fot. alex kovalenko

Życie sobie, sakramenty sobie

Zwykle bywa tak: przychodzi penitent, choć powinno być: siostra lub brat, i mówi: „Obraziłem Pana Boga następującymi grzechami…”, dalszy ciąg tego zdania możemy sobie dopisać bez trudności. Potem ksiądz coś tam mówi, ale nie słychać, bo grają organy i ludzie śpiewają, następnie naznacza pokutę, rozgrzeszenie i następny. Tak bywa, ale czy nadal tak musi być? Kardynał Konrad Krajewski opowiada, że kiedyś przyszła do niego do spowiedzi dziewczyna. „Jak się spowiadała, to ja przy niej byłem bardzo malutki. Na końcu powiedziała: Nie mogę dostać rozgrzeszenia. Jak to?! – pytam. Bo jestem muzułmanką. Powiedziałem: Ochrzczę cię…, i zapadła cisza. Potem przyszły mi do głowy wszystkie wykłady z prawa kościelnego. Gdzie zapiszę jej chrzest? (…) Zakrystia zamknięta, nie wiem, co z księgami. Może jutro? – zaproponowała. Ale nie przyszła. Opowiedziałem o tym Ojcu Świętemu. Jaki jesteś głupi! W konfesjonale działa tylko Bóg. Tam nie ma dostępu zły duch – stwierdził. I dodał: Nieraz tak robiłem. Wyszedłem, ochrzciłem, tylko nie w kropielnicy, bo nie było wody. Od razu poszedłem pod kran”. Kardynał opowiadał też, jak innym razem Franciszek mówił do księży: „Przychodzi [do zakrystii] kobieta z dzieckiem i mówi: Proszę księdza, chcę ochrzcić dziecko. Ksiądz, nie patrząc na interesantkę, zaczyna wypełniać jakiś formularz. Pyta: Imię ojca? A ona: Nie wiem, kto jest ojcem. Jak to nie wiesz, kto jest ojcem?! Nie wiem. Bo skąd prostytutka ma wiedzieć, kto jest ojcem? (…) I właśnie tak kończy się nadzieja na chrzest. Bo synod diecezjalny, bo prawo… A przecież przyszła do ciebie błogosławiona, jeśli nie święta. Modlimy się o zachowanie życia od poczęcia do śmierci, a przecież mogła zabić. Nie zabiła, przyszła. Co by zrobił Jezus? Co by zrobił Jezus?! Trzeba było spytać: Masz pieniądze na pieluchy? Kupić ci wózek? I powiedzieć: Ochrzczę w tę niedzielę. Przyjęcie będzie na plebanii. Tak, trzeba się narazić. Ewangelia nieraz bardzo kosztuje, jest piękna jak wiosna, ale nieraz ciężka jak krzyż”1. Te dwa przydługie cytaty pokazują, jak dalece sakramenty odbiegły od życia, jak zostały zrytualizowane, uprzedmiotowione, sprywatyzowane, a więc pozbawione wymiaru eklezjalnego, wspólnotowego.

Jeśli chodzi o sakrament pojednania, najczęściej „idzie się” doń z konieczności. Nie ochrzci się dziecka ani nie wybierzmuje, nie zawrze małżeństwa, a i o pogrzeb będzie trudno bez dostarczenia tzw. kartki z podpisem spowiednika. W rezultacie sakrament pojednania zredukowaliśmy do spowiedzi. Co prawda uczymy się i nauczamy pięciu warunków dobrej spowiedzi, ale tylko na pamięć i na egzamin. Wraz z upływem czasu wyuczone formułki z pamięci umykają. Strach przed nieważnością spowiedzi i świętokradztwem blednie. Podział

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się