Morze komunikacji

Morze komunikacji

, 0 recenzji

Wielkie możliwości komunikacji, które mamy dzisiaj, mogą z jednej strony prowadzić do całkowitego wykluczenia wymiaru osobowego. Pływa się tylko w morzu komunikacyjnym, ale już nie spotyka się osób. Z drugiej strony może to być szansa, chociażby przez to, że się nawzajem dostrzegamy, że się spotykamy, że sobie nawzajem pomagamy, że wychodzimy ku sobie. (…) Nie mogę oczywiście czytać wszystkich gazet i w sposób nieograniczony spotykać się z ludźmi. Myślę jednak, że jest niewiele osób, które odbywają tyle spotkań, co ja. (…) Mogę w bardzo ludzki, osobisty i realistyczny sposób spotykać sprawy tego świata i przyglądać się im nawet z bliższej perspektywy, niż oferuje to gazeta.

Słowa papieża Benedykta XVI, wypowiedziane podczas długiego wywiadu z Peterem Seewaldem i zamieszczone w książce Światłość świata, zmuszają do refleksji. W istocie, życie społeczne i towarzyskie w dużej mierze przeniosło się już do sfery wirtualnej. Przyjaźnie zawiera się dziś częściej w internecie niż w świecie realnym, na najważniejsze tematy rozmawia się w internecie, w internecie także plotkuje się i flirtuje. Dla współczesnych nastolatków czaty na facebooku są dziś tym, czym dla pokolenia czterdziesto- i pięćdziesięciolatków było przesiadywanie do późnych godzin wieczornych na podwórkowym trzepaku. Spacer u boku sympatii, z obowiązkowym trzymaniem się za ręce, nie jest już hitem sobotniego popołudnia. Dużo wygodniej jest wymieniać się sms-ami.

Dochodzi do groteskowych sytuacji. W jednej z ankiet młodzi ludzie na pytanie: „Ilu masz przyjaciół”, odpowiadają: „Niestety, nie mam facebooka”. Nie wyobrażają sobie zapewne, że przyjaciele pojawiają się najpierw w rzeczywistości. Bo czy można nazwać przyjacielem kogoś, kogo poznaliśmy w sieci?

Zmieniają się nie tylko przyzwyczajenia, ale i znaczenie słów. Nasze rozmowy wyglądały kiedyś zupełnie inaczej. Ważne były gesty, mimika, pauzy, tembr głosu. Można było powiedzieć „przepraszam, ale muszę ci wejść w słowo”. Można było się autentycznie pokłócić i błysnąć inteligencją. Trafna replika czy stosowny cytat literacki w odpowiednim momencie dyskusji były na wagę złota.

Dziś nie widzimy już twarzy naszych rozmówców, nie śledzimy ich reakcji na nasze argumenty. Teraz nad ripostą można spokojnie pomyśleć przez kilka minut, a nawet odnaleźć ją w internecie. Cytowanie Norwida czy Tołstoja nie stanowi już problemu, od kiedy powstały strony internetowe ze słynnymi frazami słynnych ludzi. Pływamy jedynie w morzu komunikacji.

Jest jednak druga strona medalu, o której wspomina Benedykt XVI.

Wirtualny świat pomaga nam w budowaniu kapitału społecznego, w tworzeniu więzi między ludźmi, którzy myślą podobnie i chcieliby realizować w życiu te same cele. Większość akcji społecznych nie byłaby możliwa, gdyby nie istniał… facebook. Protesty przeciwko najróżniejszym objawom głupoty, arogancji czy zwykłego zdziczenia w sferze publicznej rodzą się najczęściej w internecie. Mamy do czynienia z paradoksem: trudno w Polsce zorganizować uliczną manifestację za lub przeciwko jakiejś ustawie, za lub przeciwko jakiemuś zjawisku, w której wzięłoby udział więcej niż tysiąc osób. Tymczasem dzięki internetowi organizowane są poważne i chwalebne akcje społeczne, gromadzące bez problemu po kilkanaście tysięcy zwolenników. I są dużo skuteczniejsze niż nagłaśniane w mediach pikiety przed budynkiem Sejmu czy kancelarią premiera. Począwszy od spraw z pozoru błahych, jak brak orzełka na koszulkach piłkarskiej reprezentacji Polski, po kwestie fundamentalne, jak walka z pornografią czy obrona życia poczętego.

Większość tych organizacji wywiera presję na władze lokalne i państwowe, na media oraz biznes, niemal wyłącznie za pośrednictwem cyberprzestrzeni. Nie mają oszklonych biur w centrum stolicy ani samochodów służbowych, nie wydają biuletynów, nie drukują ulotek. Nie agitują na ulicach miast. Potrzebują jedynie dostępu do sieci. Mobilizują ludzi, popychając ich do działań, które nie zabierają zbyt wiele czasu, niewiele kosztują, a przynoszą często wspaniałe efekty.

To ogromne morze komunikacji jest więc nam potrzebne. Pod warunkiem, że nauczymy się w nim pływać.

Morze komunikacji
Marek Magierowski

urodzony 12 lutego 1971 r. w Bystrzycy Kłodzkiej – iberysta, absolwent hispanistyki na UAM, dziennikarz prasowy, polityk i dyplomata, ambasador RP w Izraelu (25.06.2018 - 07.11.2021), ambasador RP w Stanach Zjednoczonych (od 23.11.2021r.)....