fot. archam jain
Nie tak dawno obchodziłem kolejne osiemnaste urodziny. Rzecz nie byłaby warta wzmianki w felietonie, gdyby nie to, że zupełnie niezależnie od siebie dwie grupy moich znajomych podarowały mi gadżety z wizerunkiem beboka. Przypadek? Choć w sumie byłym studentom – jakkolwiek myśl ta nie nastraja mnie superoptymistycznie – mogę się trochę z bebokiem kojarzyć. Mityczne to stworzenie bowiem – wyjaśniam głównie na użytek czytelników mniej obeznanych ze Śląskiem – jest szczytowym osiągnięciem dawnej śląskiej myśli pedagogicznej. Bebok nie ma innego życiowego celu, jak tylko dyscyplinowanie niesfornych pociech. Krótko i węzłowato: jeśli jakiś dzieciak wyrwał się z rodzicielskiej tuteli, żeby eksplorować zakazane tereny, to bebok już tam czyhał (w piwnicy, na strychu, w lesie albo po prostu zaraz za drzwiami w sieni), aby delikwenta zapakować do worka i obić stosownie do przewinienia. Już sama perspektywa worka i bęcków nie była przyjemna, a co dopiero myśl, że bebok chodzi z kijem i może z niego zrobić argument pedagogiczny!W rozstawianiu beboków po świeci
Zostało Ci jeszcze 81% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 03, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść