fot. Delacroix

rozmawiają ks. Wojciech Węgrzyniak i Katarzyna Kolska

Czy miał ksiądz okazję spotkać kogoś, kto deklarował, że chce dokonać aktu apostazji albo kto już się na to zdecydował?

Tak. Napisałem kiedyś na Facebooku informację, że martwi mnie to, że ludzie, którzy chcą odejść od Kościoła, czasami robią to bez głębszego zastanowienia, nie próbują zrozumieć pewnych rzeczy, poukładać sobie tego jakoś, dowiedzieć się, gdzie jest problem, gdzie jest kwestia prawdy czy nieprawdy. I wtedy zgłosiło się do mnie parę osób.

Czy decyzja o akcie apostazji to złość i rozczarowanie Kościołem czy złość i rozczarowanie Panem Bogiem?

Kodeks prawa kanonicznego mówi, że apostazja to całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej. A to oznacza, że ktoś odrzuca Ewangelię i Chrystusa. Wydaje mi się jednak, że w potocznym rozumieniu osoby, które na taki krok się decydują, wyrażają w ten sposób swoje niezadowolenie czy nawet bunt wobec Kościoła, który kojarzy im się ze złymi biskupami i księżmi i w związku z tym nie chcą mieć nic do czynienia z taką instytucją.
Ponadto osoby, które do mnie przyszły, mówiły o tym, że nie akceptują pewnych zasad Kościoła, choć raczej nie chodziło im o prawdy wiary, takie jak niepokalane poczęcie Maryi czy nieomylność papieża, ile raczej o zasady moralności. Dlatego, chcąc być uczciwe w swoim sumieniu, decydowały się na apostazję.

Co to oznacza dla takiego człowieka?

Że odrzuca wiarę chrześcijańską i jest poza Kościołem, poza wspólnotą. Jest to pewna forma ekskomuniki. To tak, jakbym powiedział, że rezygnuję z obywatelstwa polskiego, wyjeżdżam z kraju i od tej pory będę mieszkał w Nowej Gwinei. To nie znaczy, że nie mam wspomnień z Polski, że wszystko, co było w Polsce jest złe, natomiast decyduję się na to, że nie należę do tej wspólnoty, nie mam wobec niej zobowiązań, ale nie mam też przywilejów. Dla apostatów oznacza to na przykład, że nie będą mieli pogrzebu kościelnego, jeśli przed śmiercią nie wyrażą skruchy i się nie nawrócą.

A taki powrót jest możliwy?

Tak i warto o tym powiedzieć. Może się zdarzyć, że ktoś swoją decyzję o porzuceniu wiary i Kościoła po pewnym czasie uzna za złą, nie do końca przemyślaną. Można wtedy wrócić do Kościoła, przejść przez pewien proces powrotu, wyznać publicznie wiarę. Najlepiej po dokładniejsze informacje podejść do urzędu parafialnego. Natomiast jeśli się odeszło, to trudno mieć pretensje, że wspólnota nie chce dać mi czegoś, co należy tylko do tych, którzy tę wspólnotę tworzą.

No właśnie. Krążyła w internecie informacja o pani, która dokonała apostazji i kilka miesięcy później była zdumiona, że ksiądz nie wyraził zgody na to, by była matką chrzestną. To chyba jakiś fake news…

Też mi się tak wydaje. Problem jest taki, że w wielu krajach – w Polsce, w Anglii czy w Irlandii – mieszamy porządek kulturowy z


Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się