Felieton językoznawczy

Felieton językoznawczy

, 0 recenzji

No! Już po wyborach, to mogę sobie pozwolić na refleksję językoznawczą i nie zostanę posądzony o to, że mieszam się do kampanii wyborczej. Zapyta ktoś: A jaki jest związek między polityką a językoznawstwem? Otóż, szanowni państwo, jest, i to niemały. I wcale nie mam na myśli Józefa Stalina, który zwany był „Wielkim Językoznawcą”, a ten, kto drwił sobie z tytułu wodza, narażał się na poważne konsekwencje – powiedzmy – polityczne. Kwestię, o którą mi chodzi, można by też rozważać od strony nauki o tzw. tradycji ustnej czy też – trywializując problem – z punktu widzenia zabawy w głuchy telefon.

Zaczęło się od prałata Zbigniewa Suchego, który dzień po smoleńskiej katastrofie wygłosił w przemyskiej katedrze patetyczne kazanie. Stwierdził w nim m.in.: „To się mogło zdarzyć w środę, zdarzyło się wczoraj. To był ten kwiat polskiej inteligencji, to były te elity, które miały zasilić swą krwią ziemię smoleńską, by ofiara katyńska sprzed lat nie została zapomniana”. Przypomnijmy, że w środę do Katynia leciał premier Donald Tusk. Cóż zatem oznaczają słowa księdza Suchego? Na czele jednej ze szkół interpretacyjnych mowy prałata z Przemyśla stanął Andrzej Wajda, który w wywiadzie dla „Polityki” stwierdził, że „jeden z biskupów w swojej chrześcijańskiej dobroci powiedział wiernym, że skoro już musiało dojść do katastrofy, to mógł spaść samolot 7 kwietnia, z premierem na pokładzie”. W innych, podobnych wypowiedziach, w kontekście wyborów, Wajda przypisał ów żal, że nie zabił się premier, biskupowi przemyskiemu, a następnie – „poprawiając się” – biskupowi kieleckiemu.

Przeciwko wypowiedziom Wajdy zaprotestowała Akcja Katolicka, która w liście do Bronisława Komorowskiego napisała m.in.: „Pan reżyser, […] w ramach kampanii wyborczej prowadzonej na rzecz Pana Marszałka insynuował, że Ks. Arcybiskup – w kontekście katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem – wypowiedział słowa, które w rzeczywistości nigdy nie padły z jego ust”. Akcja Katolicka zwróciła się z prośbą, „aby Pan Marszałek spowodował odwołanie przez p. Andrzeja Wajdę oszczerstwa, które rzucił on pod adresem Ks. Arcybiskupa Józefa Michalika i publicznie przeprosił go za wyrządzoną mu krzywdę”. Protest wyraziła też kuria przemyska, która w specjalnym oświadczeniu stwierdza, że insynuacje Wajdy, powielane przez stacje telewizyjne i portale internetowe, „jakoby biskup przemyski miał powiedzieć, iż żałuje, «że w Katyniu nie spadł samolot rządowy, ale 7 kwietnia»”, są nieprawdziwe i naruszają dobre imię biskupa.

Przyjaciele i zwolennicy „językoznawcy” Wajdy zlekceważyli powyższe oświadczenia. Małgorzata Kidawa-Błońska, rzecznik sztabu wyborczego PO, powiedziała w „Sygnałach Dnia”, że rozumie ostre wypowiedzi Wajdy, gdyż przecież niektórzy wyrażali sądy, że to samolot z delegacją rządową powinien był się rozbić pod Smoleńskiem, a nie samolot prezydencki. Środowisko „Gazety Wyborczej” pośpieszyło z pomocą oskarżanemu o oszczerstwo reżyserowi: „Andrzej Wajda się pomylił, kiedy zarzucił niegodną wypowiedź przemyskiemu biskupowi. Ale nie zmienia to faktu, że takie słowa padły z ust człowieka Kościoła, przemyskiego prałata”. Zdaniem dziennikarki „GW”, „Przydałby się drugi komunikat kurii przemyskiej: odcinający się od wypowiedzi prałata Suchego – niegodnej przecież ludzi Kościoła”.

Wysłuchałem w Internecie całego kazania ks. Suchego. Kilka razy przesłuchałem też drugi fragment, w którym pada interpretowane zdanie: „To mogło się wydarzyć w środę. Ale metaforyczne w środę: «te oczodoły wołają o prawdę» premiera polskiego rządu wywołały zachwyt” (trochę dla mnie niejasne).  Nie lubię, przyznam, takiego stylu kaznodziejstwa, ale nie wiem, na podstawie jakich przesłanek można twierdzić, że zdanie: „To mogło się wydarzyć w środę”, wyraża żal, że nie zabił się premier, tylko prezydent. Na podstawie czego można przypisać tak złe intencje kaznodziei? No cóż! Widocznie jestem z innej językoznawczej szkoły. Rozważając kontekst słów prałata, powiedziałbym, że wyraził on myśl, iż katastrofa mogła dotknąć każdego, że nasze życie jest kruche itd. Albo że Bóg przyjął ofiarę krwi najlepszych synów Polski i dlatego właśnie zginęli ci, a nie inni. Zresztą można by zapytać samego autora o sens jego wypowiedzi. Tylko że nikt się nie pofatygował. Od razu odsądzono go od czci i wiary, a przy okazji obrzucono wyborczym błotkiem dwóch biskupów. Kiedy podzieliłem się z pewnym znajomym moim oburzeniem, że tak się manipuluje słowami prałata, ten odpowiedział: „Tak mówisz, to jesteś PIS-owcem!”. I tu doznałem oświecenia. Nie warto się zastanawiać nad rzeczywistym sensem wypowiadanych słów. Opinia, czy prałat Suchy życzył śmierci premierowi, zależy od tego, kogo poparłeś w wyborach. I to jest podstawowe kryterium analizy obowiązującej w Polsce szkoły językoznawczej. Mam tylko nadzieję, że polscy bibliści nie przyjmą tego kryterium i w swoich biblijno-językoznawczych analizach nie będą się zastanawiać, czy dana interpretacja ewangelii służy bardziej jednej czy też drugiej partii. Może mimo wszystko uda się ocalić niepartyjne znaczenie słów, prawda będzie prawdą, a oszczerstwo oszczerstwem bez względu na to, która partia na tym zyskuje, a która traci.

Felieton językoznawczy
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....