fot. FELIPE P. LIMA RIZO

Świadek i sługa

Kiedy siadam do pisania tego tekstu, z pamięci wyłaniają się dwa wspomnienia. Byłem studentem dominikańskim w Krakowie, a moim spowiednikiem przez dłuższy czas był ojciec Jan Andrzej Kłoczowski. Ponieważ nie należał do „etatowych” spowiedników braci studentów i nie dyżurował w naszej kaplicy, należało za każdym razem umówić się z nim na spowiedź. Pamiętam gromkie „Tak!”, które odzywało się zza drzwi, kiedy nieśmiało pukałem. W celi zawalonej książkami przy biurku siedział ojciec Jan i na widok penitenta reagował zawsze w podobny sposób: „Znowu?! Nie grzeszyć! Jakby się nie grzeszyło, toby się potem spowiednikowi głowy nie zawracało!”. Mówił to oczywiście żartem, ale zawsze czułem się nieswojo, tym bardziej że przy regularnej spowiedzi słyszałem to dosyć często. Że ojciec Jan Andrzej jest doskonałym kaznodzieją, wiedzą wszyscy. Zdarzyło mi się w owym czasie usłyszeć efektowne zakończenie jednego z jego kazań: „Bo spowiadanie, moi drodzy, to nie jest przywilej księdza – to jest jego psi obowiązek!”. Kiedy więc następnym razem usłyszałem, że gdybym nie grzeszył, to nie zawracałbym głowy spowiednikowi, zrobiłem niewinną minkę i powiedziałem: „A ja ostatnio na kazaniu słyszałem, że spowiadanie to nie przywilej księdza, tylko…”. Przerwałem pod ciężkim spojrzeniem mojego spowiednika, który – trzeba to przyznać – od tej pory już nigdy nie komentował moich wizyt „po prośbie”.

Kolejne wspomnienie też się wiąże z krakowskim okresem mojego życia. Na ostatnim roku studiów, przygotowując się do święceń prezbiteratu, zaprosiliśmy na spotkanie o spowiedzi naszego starszego brata, wyświęconego rok przed nami ojca Mirosława Pilśniaka. Z tego spotkania do dziś zostało mi jedno, bardzo ważne zdanie: „Pamiętajcie, że penitent obraził Pana Boga, a nie was”.

Te dwa obrazki to część mozaiki, która od trzydziestu lat układa się we mnie wokół tego szczególnego wydarzenia nazywanego sakramentem pojednania czy spowiedzią. A skoro jest to wydarzenie, to warto się przyjrzeć jego uczestnikom, zlokalizować ich, ustawić na swoich miejscach. Błogosławiony Aelred z Rievaulx (1110–1167), cysterski mnich, tak zaczyna swój Dialog o przyjaźni duchowej: „Oto ja i ty, a trzecim, jak ufam, jest pomiędzy nami Chrystus”. Opat Aelred rozpoczynał w ten sposób rozmowę z młodym bratem ze swojego klasztoru, dodawał odwagi i umieszczał ją w perspektywie wiary. Gdybym miał użyć tej triady dla opisania sakramentu pojednania, powiedziałbym tak: Oto Chrystus i ty, ja jestem tu jako trzeci i mam nadzieję, że nie będę wam za bardzo przeszkadzał. Bo wydarzenie, jakim jest sakrament pojednania, dokonuje się przede wszystkim pomiędzy penitentem a Chrystusem

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 03, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść