Felieton językoznawczy

Felieton językoznawczy

No! Już po wyborach, to mogę sobie pozwolić na refleksję językoznawczą i nie zostanę posądzony o to, że mieszam się do kampanii wyborczej. Zapyta ktoś: A jaki jest związek między polityką a językoznawstwem? Otóż, szanowni państwo, jest, i to niemały. I wcale nie mam na myśli Józefa Stalina, który zwany był „Wielkim Językoznawcą”, a ten, kto drwił sobie z tytułu wodza, narażał się na poważne konsekwencje – powiedzmy – polityczne. Kwestię, o którą mi chodzi, można by też rozważać od strony nauki o tzw. tradycji ustnej czy też – trywializując problem – z punktu widzenia zabawy w głuchy telefon.

Zaczęło się od prałata Zbigniewa Suchego, który dzień po smoleńskiej katastrofie wygłosił w przemyskiej katedrze patetyczne kazanie. Stwierdził w nim m.in.: „To się mogło zdarzyć w środę, zdarzyło się wczoraj. To był ten kwiat polskiej inteligencji, to były te elity, które miały zasilić swą krwią ziemię smoleńską, by ofiara katyńska sprzed lat nie została zapomniana”. Przypomnijmy, że w środę do Katynia leciał premier Donald Tusk. Cóż zatem oznaczają słowa księdza Suchego? Na czele jednej ze szkół interpretacyjnych mowy prałata z Przemyśla stanął Andrzej Wajda, który w wywiadzie dla „Polityki” stwierdził, że „jeden z biskupów w swojej chrześcijańskiej dobroci powiedział wiernym, że skoro już musiało dojść do katastrof

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się