Pytanie Boga
Ta zbrodnia ma wiele oblicz. 129 osób zabitych. Ponad 350 rannych, z tego wielu walczy o życie. To bilans tragiczny, ale nie ostateczny, a co więcej, straty miały być jeszcze dotkliwsze. Kamikadze planowali wejście na Stade de France, gdzie rozgrywany był mecz towarzyski w piłce nożnej Francja – Niemcy. Mieli zdetonować bomby, zabić widzów, którzy byli w pobliżu, sprowokować paniczną ucieczkę pozostałych przy życiu, po to, by ich zamordować, gdy znajdą się na zewnątrz – bo wtedy ładunki odpalą czyhający przed stadionem terroryści.
To tylko opis tego, co się wydarzyło i co miało się stać według morderczego scenariusza. Ale jest jeszcze wiele innych aspektów tej masakry. Na przykład psychologiczny. Jak to się dzieje, że młodzi ludzie zabijają, i to jeszcze tak, żeby ofiar było jak najwięcej. A przecież zabójcy wychowani są w republikańskich tradycjach szkoły francuskiej czy w Belgii, która stała się europejskim zapleczem islamskiego terroryzmu. To materiał na kilka rozprawek doktorskich socjologów społecznych, którzy będą próbowali odpowiedzieć na pytanie o skuteczność indoktrynacji radykalnych ideologów dżihadu. Jeśli naukowcom uda się znaleźć do tego klucz, będzie to skuteczniejsza walka z terroryzmem niż naloty na pozycje Państwa Islamskiego w Syrii i w Iraku, bo wtedy będzie można sięgnąć do korzeni zjawiska. Chwasty można kosić, ale lepiej je wyrywać z gleby.
To jednak można zrobić tylko wtedy, gdy odpowie się na pytanie, w jaki sposób ideologia morderców tak łatwo trafia do serc i mózgów młodych ludzi, skądinąd przyzwyczajonych do europejskich wartości demokracji i świata Zachodu. Strój, krok, broń w dłoni – to oczywiście są i zawsze były atrybuty porywające adeptów hitleryzmu, stalinizmu i innych totalitaryzmów. Uniform powoduje, że – z jednej strony – człowiek traci poczucie indywidualizmu, odrębności osobowości, a z drugiej – dzięki temu łatwiej nim manipulować.
Francuscy policjanci z brygady antyterrorystycznej, którzy rozprawiali się z zabójcami w teatrze Bataclan (tam zginęło 89 osób) przyznają, że z taką lodowatą bezwzględnością, z tak morderczym chłodem zabójców jeszcze się nie spotkali, a przecież są to ludzie świetnie wyszkoleni, którzy w niejednej dramatycznej sytuacji przyglądali się zbrodniarzom różnego kalibru. Tyle tylko, że policjanci są szkoleni przez system wartości chrześcijańsko-demokratycznych, a dżihadyści w fanatyzmie, którego celem jest wypranie duszy człowieka z wszelkich emocji, stworzenie z niego robota. Przeznaczeniem zaś robota jest śmierć: własna i tych, którzy chcieliby żyć. Bo islamista zasłaniający się Koranem nienawidzi życia.
I tu pojawia się kolejny aspekt – religijny. Kultura islamu miała wspaniałych filozofów, lekarzy, poetów, artystów, budowniczych. I nagle, kilkaset lat temu, stanęła w miejscu. Zasnęła. Obudziła się po wiekach i się zaczęło. Sunnici wzięli się za łby z szyitami, dołożyli się do tego saudyjscy wahabici, a wszystko przez dowolność interpretacji świętych ksiąg islamu. I tylko jednego można być pewnym – mordercy z Paryża, tak jak i fotografujący się z Koranem w dłoni mózg całej operacji, Belg Abdelhamid Abaaoud, nie mają wielkiego pojęcia o treściach zawartych w słowach proroka.
I dochodzimy do kolejnego punktu – umiejętności manipulowania ludźmi, w oparciu o ich znikomą wiedzę i emocje podsycane wielkimi hasłami. Zamachy i reakcja Francji oraz naloty na pozycje Państwa Islamskiego w Syrii sprawiły, że zmienił się układ na politycznych salonach świata. Wypchnięty do przedpokoju w związku z interwencją Rosji na Ukrainie Władimir Putin powrócił w roli rozmówcy, z którym trzeba się liczyć. Padają pytania, czy może warto przeprosić się z Baszirem al-Asadem, bo to wprawdzie morderca, despota i dyktator, ale jednak takiej ręki potrzeba na islamski żywioł, który rozszalał się w Syrii. Jedno jest optymistyczne. W egzystencji człowieka i narodu są chwile dramatyczne, a mimo to istota ludzka potrafi się podnieść z knock-outu i wierzy, że będzie lepiej, że nie wolno się poddać tym, którzy sieją lęk i zgrozę. Wiara. Nadzieja. Miłość. To jedyna szansa człowieka, by znów zaroiło się od radosnych ludzi w paryskich kafejkach.
Oceń