fot. peter bucks

Kołysanka dla prasujących

Przypuszczam, że każdy je ma – swoje talizmany, kołysanki, zaklęcia. Takie przedmioty, czynności albo rytuały, które przynoszą naraz radość, otuchę i schronienie. Niewielkie zaułki czasu, w których jesteśmy otuleni filtrem przyjemności niby kocykiem chroniącym przed ostrymi krawędziami realu. To może się wydarzać w drodze do pracy, przy prasowaniu koszul lub w czasie tych kilku minut między położeniem głowy na poduszce a zaśnięciem. To mogą być mgnienia, a jednak czekamy na nie jak na największą frajdę, jak na błysk. Jedni mają szydełkowanie, inni obracanie w palcach kasztana wepchniętego do kieszeni płaszcza albo rozwiązywanie krzyżówki.

Moim zaklęciem są audiobooki. Uwielbiam słuchać, kiedy ktoś mi czyta. Czuję niemal fizycznie, jak opowieść wpływa do mojego umysłu, rozlewa się między neuronami, ożywia łączące je ścieżki, przywołuje wspomnienia, budzi wyobraźnię, miksuje światy realne i zmyślone. I sprawia, że jestem trochę tu, a trochę tam. Spaceruję z psem po niepięknych trawnikach warszawskiego Grochowa, ale też stoję właśnie z Zygmuntem Baumanem w auli uniwersytetu we Wrocławiu i słucham obelg rzucanych przez młodych faszystów. To pierwsza z dwudziestu jeden scen z jego życia, które poznam dzięki biografii Artura Domosławskiego. Kolejne przeżyję, prowadząc samochód, ocierając z kurzu figurki zwiezione z różnych stron świata oraz porządkując stare rachunki. Domosławskiemu zawdzi

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 06, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść