Bilet kontra moher

Bilet kontra moher

Gdy słyszę po raz setny, że miarą patriotyzmu w Polsce powinno być płacenie podatków i kasowanie biletów w tramwajach, zgrzytam zębami.

Gdy słyszę po raz tysięczny, że polska prawica pojmuje patriotyzm wyłącznie jako gotowość do oddania życia za ojczyznę i codzienne tarzanie się w martyrologii, opadają mi ręce.

To nie jest prawdziwa debata o patriotyzmie. To kolejna, niezbyt zawoalowana próba wyznaczenia granicy między Polską nowoczesną, wykształconą, prawdziwie europejską, znającą języki, czytającą Konwickiego, oglądającą Wajdę (wyłącznie) i chodzącą na brunch i lunch, a Polską małych miasteczek i wsi, pajd chleba ze smalcem, Polską moherowych beretów i innych niemodnych nakryć głowy. Kto opowiada się za kasowaniem biletów, jest cool. Kto za Powstaniem Warszawskim – ten pisior i pomiot Pospieszalskiego.

Ta sztuczka jest już tak stara, jak niektórzy założyciele Unii Demokratycznej. Jednak mam wrażenie, że wciąż wielu Polaków daje się na nią nabrać i pokornie przytakuje: „Tak, tak, oczywiście, trzeba kasować bilety, za dużo już tych ofiar, tego wymachiwania sztandarami, grobów i pomników”. Dlaczego? Bo chcą się znaleźć po słusznej stronie barykady, w „jasnej” Polsce, jak mawiał Sławomir Nowak, a nie w Polsce ciemnej i zacofanej.

Lewica wielokrotnie używała podobnyc

Zostało Ci jeszcze 75% artykułu

Wykup dostęp do archiwum

  • Dostęp do ponad 5000 artykułów
  • Dostęp do wszystkich miesięczników starszych niż 6 miesięcy
  • Nielimitowane czytanie na stronie www bez pobierania żadnych plików!
||
Wyczyść

Zaloguj się