George’a Orwella stały oprawione roczniki pism kobiecych z lat sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku, które pisarz lubił przeglądać w wannie” etc.)

Moja Specjalna Półka jest właściwie Specjalnym Regałem, co znacznie utrudnia poszukiwania. Trudno też jest określić zasadę, na jakiej zsyła się tam (czy: eksponuje?) poszczególne tytuły. Regał ten znajduje się w moim pokoju, w bezpośrednim sąsiedztwie łóżka i stołu do pracy. Przeważają książki poświęcone kulturze greckiej i łacińskiej, ale obok Horacego jest tu i Agatha Christie, jest ksiądz Twardowski i Tom Stoppard, a Seneka sąsiaduje z Jeremim Przyborą.

Ha!

Marshall był też obok Przybory.

Co za zaskakujące sąsiedztwo.

Poza tym, wszystko jasne. Chwała córy królewskiej obłożona jest z szacunkiem w zielony papier. Mogłam jej szukać do upadłego. Ale najwyraźniej chciała być znaleziona. Co też mi chce powiedzieć?

Zawsze, gdy zadajemy sobie takie pytanie, trzeba najpierw otworzyć książkę na chybił trafił. Już ona sobie poradzi, odpowie po swojemu.

Proszę bardzo, otwieram: „ludzie są na ogół jednakowo przeciętni, czy to będą Brytyjczycy, Niemcy, Rosjanie, Hiszpanie czy Francuzi: przechwalający się rzeczami, które przekraczają ich siły, nie doceniający skromnie tego, co umieją zdziałać, kłamcy w bezpieczeństwie, prawdomówni w czasie grozy; tchórzliwi w palarniach, odważni w lejach armatnich; rozwiąźli z obcymi kobietami, a czuli dla swych żon; wzdrygający się z obrzydzeniem na nędzę, której nie widzą, i spieszący z pomocą tej, która staje im przed oczyma; głupi do książek, mądrzy do śrub i obcęgów; wszyscy z brzuchami i wszyscy osamotnieni pod obojętnymi gwiazdami i niebem; wszyscy tak bardzo żałośnie wyglądający, gdy się ich widzi we śnie; i wszyscy uczynieni na obraz i podobieństwo Boga; przeraźliwi i wspaniali, z rzęsami, paznokciami i uszami. Na pewno obowiązkiem Kościoła jest sprawić, by kochali się między sobą”.

Tak. I tyle na dziś.

A Mól Książkowy nazywał się Bystry.

Ksiądz Aleksander Bystry, świętej pamięci.

Czasem myślałam: „szkoda, że już nie przyjdzie”. Ale, jak się okazuje, ma on swoje sposoby, żeby wpaść z wizytą – teraz już niezapowiedzianą.

Prezent od Mola
Małgorzata Musierowicz

urodzona 9 stycznia 1945 r. w Poznaniu – z domu Barańczak, siostra Stanisława Barańczaka, absolwentka PWSSP w Poznaniu, najbardziej znana jako autorka serii Jeżycjada....