fot. alex perez

Łyżeczka na spodku

Gdy po długich tygodniach ciszy i bezruchu otworzyły się rzymskie kawiarnie, spragniona kawy ludność przypuściła szturm. Kelnerzy dostali sześciu rąk, do stolików wiły się długie kolejki, kasy notowały rekordowe obroty. A policjanci cierpliwie wypisywali niektórym mandaty za brak maseczek i niewystarczający dystans fizyczny. Trudno jednak winić wyposzczonego kofeiny i gadania Włocha, że napiera ciałem na poprzednika w kolejce, bo ileż można żyć bez codziennych radości!

Podejrzewam, że nie o samą kawę tu idzie – choć miłość narodów europejskich do tego napoju ma w sobie coś z szaleństwa zasilanego solidnym marketingiem oraz przeczącymi sobie co rusz badaniami o jej negatywnym lub zbawiennym wpływie na nasze zdrowie. Nawet gdyby w rzymskich kawiarniach serwowano wodę z listkiem szczawiu, kolejki nie topniałyby godzinami. Nie lubię porównywania pandemii do wojny, ale w jednym wirus przebił koszmar walk i ostrzałów: sparaliżował życie towarzysko-konsumpcyjne, które nawet wśród bombardowań potrafiło kwitnąć. Kawiarnie są krwiobiegiem życia społecznego, przy stolikach wymyślano wynalazki i planowano rewolucje, a wielu z nas zawdzięcza im chwile, które chcemy pamiętać. Jak są cenne, przypomniałam sobie kilka dni temu, oglądając film, w którym współczesne wcielenie francuskiego złodzieja Arsène’a Lupina spotkało się z otyłym policjantem w celu zastraszenia tegoż. Mniejsza o fabułę – na stoliku między sobą mieli dwie kawy i świeże rogaliki, wokół siebie lekki gwar, szum ekspresu

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 03, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść