Marcin Babraj, dominikanin

Marcin Babraj, dominikanin

, 0 recenzji

Kim jest Marcin Babraj, wie niewielu dzisiejszych czytelników miesięcznika „W drodze”. Wspaniały człowiek, zatroskany o wiarę i Kościół, umiejący czytać znaki czasu. Człowiek uparcie wierzący w moc słowa drukowanego, pragnący nakarmić Słowem Bożym jak najwięcej wygłodniałych ludzi.

Przyjaciel. Z licznego grona osób, z którymi się przyjaźnił, wystarczy wspomnieć Kazimierę Iłłakowiczównę, Annę Kamieńską, Romana Brandstaettera. Owocem tych jego przyjaźni były nie tylko wiersze czy artykuły w miesięczniku, ale także publikacje książkowe, chociażby dzieła Szekspira w przekładzie Stanisława Barańczaka czy pierwsza wydana w Polsce w oficjalnym obiegu książka Gustawa Herlinga-Grudzińskiego.

Dzisiaj jego cela w krakowskim klasztorze to tunel i kominy zbudowane z gazet, dokumentów i książek, a pośrodku tego wszystkiego – wąski przesmyk do okna, biurka i tapczanu. Na biurku półmetrowa warstwa spraw pilnych. Czekają na wzięcie do ręki papiery sprzed lat, dokumenty niezwykle ważne i prawdziwe dotyczące miesięcznika „W drodze” oraz innych kwestii najwyższej wagi.

– Tego nikt poza mną nie może załatwić – powiada bezbronny.

I tak jest od lat.

Tymczasem świat obrócił się ileś razy, ludzie nauczyli się posługiwać komputerem i internetem, a papierów na biurku Marcina przybywa. On sam zaś czeka na przypływ sił i odwagi, aby napisać wreszcie prawdę o miesięczniku „W drodze” i swoim życiu. Zbiera się do tego od lat i nad tym pracuje.

Z Marcinem polubiliśmy się od razu, od pierwszego spotkania. Miałem zresztą referencje od Jana Spieża, mojego współnowicjusza, a wcześniej kolegi Marcina z duszpasterstwa akademickiego w Poznaniu. Zanim wstąpił do dominikanów, skończył polonistykę. Od razu zaproponował mi pisanie.

– Może to będzie twoje główne zajęcie w klasztorze – mawiał.

Prorocze słowa. To pisanie towarzyszy mi rzeczywiście przez całe życie zakonne jako dopowiedzenie moich działań w Hermanicach, na Jamnej czy nad Lednicą.

Przez całe życie zakonne był redaktorem. Zaraz po święceniach wrócił do Poznania do „Przewodnika Katolickiego”, a potem już pracował na swoim. Założył miesięcznik „W drodze”. Sprawy polityczne pisma załatwiał o. Konrad Hejmo. To on brał na siebie rozmowy z ubekami i cenzurą. W 1973 roku powstał miesięcznik, a w 1981 roku wydawnictwo książkowe „W drodze”. Bywało różnie z tym wydawnictwem. Ale Marcin był zawsze OK. Cokolwiek robił, modlił się i zajmował Panem Bogiem.

Od kilku lat Marcin jest w klasztorze w Krakowie. Pracy w kościele wyznaczają mu już niewiele, o co zresztą ma pretensje. Twierdzi, że jest marginalizowany. Na brak zajęć jednak nie może narzekać. Te wzgórza książek i papierów. Trzeba to wszystko wziąć do ręki i zdecydować. Na to jednak Marcin nie ma już siły. Ma także inny problem. Kocha windę i każdego poucza, że w prowincji polskich dominikanów są dwie windy. Klasztor dominikanów na Służewie ma windę socjalistyczną, natomiast klasztor krakowski kapitalistyczną. Marcin ogromnie ją kocha i z dumą pokazuje. Kiedy chciałem zejść do refektarza schodami, jak dawniej, Marcin zarządził stanowczo:

– Nie, pojedziemy windą!

Naturalnie, że się zgodziłem. Pomyślałem tylko, że to skutki wilgoci i mrozów w Kazachstanie, gdzie był na zsyłce, powodujące dzisiaj trudności z chodzeniem.

Kiedy zbliżała się godzina mojego odjazdu, Marcin zaproponował, że odprowadzi mnie na dworzec. Szliśmy sobie powoli, jak dawniej, kiedy on przyjeżdżał z Poznania do Krakowa, a ja odprowadzałem go na „Wielkopolanina”. Rozmawialiśmy o szybko przemijającym życiu i o odejściach naszych braci – tych do Domu Ojca i tych do świata. Szliśmy powoli, mając duży zapas czasu, a ja napawałem się radością z obecności mojego współbrata. Przez mgnienie oka poddawałem się jednak złudzeniu, że wszystko trwa jak dawniej. Ale jest przecież inaczej.

Stąd apel do przyjaciół. Nie wiem, ilu jest czytelników „W drodze”, ale nie zapominajcie, kim jest o. Marcin Babraj. Inicjator, założyciel i przez wiele lat redaktor naczelny „W drodze”. Wszystko robił sam, planował, zamawiał, korygował, rozmawiał z autorami. Takie były czasy i warunki. Papier wtedy był materiałem strategicznym. Marcin położył fundament, podwaliny pod dzieło, które dzisiaj trwa. Odwiedzajcie Marcina Babraja, rozmawiajcie z nim o przeszłości, którą doskonale i w szczegółach pamięta i chętnie wspomina. Pamiętajmy o Marcinie Babraju.

Marcin Babraj, dominikanin
Jan Góra OP

(ur. 8 lutego 1948 w Prudniku – zm. 21 grudnia 2015 w Poznaniu) – Jan Wojciech Góra OP, dominikanin, prezbiter, doktor teologii, duszpasterz akademicki, rekolekcjonista, spowiednik, prozaik, twórca i animator, organizator Dni Prymasowskich w Prudniku i Ogólnopolskiego Spotka...