fot. bernard hermant

W Polsce nie tyle ludzie odchodzą od Kościoła, ile Kościół odchodzi od ludzi. A największym problemem nie jest niewierność świeckich wobec hierarchów, ale niewierność biskupów wobec ludu Bożego.

W obliczu kryzysu, z jakim się obecnie mierzy polski Kościół, pytanie o potrzebę synodu wydaje się retoryczne. Niewątpliwie konieczna jest głęboka dyskusja na temat chorób dręczących polski katolicyzm, a także podjęcie próby ich wyleczenia.

Wbrew pozorom odpowiedź nie jest jednak oczywista. Gdyby bowiem dzisiaj Episkopat Polski zwołał synod plenarny, mógłby się on okazać prawdziwym nieszczęściem. Ani biskupi, ani świeccy nie są bowiem przygotowani do dokonania odnowy w Kościele. Pozorowane obrady poprzedzone fikcyjnymi konsultacjami zakończyłyby się uchwaleniem pięknie brzmiących, ale jałowych intelektualnie i duchowo dokumentów. Ich pobożna retoryka przykrywałaby jedynie proces konserwowania obecnej rzeczywistości, a jednocześnie pozwalała hierarchom na odparcie zarzutów, że w obliczu kryzysu chowają głowę w piasek.

Nie znaczy to, że synod nie jest potrzebny. Jednak zanim zostanie zwołany, musi nastąpić przewrót kopernikański we wzajemnym podejściu biskupów i wiernych. Ci pierwsi muszą dostrzec w laikacie rzeczywistych partnerów i dopuścić do głosu te grupy katoliczek i katolików, które są w Kościele wykluczone lub pozbawione widoczności. Ci drudzy – uznać swoją podmiotowość i zrozumieć, że serwilizm nie jest jedyną formą relacji z Episkopatem. Wierni, którzy dotąd milczeli, powinni z kolei zacząć głośno mówić o tym, co im się w funkcjonowaniu Kościoła nie podoba – i robić to z pozycji wewnątrzkościelnych, a nie zewnętrznego komentatora. Innymi słowy – żeby synod miał sens, musiałby mieć charakter eklezjalny i obradować w oparciu o prawdziwą łączność biskupów z ludem Bożym (i odwrotnie). Dziś tej łączności nie ma, nie ma więc w polskim Kościele

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Kup miesięcznik W drodze 2021, nr 06, a przeczytasz cały numer

|
Wyczyść