fot. anthony-tran

Człowiek – to brzmi niespójnie

Życie chrześcijanina, który traktuje swoją wiarę poważnie, naznaczone jest nieusuwalnym pęknięciem – mniej przychylni nazywają to hipokryzją. Z jednej strony: wielkie ideały, miłość bliźniego, służba i pokora, z drugiej, co tu kryć, prozaiczna rzeczywistość brutalnie czasem weryfikująca zamierzenia.

Jak to możliwe w katolickim społeczeństwie?” – rozlega się co jakiś czas w rozmaitych dyskusjach taka pełna zdumienia, zwykle podszyta dezaprobatą fraza. Kryje się za nią nie tylko chwalebne oczekiwanie, że wspólnota złożona w większości z katolików daje jakąś gwarancję przestrzegania pewnego aksjologicznego minimum. Formułowane osłupienie opiera się na założeniu – pozornie zrozumiałym – spójności wyznawanych wartości i sposobu ich praktykowania przez wyznawców tej samej religii. W tak dramatycznie podzielonym społeczeństwie jak polskie założenie to falsyfikuje się w samym zarodku. Problem jednak wydaje się dużo ciekawszy i rozleglejszy. Czy zanurzeni w kulturze tymczasowości, uwodzeni co rusz wybuchającymi erupcjami medialnych gorących tematów, których pierwszą zasadą jest eksponowanie skrajności – jesteśmy jeszcze w stanie utrzymać spójność naszych poglądów i przekonań?

Za tym pytaniem kryje się kwestia fundamentalna – dotycząca relacji pomiędzy deklarowanymi wierzeniami i wyznawanymi wartościami a codziennym postępowaniem. Dokładnie trzy czwarte Polaków praktykuje „trzymanie kciuków” – ale wierzy w potencjalną skuteczność tego gestu „zaledwie” 33 procent badanych przez CBOS. Na widok kominiarza za guzik łapie się 39 procent z nas, ale „tylko” 23 procent jest przekonanych, że takie błyskawiczne zaciśnięcie palców na guziku faktycznie sprowadzi na nas zdroje szczęścia. Podobny odsetek Polaków (22 procent) wierzy w moc napotkanej czterolistnej koniczyny. Ponad jedna czwarta (26 procent) jest przekonana, że stłuczone lustro niechybnie zwiastuje zbliżające się tarapaty. Wedle przywoływanych tu badań z 2018 roku z przynajmniej jednym zabobonem liczy się większość (54 procent) polskiego społeczeństwa, złożonego – przypomnijmy za Spisem Powszechnym z 2011 roku – w 87,6 procent z osób deklarujących się jako rzymscy katolicy.

Poszukiwanie świadectw tego, że za deklaracjami przynależności do Kościoła katolickiego stoją bardzo różne przekonania, nie jest szczególnie wymagającym ani odkrywczym zajęciem. Dość przywołać protekcjonalny – delikatnie rzecz ujmując – stosunek do nauczania papieża Franciszka wśród niemałej części polskich katolików. Konkretne, liczbowe i mimo wszystko wprawiające w konfuzję dowody przyniósł kilka lat temu jeden z sondaży CBOS-u. To mogło być dobre pytanie, otwierające ten tekst: W jakim kraju w piekło wierzy tylko 56 procent badanych, a wiarę w przeznaczenie deklaruje 66 procent respondentów? Moglibyśmy też rozpocząć artykuł od zadania: Spróbuj określić wielkość populacji katolików w społeczeństwie, w którym 36 procent obywateli

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 05, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść