Pan od wakacji

Gdy jestem u celu mojej podróży, lubię usiąść w kafejce, zamówić kawę czy karafkę wina i patrzeć, jak się zachowują ludzie, słuchać, jak mówią?

Katarzyna Kolska: Kiedy zacząłeś myśleć o sobie jako o podróżniku?

Tomasz Królikiewicz: Nie jestem pewien, czy określenie to w odniesieniu do mojej osoby jest właściwe. Bo dla mnie podróżnik to ktoś, kto wyrusza na Grenlandię, wsiada tam w nadmuchiwany kajak i spływa rzeką. A ja jestem podróżnikiem miejsko-obyczajowo-towarzyskim, który lubi zwiedzać niekoniecznie najbardziej odległe zakątki świata. Gdybym miał wybierać między odwiedzeniem Toskanii a wyprawą w Andy, zdecydowanie wybrałbym Toskanię.

Skąd ta pasja?

Pierwsze podróże odbywałem z rodzicami jako dziecko. Bardzo dużo jeździliśmy. Pakowaliśmy się o czwartej rano do syrenki i ruszaliśmy w Polskę, a potem nawet trochę dalej – na przykład do Jugosławii.

Gdy byłem w liceum, zacząłem podróżować sam – głównie autostopem. A na studiach poznawałem Europę. Symbolem odzyskania przez Polskę wolności w 1989 roku było dla mnie to, że paszport mogłem od tej chwili trzymać w szufladzie w domu.

Często jeździsz po świecie?

Często, ale ostatnio ten świat ogranicza się do Europy. Kiedyś gnało mnie gdzieś dalej, choćby do Chin, co jest oczywiście ciekawe, fascynujące. Ale od jakiegoś czasu wolimy z żoną jeździć do krajów, które niekoniecznie leżą daleko, ale za to są bardzo piękne. I bardzo mi to odpowiada.

Trafiłeś w takie miejsce, o którym pomyślałeś: tu mógłbym się przeprowadzić i spędzić resztę życia?

Takie przeprowadzki łatwo się robi w myślach, w marzeniach, bo jesteśmy zauroczeni pięknem jakiegoś miejsca, które poznaliśmy jako turyści. Inaczej z pewnością ono wygląda, gdy z turysty trzeba stać się tubylcem. Wtedy tę wakacyjną odświętność może trochę przesłonić tubylcza codzienność. Ale nie ukrywam, że od czasu do czasu robię takie wyimaginowane przeprowadzki i czasami żałuję, że nie wyjechałem na Korsykę. Może jeszcze kiedyś to zrobię.

Dlaczego właśnie tam? Klimat, ludzie, piękne krajobrazy?

Wszystko razem. I klimat, którzy tworzą ludzie, i piękno miejsca, i krajobrazy. To wyjątkowe miejsce w Europie. Proszę się przekonać.

Skąd w nas jest taka potrzeba, by zadać sobie trud, spakować walizki, plecaki, zostawić własny dom i ruszać w nieznane?

Bierze się ona stąd, że chcemy coś nowego poznać, choć, tak jak mówisz, jest to związane z jakimś trudem, a niejednokrotnie z ogromnym stresem – sam to przeżywam. Wiem, jak reagują mężczyźni, wiem, jak przeżywają to kobiety. I z tego powodu ludzie mniej podróżują. Opuszczanie rodzinnego domu wcale nie jest proste, burzy nasz układ, nasz spokój i zawsze można znaleźć jakiś pretekst, by w ostatniej chwili z wyjazdu zrezygnować.

Może w tym naszym podróżowaniu jest trochę snobizmu – można się potem pochwalić znajomym: Byłem tu, byłem tam…

Tak jak w piosence: „Byłem w Ryjo, byłem w Bajo…”. Każdy snobizm w normalnych dawkach nie jest niczym złym. Fajnie, jeśli w trakcie wyjazdu wybierzemy się na zupełnie niecodzienny koncert, np. w ruinach Pompei. Taki snobizm popieram i pochwalam.

Nie denerwuje cię to, że pokazujemy dzieciom Egipt, Turcję czy Tunezję, a one nigdy nie moczyły nóg w polskim morzu, nie włóczyły się po polskich górach, nie widziały Krakowa, Warszawy ani mazurskich jezior?

Jeśli ktoś jest mądrym, ciekawym świata człowiekiem, to pojedzie i w Tarty, i do Tunezji. Choć tak, jak odradzam wielu osobom odwiedzanie Wenecji w lipcu czy sierpniu, tak samo odradzam chodzenie w tym samym czasie po Tatrach, bo bycie w tłumie, w którym jeden człowiek depcze drugiemu po piętach nie jest przyjemne – ani we Włoszech, ani w Polsce.

Dla jednych odpoczynek to leżenie na plaży, włóczenie się po kawiarenkach, rozkoszowanie się klimatem miasta, dla innych bieganie po muzeach, zwiedzanie zabytków do upadłego. Który sposób spędzania wolnego czasu jest ci bliższy?

Nie ma reguły: czasami biegam po muzeach, oglądam wystawy, zwiedzam jak szalony, a innym razem byczę się na plaży. W czasie wakacji niezwykle istotne jest nie tylko to, dokąd się jedzie, ale także to, z kim się jedzie, bo może się zdarzyć, że przez nasze różne upodobania co do spędzania wolnego czasu poróżnimy się z najlepszymi przyjaciółmi. Dlatego, nim gdziekolwiek wyruszymy razem, warto porozmawiać o swoich oczekiwaniach, potrzebach, o tym, co chcemy robić. Inaczej nasze wakacje będą wyglądać, gdy mamy małe dzieci, zupełnie inaczej można zaplanować wyjazd z dziećmi starszymi, a jeszcze inaczej w gronie dorosłych. O tym nie wolno zapominać.

Jak powinna wyglądać twoja wymarzona podróż?

Moja wymarzona podróż to przemieszczanie się bez celu, bez zobowiązań, bez ograniczeń, trochę w ciemno. Hoteli i pensjonatów jest dziś bez liku, więc znalezienie wolnego miejsca nie jest problemem. A gdy jestem już na miejscu, lubię usiąść w kafejce, zamówić kawę czy karafkę wina i patrzeć, jak się zachowują ludzie, słuchać, jak mówią – po francusku, portugalsku, walijsku. Nie zawsze ich rozumiem, ale to nie ma znaczenia. Może to i lepiej…

Ty swoją pasję w którymś momencie życia zamieniłeś w pracę. Organizujesz ludziom wakacje. To chyba przyjemne?

Bardzo przyjemne, zwłaszcza gdy ludzie wracają zadowoleni i mówią, że miło i ciekawie spędzili urlop. A to jest dla mnie najważniejsze.

Jesteś konkurencją dla biur turystycznych?

Broń Boże, mam małą, jednoosobową firmę, która próbuje spełniać czyjeś wakacyjne marzenia. Różnica między tym, co proponuję, a ofertą biur podróży polega na tym, że dostosowuję się do oczekiwań moich klientów, w wypadku biur turystycznych klienci muszą się dopasować do tego, co proponuje organizator wakacji.

Jak to wygląda? Dzwoni do ciebie człowiek i mówi: Proszę pana, mam dwa tygodnie urlopu, chciałbym pojechać na wakacje, co mi pan może zaproponować?

Mniej więcej tak. Zazwyczaj jeszcze określa, czy chce pojechać w góry, czy nad morze, czy sam, z rodziną czy z przyjaciółmi, czy woli podróż samochodem, czy samolotem. Ja patrzę mu przez telefon głęboko w oczy, sprawdzam, czy jest osobą decydującą w grupie, czy jest mózgiem tej wyprawy, wsłuchuję się w jego potrzeby i najlepiej, jak umiem, staram się je zrealizować.

Ktoś mówi na przykład: Chcę odwiedzić Toskanię. A ja odpowiadam: Proszę bardzo, i szukam mu taniego, dobrego przelotu lub przejazdu, noclegu, sprawdzam, ile kosztuje wynajęcie samochodu na miejscu. Ale jednocześnie sugeruję, że gdy już tam będzie, warto zobaczyć to i to, pójść tam i tam, wybrać się na jakiś koncert, wystawę czy do muzeum.

Czasami zdarza się, że zmieniam plany moich klientów: ktoś mówi, że chce jechać do Turcji, a ja sprawdzam, czy jest gotowy na odrobinę szaleństwa, i proponuję mu, żeby w tym samym czasie, ale za mniejsze pieniądze, pojechał w inne piękne miejsce, choćby do Portugalii albo do Maroka. W końcu Turcja nie zając, nie ucieknie, a teraz warto skorzystać z nadarzającej się okazji. Po powrocie okazuje się, że to był świetny pomysł i niezapomniany urlop.

Są i takie rozmowy, gdy już po kilku zdaniach zamienionych z moim rozmówcą wiem, że nie jestem w stanie zorganizować mu wakacji, z których on będzie zadowolony, gdyż jego i moje wyobrażenia o odpoczywaniu, podróżowaniu, zwiedzaniu świata są zupełnie inne. Wtedy uczciwie o tym mówię i sugeruję, by skorzystał z ofert biur podróży, bo one też proponują świetne wycieczki niejednokrotnie za całkiem niezłe pieniądze.

A my, Polacy, dokąd najbardziej lubimy podróżować?

O tym można przeczytać w gazetach, które odwołując się do rozmaitych statystyk, piszą, że najczęściej jeździmy tu czy tam. Co wcale nie znaczy, że to miejsce jest jakieś szczególnie piękne czy wyjątkowe. Jeździmy tam, bo ktoś nam wmówił, że właśnie tam jest taniej niż gdzie indziej. I my w to wierzymy, podążamy za jakimiś modami, medialnymi nowinkami.

Z moich obserwacji wynika, że mamy dużo fantazji, jeśli chodzi o podróżowanie, ale nie mamy jeszcze tylu pieniędzy, ile chcielibyśmy mieć.

Wakacje w Polsce też nie są tanie, do tego z pogodą bywa różnie. Może za te same pieniądze moglibyśmy pojechać gdzieś dalej?

Jeśli stać nas na wyjazd do Dziwnowa czy na Hel, to stać nas też na to, by pojechać w inne miejsca. Czasami warto zmienić plany i zamiast dwutygodniowych wakacji nad polskim morzem wybrać się na tydzień czy 10 dni w jakieś urocze miejsce w Europie.

A co z naszym kompleksem Polaka za granicą, którego nie stać na loda, na kawę…

To, na szczęście, już przeszłość. Wielu Polakom całkiem nieźle się powodzi – stać nas już na wiele innych atrakcji. Widać też, jak zmienił się stosunek obcokrajowców do polskich turystów. Pamiętam, jak protekcjonalnie jeszcze nie tak dawno byliśmy traktowani przez Austriaków, gdy jeździliśmy do nich na narty. Dziś jesteśmy przyjmowani tak samo, jak pozostali turyści – a gospodarze wręcz nam nadskakują.

Dokąd w tym roku wyślesz swoich klientów na letnie wakacje?

W najróżniejsze zakątki: na Lanzarote, do Toskanii, do Prowansji, do Chorwacji. Bardzo popularnym celem wyjazdów dla wielu Polaków stała się ostatnio Portugalia.

Bo szukają słońca i ciepła, którego u nas ostatnio jak na lekarstwo?

Nie tylko. Bo przeczytali coś ciekawego na temat tego kraju, bo znajomi im opowiadali, bo lubią muzykę, która stamtąd pochodzi. I myślą sobie: może bym tam pojechał?

A jeśli się przekonają, że to nie jest żaden kosmos finansowy, to mówią: a niech tam, jadę!

A pan od wakacji, dokąd pojedzie na wakacje?

Pan od wakacji nigdzie nie pojedzie, bo musi być na miejscu, by innym zorganizować urlop. Ale to nie znaczy, że nie odpoczywałem: w lutym byłem w Portugalii, w maju w Toskanii. Bardzo udane wyjazdy. Zachęcam ludzi, którzy mogą sobie na to pozwolić, by nie ograniczali swoich wakacji tylko do dwóch czy trzech letnich miesięcy. W listopadzie na Wyspach Kanaryjskich też jest bardzo przyjemnie.

Czego byś życzył ludziom, którzy wyruszają na wakacje?

Żeby mieli oczy i uszy szeroko otwarte. Wtedy można się przekonać, że na świecie jest tylu miłych, sympatycznych ludzi.


 

Pan od wakacji
Tomasz Królikiewicz

urodzony w 1961 r. – absolwent prawa, z zamiłowania podróżnik, ulubione cele podróży: Europa i Afryka Północna, prowadził blog panodwakacji.pl. W 1989 roku założył wydawnictwo Historia i Sztuka....

Pan od wakacji
Katarzyna Kolska

dziennikarka, redaktorka, od trzydziestu lat związana z mediami. Do Wydawnictwa W drodze trafiła w 2008 roku, jest zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „W drodze”. Napisała dziesiątki reportaży i tekstów publicystyc...