Po prostu dom
fot. joshua rodriguez / UNSPLASH.COM

Wieczorem u dominikanów w Krakowie, gdy Jan Paweł II odwiedził bazylikę Trójcy Świętej, miał powiedzieć do braci: „Jamna. Robiłem nalot na Jamną”.

Tę opowieść należy rozpocząć od końca. Jest 30 grudnia, przenikliwe zimno, setki ludzi na Polach Lednickich. Pogrzeb ojca Jana Góry. Blisko trumny stoi ojciec Andrzej Chlewicki,obok młody człowiek trzyma w ręku mały lniany worek z wydrukowanym napisem „Jamna” – w tej charakterystycznej formie graficznej, którą stworzył sam Góra, z czerwonym podkreśleniem. Ziemia zostaje wysypana na trumnę, a worek wrzucony do grobu.

Spoczął w ziemi wielkopolskiej. Ten gest symbolicznie przypomina jedno z jego powiedzeń: „Mało plus wielko równa się Polska”. On – urodzony na Śląsku Opolskim w Prudniku, rodzina z Małopolski. Jan Góra zawsze miał wyczucie symboli. Potrafił je kreować i opisywać. Zmieszanie ziemi w jego grobie będę pamiętał długo.

***

Ojciec Jan darzył wielką miłością Jana Pawła II, z wzajemnością. W początkach Jamnej są takie zapisy w ich korespondencji:

Cieszę się, że „Górale Górze dali Górę”. Bardzo chętnie też przyjmuję tę izdebkę, którą zamierzacie tam wybudować także dla mnie. Załączam małą cząstkę wyposażenia (28.05.1992).

Nie wiem, jak to zrobić, aby zajechać na Jamną, chociaż po otrzymanym liście trudno nie mieć takiej pokusy. Na razie posyłam wigilijny opłatek, aby stało się zadość wszystkim gorącym pragnieniom „nadążania za młodzieżą” (6.12.1992).

Widzę, że Kustosz na Jamnej coraz realniej myśli o „zwabieniu” Papieża do „Respublica Dominicana”, jak wykazuje załączona dokumentacja. A czy są inne „ważniejsze sprawy i zagadnienia ludzkości i świata, poza drewnianym domem na Jamnej”, to też inna sprawa. Wszak ten rok jest Rokiem Rodziny i wszyscy pragniemy się spotkać wokół ogniska domowego. Przecież jest tam dość drzewa na takie ognisko, o ile się nie mylę – jest i kominek przygotowany na ten cel. Czegoż więc mam życzyć, jak nie tego, by żar kominka rozsypywał iskry szeroko i wabił ciepłem wiele oziębłych serc (Nowy Rok 1994).

16 czerwca 1999 roku był od rana nerwowy i pełen przygotowań. Zaświtała nadzieja, że Jan Paweł może tu zawita, gdy będzie leciał z Krakowa do Nowego Sącza. Pogoda jednak pokrzyżowała plany – papież drogę tę pokonał samochodem. Ludzie oczekujący rozeszli się już do domów. Zostali najwierniejsi. Około godziny 16 nagle słychać ryk helikoptera. Jak wariaci wybiegliśmy, aby zobaczyć, co się dzieje. Jest, jest! Biały, papieski. Ale bardzo szybko odleciał. Po kilku telefonach Góry okazało się, że to próbny lot. W końc

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się