Czuwajcie!

Czuwajcie!

Oferta specjalna -25%

Dzieje Apostolskie

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Sensem adwentu jest m.in. wewnętrzna przemiana naszej tęsknoty. Zamiast rozpraszać ją na tysiące niepotrzebnych spraw, teraz uczymy się tęsknić za Nim, który jest wielkim Utęsknionym.

,,Dobrze spałeś?” – pytamy uprzejmie, kiedy spotykamy się rano. Wieczorem natomiast nigdy nie pytamy: ,,Czy dobrze czuwałeś?”. Spanie wydaje się nam najwidoczniej ważniejsze od czuwania. Jednak Jezus mówi: „Czuwajcie!” (Mt 24,42). Co rozumie przez te słowa?

Nie spać

Czuwać znaczy w pierwszm rzędzie „nie spać”. Kontrast między czuwaniem a spaniem chyba najwyraźniej jest widoczny w Getsemani, gdzie Jezus stacza swoją ostatnią walkę (greckie słowo agonia oznacza walkę), a w tym czasie uczniowie śpią. Nawet Jego powtórne ostrzeżenia nie są w stanie sprawić, aby czuwali. Już na Górze Przemienienia uczniowie pokazali, że pilniejsi byli w spaniu niż w czuwaniu. „Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli znużeni” – pisze św. Łukasz (9,32). Może dziwimy się „jakże oni mogli spać, kiedy coś tak wielkiego dokonywało się na Górze?”. Jednak Eucharystia jest czymś o wiele większym niż tamto przemienienie Jezusa; a czy mamy odwagę twierdzić, że zawsze podczas mszy świętej jesteśmy bardzo trzeźwi? Czy ospałość uczniów nie jest czymś, co jest niestety odwiecznie na czasie? Czy nasze życie często nie jest nacechowane ospałością i zmęczeniem, nieobecnością i brakiem uwagi? Czy odważylibyśmy się powtórzyć za psalmistą: ,,Moja dusza zawżdy w rękach moich” (Ps 119,109 według przekładu ks. J. Wujka). Innymi słowy: czy rzeczywiście w nasze życie wkładamy wszystko, co możemy? Czy raczej żyjemy w jakimś półśnie? Czy nie jesteśmy bardziej podobni do kładących się spać niż do biegaczy, o których mówi św. Paweł: tych, którzy biegną, aby otrzymać nagrodę (1 Kor 9,24)?

Czuwanie, obecność, świadomość, uwaga, to one powinny znamionować nasze życie. Święty Jan od Krzyża opisuje modlitwę kontemplacyjną jako miłosną „uwagę”. To naprawdę nie jest żaden stan ospałości. Istnieje trzeźwa uwaga. Jeżeli tak trudno nam być „uważnym” na modlitwie, to chyba dzieje się tak dlatego, że nigdy naprawdę nie jesteśmy uważni. Nic dziwnego, że brak nam koncentracji na modlitwie, jeżeli żyjemy rozproszeni. Byłoby wielkim wyczynem z naszej strony, gdybyśmy teraz, w okresie adwentu, często przypominali sobie wezwanie Jezusa: „Czuwajcie!” i byli Jemu posłuszni. Nie bądźmy marionetkami i nie dajmy się prowadzić wszystkiemu, co przypadkowo znajdzie się na naszej drodze. Mamy być odpowiedzialni, otrzymaliśmy zadanie. Chodzi o to, by czuwać, a nie poddawać się ociężałości czy gnuśności. Obyśmy w czasie tego adwentu często potrafili słuchać Jezusa mówiącego do nas: „Czuwajcie!”.

Być dyspozycyjnym

Po drugie: czuwać, znaczy być dyspozycyjnym, trwać w gotowości. Jeśli czuwamy, to nie dla samego czuwania, ale dla określonego zadania. Czuwamy, aby spotkać Boga, gdy przyjdzie, aby przyjąć to zadanie, które zechce nam powierzyć. „Spójrz, oto jestem” – mówi ten, kto jest dyspozycyjny. Tak mówią Samuel i Izajasz, kiedy Bóg ich wzywa. Oto ja służebnica Pańska – mówi najbardziej dyspozycyjna spośród wszystkich ludzi, Ta, na którą Kościół w tych dniach kieruje szczególną uwagę. We wnętrzu człowieka dyspozycyjnego jest miejsce, on może przyjmować innych. Jest w nim miejsce na smutki i radości drugich ludzi. Stosunkowo łatwo potrafimy rozpoznać, czy dany człowiek jest dyspozycyjny, czy nie, czy może stać się naszym domem, czy jest zamknięty. Przeciwieństwem dyspozycyjności jest zajmowanie się sobą. To bardzo sugestywne określenie! U takich ludzi na drzwiach zawsze wisi kartka z informacją: zajęte. Kartka tego nie mówi, ale wszyscy rozumieją, że dana osoba jest zajęta sobą. Może sami, nie wiedząc o tym, wywieszamy taką kartkę?

Tacy, jacy jesteśmy w relacjach międzyludzkich, jesteśmy też wobec Boga: dyspozycyjni albo zajęci sobą, otwarci albo zamknięci. Bóg przyjdzie do nas nie tylko w dniu ostatecznym, przychodzi nie tylko na Boże Narodzenie czy podczas Eucharystii, ale w każdej chwili. On jest zawsze przychodzącym. Czy zawsze albo prawie zawsze nie jesteśmy zajęci sobą? Tracimy wówczas tę radość, jaką Bóg chce z nami dzielić, pozwalając nam uczestniczyć w swoim dziele ratowania świata. W Apokalipsie czytamy, że Kościół w Sardes otrzymał wielkie ostrzeżenie, ponieważ nie był dyspozycyjny i nie troszczył się o to, że Pan może w każdej chwili przybyć: „Stań się czujnym… Jeśli więc czuwać nie będziesz, przyjdę jak złodziej i nie poznasz, o której godzinie przyjdę do ciebie” (Ap 3,2–3).

Tęsknić

Po trzecie: czuwać znaczy tęsknić. W buddyzmie najwyższa doskonałość polega na wyzbyciu się tęsknoty. W chrześcijaństwie jest odwrotnie. Tutaj tęsknota jest święta. Chrześcijanin jest przecież napełniony Duchem Świętym, a Duch jest strumieniem, prądem. On pociąga Ojca ku Synowi, a Syna ku Ojcu, On nas pociąga ku sobie nawzajem, aby nas uczynić jednym. Biblia nigdy nie mówi nam, byśmy nie mieli tęsknić. Cudowne obrazy, jakimi się posługuje, pokazują, że na serio traktuje naturalną tęsknotę stworzenia i ludzi: „Jak łania pragnie wody ze strumieni” (Ps 42,2), „Jak oczy sług są zwrócone na ręce ich panów, tak oczy nasze ku Panu Bogu naszemu” (Ps 123,2), „Dusza moja oczekuje Pana bardziej niż strażnicy poranka” (Ps 130,6). Bóg nie odwołuje, ale integruje. Stworzył nas jako istoty stęsknione. Nigdy nie jest błędem tęsknić, bylebyśmy tęsknili za prawdziwymi bogactwami. W okresie adwentu nasza tęsknota pogłębia się i równocześnie skupia we właściwym kierunku. Słychać nieustanne powtarzanie, że Pan przychodzi, a Kościół niestrudzenie mówi: Przyjdź!

Sensem adwentu jest m.in. wewnętrzna przemiana naszej tęsknoty. Zamiast rozpraszać ją na tysiące niepotrzebnych spraw, teraz uczymy się tęsknić za Nim, który jest wielkim Utęsknionym, Tym, który sam może wypełnić przepaść naszej tęsknoty. Zamiast rozdrabniać się na wiele różnych strumyków, które wchłonie piach, nasza tęsknota powinna tworzyć szeroki i silny potok, który zmierza wprost do Boga. „Kogo prócz Ciebie mam w niebie? Gdy jestem z Tobą, nie cieszy mnie ziemia” (Ps 73,25). Przez liturgię adwentu przepływa nieopisany strumień. Bóg nas przywołuje. „Spójrz, oto przychodzę” – mówi (Ap 12,20). „A Duch i Oblubienica mówią: »Przyjdź!«. A kto słyszy, niech powie: »Przyjdź!«. I kto odczuwa pragnienie, niech przyjdzie, kto chce, niech wody życia darmo zaczerpnie” (Ap 22,17). Łaską adwentu jest to, że stwarza w nas nową uwagę, która sprawia, że stajemy się dyspozycyjni wobec przychodzącego Pana i pełni tęsknoty, aby coraz częściej przychodził. Tu nie chodzi o spekulacje wokół dnia ostatecznego, kiedy i w jaki sposób Jezus powróci. Najlepszym sposobem przygotowania się na ten dzień jest być teraz tak tęsknie otwartym, że On zawsze będzie mógł w nas wejść.

Najcudowniejsze jest to, że On zawsze tego chce.

przeł. Justyna Iwaszkiewicz

W drodze

...

Czuwajcie!
Wilfrid Stinissen OCD

(ur. 10 stycznia 1927 r. w Antwerpii, Belgia – zm. 30 listopada 2013 r. w Tågarp, Szwecja) – belgijski karmelita bosy, doktor filozofii, współzałożyciel klasztoru w szwedzkim Norabby, znany w całej Skandynawii rekolekcjonista, ważna postać nie tylko szwedzkiego chrześcijańst...