Dowartościować siebie

Dowartościować siebie

Gdy mówię pracoholikowi, że ma odpocząć, zatrzymać się i nic nie robić, to jest to zwykle zadanie, które w jego mniemaniu znajduje się zupełnie poza zasięgiem realizacji.

Roman Bielecki OP: Jesteśmy przemęczeni. Trudno o bardziej oczywiste stwierdzenie. Jednak reakcja na ten stan jest zaskakująco nieadekwatna: bywamy zdziwieni, zaskoczeni czy wręcz zdenerwowani. Próbujemy zmęczenie obejść, skanalizować. Dlaczego?

Rafał Bornus: Zmęczenie przeszkadza nam w funkcjonowaniu, w realizowaniu wpajanego nam od dzieciństwa modelu zachowań, kładącego nacisk na efektywność i wydajność. Traktujemy je podejrzliwie, gdyż straciliśmy zaufanie do mądrości własnego ciała. Sygnały, które w formie zmęczenia wysyła nam organizm, są przez nas odbierane jako wrogie i ograniczające nasz rozwój. Nie jesteśmy gotowi za nimi pójść. Dużo się słyszy o tym, że żyjemy dziś w kulturze ciała, a to nieprawda. Zachowujemy się dokładnie na odwrót, jakbyśmy ciała nie cenili. Gdy słyszymy, że ciało ma swoją mądrość, że warto go słuchać i z nim współpracować, nie traktujemy tego poważnie.

Czy właśnie dlatego próbujemy oszukać ciało za pomocą trzeciej kawy, kolejnego batonika, Red Bulla czy innych dopalaczy?

Myślę, że tak. I trzeba od razu dodać, że takie zachowanie jest szokiem dla organizmu, bo w sposób intensywny i pozbawiony umiaru stymuluje i pobudza go do pracy. Za takim traktowaniem siebie stoi przekonanie, że ciało przypomina maszynę, od której można wymagać coraz więcej i więcej, bezkarnie ją eksploatować i przy dostarczaniu odpowiednio dużej ilości paliwa oczekiwać spektakularnych efektów.

Przyszła do mnie kiedyś pacjentka z bardzo silną depresją. Po kilku sesjach okazało się, że za czasów studenckich trafiła na kurs, który pomagał ograniczyć ilość snu do trzech, czterech godzin na dobę. I przez ćwierć wieku tak funkcjonowała. Była aktywna i zaangażowana w rozmaite przedsięwzięcia. Potem nagle utraciła chęć robienia czegokolwiek. Potrzebowała kilku lat, żeby wrócić do wewnętrznej równowagi. Przytaczam tę historię, bo pokazuje ona, jak w sztuczny sposób narzucamy organizmowi nasze własne pomysły na to, jak powinien on funkcjonować. To, co nam się wydaje korzystne, często się kłóci z naturalnymi ograniczeniami ludzkiego ciała. Nie można oceniać własnego organizmu wyłącznie w kategoriach efektywności.

Dlaczego w takim razie tak mało odpoczywamy?

Bo to trudne. W wychowaniu powszechny jest model wymagania i rozliczania. Zakłada on ocenę siebie poprzez to, co wykonaliśmy. Przy takim spojrzeniu na życie odpoczynek jest definiowany jako „nicnierobienie”, a to źle się kojarzy. Często trafiają do mnie osoby, które są pracoholikami. Ludzie tacy, w chwili, gdy nie mają pracy albo dostępu do niej, nie potrafią się odnaleźć w życiu. Natychmiast myślą o tym, kiedy będą mogli wrócić do satysfakcjonującego ich działania zawodowego.

Czy taką sytuację można tłumaczyć jedynie stylem życia?

Tak, ale jest to także związane z przekonaniem, że „nicnierobienie” to marnowanie czasu. Wynika to z możliwości oferowanych nam dziś przez życie: na każdym kroku jesteśmy zachęcani do korzystania z wielu dobrych ścieżek samorealizacji i rozwoju. Każdy z nas ma nieograniczoną liczbę takich dróg dosłownie w zasięgu ręki. Wydaje się, że wystarczy po nie sięgnąć, nieco popracować i poświęcić trochę czasu, by uzyskać wymierny i satysfakcjonujący efekt. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę, że nie ze wszystkich okazji uda się nam skorzystać. Dlatego próbujemy połączyć kilka z nich w całość i wycisnąć z siebie maksymalnie dużo, aby zrealizować cele i zadania, które sobie stawiamy.

To swego rodzaju wewnętrzny imperatyw popychający nas do nieustannego działania. Wydaje nam się, że właśnie na tym polega życie. Jeśli nie skorzystamy z tych okazji, stracimy coś bardzo cennego. Taki sposób myślenia jest często przejawem nieliczenia się z samym sobą i sugerowania się sukcesami innych, którzy się poświęcili, zaangażowali, dali z siebie wszystko i do czegoś doszli. A my, co?!

Gdy słyszymy, że mielibyśmy „nic nie robić”, paradoksalnie pojawia się w nas pytanie, na czym miałoby to polegać?

Za „nicnierobieniem” kryje się ważna umiejętność bycia z samym sobą. Chodzi o obcowanie nie tylko z celami i zadaniami, które musimy wykonać, wypracować i osiągnąć, ale o spotkanie z własnymi przeżyciami i emocjami, naszym ciałem, refleksjami i myślami. Wiele osób tego nie potrafi, bo w szkole, na studiach, ale także później, choćby w korporacjach i dużych firmach, nasze funkcjonowanie ma charakter zadaniowy. Wiele osób świetnie się w tym odnajduje. Oczywiście, dzięki zadaniowości wiele spraw jest możliwych do realizacji. Jednak nie można zapominać, że zadania i działania to tylko jeden z wielu wymiarów życia. Nie mniej ważna jest przestrzeń refleksji, czyli kontakt z sobą.

W tym właśnie należy upatrywać źródeł popularności psychologów i psychoterapeutów. Gabinet terapeutyczny staje się często miejscem, w którym można zwolnić tempo, pobyć w towarzystwie kogoś, kto zna się na procesach emocjonalnych i myślowych. Taka forma refleksji ma pomóc, by przebywanie ze sobą nie stało się nadmiernie frustrujące. Boimy się tego stanu, gdyż nagle możemy usłyszeć siebie, nasze myśli i pragnienia, a może ich brak. Coś w nas krzyczy, coś domaga się zaopiekowania, wypowiedzenia. Do głosu dochodzą pytania o to, kim jestem, o co mi w życiu chodzi, jaki jest sens mojego codziennego pośpiechu w sferze kariery i pracy zawodowej.

Skąd w takim razie popularność spędzania weekendów na imprezach trwających do rana i uprawianiu sportów ekstremalnych?

Wynika to z kultu aktywności. Jeżeli jestem zawodowo aktywny, to naturalnie powinienem być równie aktywny w odpoczywaniu. Stąd się bierze popularność sportów ekstremalnych, które mają zapełnić czas wolny. Oczywiście samo to, że w weekend zajmujemy się czymś innym niż praca, jest pewnego rodzaju odmianą. Ale to jeszcze nie jest ten rodzaj zachowań, który pozwoliłby nam ograniczyć naszą aktywność i zwolnić wysokie obroty codziennego życia. A potrzebę taką odkrywa coraz więcej osób przychodzących do gabinetu. Narzucone przez kulturę tempo życia zaczyna coraz bardziej męczyć tych, którzy są słabsi psychicznie. Nie potrafią oni jednak zrezygnować z takiego rytmu pracy, bo boją się przegranej.

Jeżeli miałby Pan zdefiniować odpoczynek, to jest to…

…umiejętność zwolnienia, zatrzymania się, bycia z sobą i refleksji. Podkreślam przy tym, że chodzi tu o umiejętność. Jej brak najwyraźniej widać przy okazji rozmów z pracoholikami. Gdy mówię im, że mają odpocząć, zatrzymać się i nic nie robić, to w ich mniemaniu jest to zadanie zupełnie poza zasięgiem realizacji. Ale gdy mówię to samo w ich języku, który zwykle zawiera tylko komunikaty dotyczące zadań do wykonania, wówczas znajduję nić porozumienia. Niektórzy zaczynają od 15 minut „nicnierobienia”. I jest to dla nich trudne. Stopniowo zwiększają przerwę do godziny, dwóch, całego popołudnia. Jest to praca ze sobą i nad sobą, tylko w innej płaszczyźnie, niezadaniowej.

Ktoś powtórzył mi zasłyszane podczas rekolekcji zdanie o tym, że na głodnych i niewyspanych Duch Święty nie siada. Ta myśl zgrabnie wyraża potrzebę troski o swój podstawowy poziom bezpieczeństwa, po to, żeby móc się zajmować pogłębioną refleksją duchową. Inaczej mówiąc, to kim jestem, wynika z moich wyborów i świadomego wpływania na siebie.

Umiejętność odpoczywania jest nam dana czy też wyuczona?

Uczymy się jej od dzieciństwa. Weźmy na przykład dziecko, które powinno wzrastać w przestrzeni umożliwiającej zabawę zarówno w samotności, jak i z rówieśnikami czy rodzicami. Dla niego zabawa jest czasem, w którym reguły zadaniowości i oceniania są zawieszone albo nieco umowne. I dobrze byłoby ten typ spędzania wolnego czasu, oczywiście odpowiednio zmodyfikowany, przenieść na życie dorosłe. Jeżeli bowiem nie zatroszczymy się o przestrzeń wzajemnych relacji, kontaktu, przyjemności, będziemy funkcjonować w schemacie współpracy i doraźnego osiągania celów. I tylko to będzie się liczyć. Nic więcej. Tak się nie da.

Jeśli potraktujemy odpoczynek jako kolejne zadanie, wówczas przestanie on być świadomą refleksją nad sobą.

To prawda. Tyle, że to kolejne zadanie jest potrzebne, aby znaleźć wewnętrzną równowagę i psychiczny komfort. Warto tu podkreślić, że przedłużający się stan napięcia i nieustannego wysiłku może prowadzić do depresji ukrytej za chronicznym zmęczeniem albo zespołem „wędrujących bólów”, pojawiających się w różnych częściach ciała i będących często oznaką zwykłego przemęczenia.

Co jeszcze mogłoby znaleźć się w katalogu zachowań i reakcji naszego organizmu, po których można poznać, że powinniśmy odpocząć?

Takim sygnałem jest często brak zdolności przeżywania radości. Nagle znika przyjemność płynąca z pracy i z wysiłku, a co za tym idzie, znika też przyjemność z odpoczywania. Zwiększa się poziom frustracji. Zdrowe funkcjonowanie streszcza słynna freudowska maksyma: zdrowy człowiek powinien kochać i pracować. Innymi słowy, jest w naszym życiu przestrzeń emocji i przeżyć, ale także przestrzeń pracy. To znaczy, że jestem dorosły i zdrowy, dlatego też mam ochotę pracować na miarę moich możliwości i z poszanowaniem siebie samego.

Często mówimy, że nie zasługujemy na odpoczynek.

To jest element surowego traktowania siebie. Mówi się często, że w dorosłym życiu traktujemy siebie tak, jak byliśmy traktowani w dzieciństwie. Jeśli słyszeliśmy wtedy komunikaty wskazujące, że odpoczynek jest nagrodą i zależy od wykazania się, to jako ludzie dorośli prawdopodobnie potraktujemy siebie podobnie. Takie postępowanie ma niewiele wspólnego z dbaniem o siebie i wsłuchiwaniem się w swoje potrzeby.

Każdy z nas funkcjonuje zasadniczo w cyklu: wysiłek – mobilizacja – zmęczenie – odpoczynek – regeneracja i ponowny wysiłek. O zdrowym funkcjonowaniu świadczy uczucie przyjemności płynące z podejmowanego wysiłku przy jednoczesnej świadomości potrzeby odpoczynku. Jednak nie w nagrodę czy za osiągnięcie czegoś, ale dlatego, że jest to niezbędny element naturalnego sposobu bycia. Nie da się tego schematu skrócić do nieustannego wysiłku i niejasnej perspektywy odpoczynku – kiedyś, w przyszłości i w dodatku tylko na chwilę, bo trzeba się będzie przecież spieszyć, by wykonać kolejne zadanie. Wówczas odpoczynek przybiera karykaturalną formę inwestycji, która ma podtrzymać naszą zdolność do wysiłku i wydajności.

Czy do odpoczywania należy się przygotować? Co zrobić, żeby dobrze odpocząć?

Przede wszystkim zwolnić. Dobrze ilustruje to taka anegdota: Ambitna ekipa wybrała się w Himalaje. Szybkim marszem szli zakładać kolejne obozy. Po którejś przerwie wynajęci Szerpowie nie wstają. Kierownik się denerwuje: nie macie sił? Chcecie większe stawki? A oni odpowiedzieli: zaczekamy, aż nasze dusze nas dogonią.

Warto świadomie analizować własne sposoby wypoczywania. Nie tyle rozliczać się, ile raczej pytać siebie, jak mi było ze sobą, z bliskimi, z innymi ludźmi. Ponadto każdy ma swój własny styl oraz zakres energii i temperamentu, co powinno się przekładać na styl wypoczywania. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy wolę bierność i plażowanie, czy raczej aktywność, na przykład chodzenie po górach. Chodzi tu o ważną umiejętność wsłuchania się w swoje potrzeby. Potrzeba roztropności i odwagi do dokonywania takich wyborów.

W sposobie i formie odpoczynku działa zasada przeciwieństwa. Ludzie, którzy w pracy mają mało kontaktów z innymi, a więcej z maszynami czy komputerami, w odpoczynku szukają kontaktu z ludźmi. I na odwrót. Ci, którzy na co dzień obracają się między ludźmi, poszukują spokoju i samotności. Źródłem tych preferencji jest naturalne pragnienie równowagi.

Czy korzystanie z pomocy biur turystycznych to kolejny dowód na brak wsłuchiwania się w siebie?

W pewnym sensie jest to rezygnacja z własnego wyboru. Co prawda jest on dokonany na poziomie ogólnym, ale w szczegółach muszę się zgodzić z tym, co zaproponują mi organizatorzy. Z drugiej strony ktoś może powiedzieć, że jest to ulga, bo nareszcie nie muszę niczego planować i martwić się o wykonanie planu. Zwłaszcza jeżeli życie zawodowe składa się z ciągłego podejmowania decyzji. Wydaje mi się, że najważniejsze jest to, by nie stracić odniesienia do wyboru dotyczącego mnie samego i tego, co mi najbardziej odpowiada. To jest wymiar zdrowego egoizmu, który nie jest skierowany przeciwko drugiej osobie, tylko jest mądrym dbaniem o siebie.

Warto dodać, że w korzystaniu z pomocy biur turystycznych przy planowaniu odpoczynku daje znać o sobie często nieuświadomiony element tęsknoty. Chodzi o głęboko ukrytą chęć powierzenia się komuś w opiekę, bezpiecznego oddania się innej osobie.

Często przeszkodą w odpoczynku jest poczucie bycia niezastąpionym w pracy.

Wynika ono z błędnej hierarchii wartości. Co jest ważniejsze: ja czy praca, którą wykonuję? Mówienie, że beze mnie nie dadzą sobie rady, jest budowaniem fałszywego poczucia własnej wartości, na gruncie przekonania o swojej wyjątkowości w sferze pracy zawodowej. Jeśli ktoś bazuje wyłącznie na tym, prawdopodobnie nie ma poczucia podobnej wyjątkowości w innych obszarach życia. W związku z tym jest bardziej uzależniony niż niezastąpiony.

Czy odpoczynek ma jakiś wymierny cel?

Z pewnością nie jest on łatwo uchwytny. Miarą udanego odpoczynku jest uzyskanie stanu, w którym odczuwamy satysfakcję z tego, co już osiągnęliśmy, co jest za nami, przy jednoczesnym pragnieniu powrotu do pracy. Tak, by nie mówić: szkoda, że to już koniec. Po dobrym i owocnym odpoczynku podejmuję decyzję o powrocie do pracy i jest to mój wybór.

To może nie być łatwe dla kogoś, komu praca źle się kojarzy.

Wtedy warto pamiętać, że obecnie nie ma w Polsce pracy niewolniczej. Jeżeli jesteśmy w pracy, to jest to nasza decyzja. Obwarowana mnóstwem uwarunkowań, ale wciąż nasza. Traktowanie siebie jako niewolnika, który musi wrócić do pracy jak w jasyr, jest przeniesieniem odpowiedzialności z siebie na pracodawcę, który jest zły, niesprawiedliwy, cyniczny itd. Oczywiście, może to być prawda, ale dobrze jest być świadomym swoich decyzji.

Dowartościować siebie
Rafał Bornus

urodzony w 1959 r. – psychiatra, psychoterapeuta, superwizor psychoterapii, pracuje w Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. Mąż i ojciec....

Dowartościować siebie
Roman Bielecki OP

urodzony w 1977 r. – dominikanin, absolwent prawa KUL i teologii PAT, kaznodzieja i rekolekcjonista, od 2010 redaktor naczelny miesięcznika „W drodze”, Prowincjalny Promotor Środków Społecznego Przekazu, autor wielu wywiadów, recenzji filmowych i literackich, publicysta, aut...