Księga nieprawości

Anna Sosnowska: Czy odczuwał kiedyś ojciec nienawiść?

Ludwik Wiśniewski OP: Ja nie notuję w swoim życiu uczucia nienawiści.

A rozżalenia? Przecież nieraz ktoś ojca oczerniał, niesłusznie oskarżał czy na ojca donosił.

Tak, czułem rozżalenie kilka razy. W 1981 roku, kiedy mieszkałem w Lublinie, ktoś mnie oskarżył o działanie przeciwko biskupowi i Kościołowi. To było związane z głodówką, którą moi uczniowie urządzili w kościele Świętego Ducha, w geście solidarności ze stoczniowcami. Potem byłem za to pomówienie przepraszany, ale co się stało, to się nie odstanie. W tamtym momencie coś we mnie w środku pękło. Poczułem, że muszę się stamtąd wyprowadzić, że skończyła się moja miłość do Lublina.

Czasem pod wpływem takich sytuacji człowiek przestaje być do czegoś zdolny, bo jednak nad uczuciami nie potrafimy zapanować w pełni.

Ale ojciec mi opowiedział historię sprzed trzydziestu lat…

Na pasterce w zeszłym roku abp Michalik, mój kolega z okresu studiów, który mnie dobrze zna, skrytykował mnie z ambony, co później zostało opublikowane w „Naszym Dzienniku”. Chyba bardziej czułem wtedy zdziwienie niż rozżalenie, że coś takiego, i to w takim momencie, można zrobić.

Wydaje mi się, że dla ojca największą obelgą jest zarzut o działanie przeciwko Kościołowi.

Tak to przeżywam. Ale takich zarzutów pewnie nie da się uniknąć. W niektórych sytuacjach jestem przekonany, że powinienem podjąć jakieś działania, chociaż z góry wiem, że to się może nie podobać. No trudno. I tak należy to zrobić.

Czy ojciec widzi jakąś szczególną łaskę Pana Boga w tym, że mógł się oprzeć nienawiści, do której miał ojciec tyle „okazji”?

Na pewno mam od dzieciństwa świadomość prowadzenia przez Pana Boga. Natomiast niczego niezwykłego nie widzę w swoim życiu.

Ojciec jest orędownikiem walki bez przemocy. Jak ojciec odkrył tę filozofię?

Obudziłem się dla Polski w grudniu 1970 roku. Mieszkałem wtedy w Gdańsku i byłem świadkiem tego, co się tam działo. Widziałem podpalenie domu partii i wybuch nienawiści wśród ludzi. Dopiero wtedy zrozumiałem, że system, w którym żyjemy, jest niereformowalny i w jakiś sposób trzeba przyłożyć rękę do tego, by go skruszyć. Ale w jaki?!

Tak się złożyło, że mnie i moim uczniom wpadło do ręki przemówienie Aleksandra Sołżenicyna, które miał wygłosić przy okazji otrzymania Nagrody Nobla. Ono chyba nosiło tytuł Nie kłamać. Sołżenicyn mówił w nim mniej więcej tak: system komunistyczny opiera się na kłamstwie, dlatego sposobem na jego kruszenie jest nieuczestniczenie w kłamstwie.

Te słowa współgrały z hasłem zakonu dominikańskiego: Veritas – prawda. Poczułem wtedy, że mamy program.

„Nie kłamać” i tylko tyle? Czy to nie za mały i nie naiwny środek walki z brutalnym systemem?

To nie było naiwne, bo walka bez przemocy jest prawdziwą walką. Kiedy z taką bronią staje się wobec przeciwnika, ten się zaczyna pienić o wiele bardziej, niż gdyby się w niego rzucało kamienie czy obelgi. To jest broń o wielkiej mocy.

Dlaczego prawda tak rozsierdza kogoś, kto jest po drugiej stronie barykady?

Systemy niesprawiedliwości są oparte przede wszystkim na kłamstwie i kiedy się to demaskuje, trafia się w samo jądro tego systemu.

Inspirował się ojciec działaniami

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się