fot. alex-rybin
To znakomity pomysł, by studentów bankowości, finansów czy innych kierunków biznesowych uczyć ram kulturowych, w jakich ten biznes się porusza. Bo przecież nie ma zarządzania czy marketingu bez człowieka. Biznes nie sprowadza się do liczb i technicznych operacji pozwalających menedżerowi zgrabnie wybrnąć z sytuacji konfliktowych i negocjować dobre warunki kontraktu. W tym wszystkim tkwi człowiek. Nie powinno więc dziwić, że student mający w przyszłości podbijać światowe rynki powinien się uczyć o kulturze materialnej, o systemie edukacji czy o religii albo polityce. Nie w sposób wartościujący, to znaczy taki, który twierdzi, że buddyzm zen jest wyższą formą duchowości niż judaizm, a katolicyzm jest podrzędny wobec ascetycznego Kościoła szkockiego. Przyszły biznesmen czy bizneswoman powinni się raczej dowiedzieć z pragmatycznego dla nich punktu widzenia, które dni w danej religii są uważane za świąteczne, bo wtedy ich podwładni nie będą chcieli pracować, a z perspektywy dotarcia do systemu motywacji – poznać filozoficzny wizerunek świata. W tym kontekście nie jest istotne, czy ktoś jest animistą, bud
Zostało Ci jeszcze 69% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 05, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść