Ich problem stał się naszym problemem
fot. jo jo / UNSPLASH.COM

Ich problem stał się naszym problemem

Do tej pory w ramach Unii Europejskiej ustalano kwoty dotyczące eksportu malin, jabłek, jajek, kurczaków, a teraz dzielimy się kwotami dotyczącymi ludzi: my wam damy 70 tysięcy uchodźców, a wy, w zamian za ich przyjęcie, otrzymacie określone ulgi.

Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP: Kilka tygodni temu mówił pan profesor, że bardzo niedobrze się stało, iż temat uchodźców przypadł na czas kampanii wyborczej w naszym kraju. Jesteśmy już po wyborach. Czy jest szansa na to, że teraz o uchodźcach zaczniemy rozmawiać inaczej?

prof. Adam Daniel Rotfeld: Mam taką nadzieję. Problem uchodźców został włączony do debaty wewnętrznej w Polsce i potraktowany w sposób emocjonalny, podczas gdy ta sprawa wymaga podejścia bardzo racjonalnego. Pozwolę sobie w tym miejscu na małą dygresję.

W 1994 roku jako przedstawiciel Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) w Sztokholmie zostałem zaproszony na symulacyjne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ, które było częścią scenariusza w ramach ćwiczeń amerykańskiej floty. Scenariusz zakładał, że z Afryki Północnej setki tysięcy, a nawet miliony ludzi próbują się przedostać do Europy. Rada Bezpieczeństwa miała podjąć stosowną decyzję i zwrócić się do floty amerykańskiej na Morzu Śródziemnym, by ta przeprowadziła akcję, która zapobiegnie katastrofie humanitarnej.

Kiedy przeczytałem scenariusz, pomyślałem, że to wytwór wyobraźni autora, który pisze powieści oparte na fikcji politycznej. Bo przecież ludzie nie przedostaną się kajakiem albo łódką przez morze. Minęło zaledwie dwadzieścia lat i to, co wydawało się niemożliwe, stało się codziennością. Uchodźcy ryzykują życie i docierają do wielu państw europejskich – na Maltę, do Włoch, Grecji, Chorwacji, Serbii i Francji. Płyną przez morze, bo są zagrożeni lub szukają dla siebie lepszego, bezpiecznego życia. Wielu z nich ginie. A politycy nie wiedzą, jak rozwiązać ten problem.

Dlaczego?

Ponad 10 lat temu Ryszard Kapuściński w swoim wykładzie Powinności obywateli świata wielokulturowego zwracał uwagę, że w latach 60. ubiegłego wieku różnica między 20 procentami ludzi żyjących najlepiej i 20 procentami ludzi żyjących najgorzej na świecie była trzydziestokrotna. Trzydzieści lat później ta rozpiętość była już osiemdziesięciodwukrotna. Dziś ta różnica jest stukrotna! Z tego faktu politycy powinni wyciągać wnioski. To nie jest wyzwanie natury ekonomicznej czy społecznej. Jest to wyzwanie dla bezpieczeństwa globalnego. To nie jest konflikt między cywilizacjami. To konflikt między biedą a bogactwem. Kapuściński postulował, aby świat bogaty choćby cząstkę swego bogactwa przeznaczył na zapobieżenie katastrofie humanitarnej.

Jego myślenia nie podzielali politycy.

Bo nie są mężami stanu na miarę wyzwań, jakie stoją przed nimi. Mówię o tym ze smutkiem. Ludzie, którzy rządzą naszymi krajami w bogatej części świata, są na ogół dobrze wykształceni, na wysokim poziomie zawodowego przygotowania. Jednak od mężów stanu oczekuje się czegoś więcej. To nie są przywódcy, którzy byliby w stanie rozpoznać właściwe zagrożenia, zaproponować rozwiązania i próbować je realizować. Nawet gdyby miało to im przes

Zostało Ci jeszcze 85% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się