Bilet kontra moher

Bilet kontra moher

, 0 recenzji

Gdy słyszę po raz setny, że miarą patriotyzmu w Polsce powinno być płacenie podatków i kasowanie biletów w tramwajach, zgrzytam zębami.

Gdy słyszę po raz tysięczny, że polska prawica pojmuje patriotyzm wyłącznie jako gotowość do oddania życia za ojczyznę i codzienne tarzanie się w martyrologii, opadają mi ręce.

To nie jest prawdziwa debata o patriotyzmie. To kolejna, niezbyt zawoalowana próba wyznaczenia granicy między Polską nowoczesną, wykształconą, prawdziwie europejską, znającą języki, czytającą Konwickiego, oglądającą Wajdę (wyłącznie) i chodzącą na brunch i lunch, a Polską małych miasteczek i wsi, pajd chleba ze smalcem, Polską moherowych beretów i innych niemodnych nakryć głowy. Kto opowiada się za kasowaniem biletów, jest cool. Kto za Powstaniem Warszawskim – ten pisior i pomiot Pospieszalskiego.

Ta sztuczka jest już tak stara, jak niektórzy założyciele Unii Demokratycznej. Jednak mam wrażenie, że wciąż wielu Polaków daje się na nią nabrać i pokornie przytakuje: „Tak, tak, oczywiście, trzeba kasować bilety, za dużo już tych ofiar, tego wymachiwania sztandarami, grobów i pomników”. Dlaczego? Bo chcą się znaleźć po słusznej stronie barykady, w „jasnej” Polsce, jak mawiał Sławomir Nowak, a nie w Polsce ciemnej i zacofanej.

Lewica wielokrotnie używała podobnych narzędzi w przeszłości. Nie tak dawno podobny, graniczny rów między dwiema Polskami starano się wykopać przy okazji akcji zapalania zniczy na cmentarzach radzieckich żołnierzy. Kto za – ten prawdziwy intelektualista. Kto przeciw – wiadomo, pisowski żołnierz i rusofob.

I tak dalej, i tak dalej. Nie podoba ci się homowystawa w Muzeum Narodowym? Jesteś nieuleczalnym, rydzykopodobnym oszołomem. Podoba się? Witamy w klubie! Chcesz parytetów dla kobiet w polityce? Znaczy: nasz człowiek. Masz co do parytetów jakieś wątpliwości? No to pewnie oglądasz Telewizję Trwam, „Warto rozmawiać” i czytasz „Gazetę Polską”. Jesteś fanem Traktatu Lizbońskiego? Otwierasz sobie wrota do krainy jasności. Krytykujesz Unię Europejską? Znikasz w czeluściach Polski ciemnej.

Ten sztuczny podział jest jedyną bronią, która pozostała lewicy w walce o rząd dusz. Skoro małżeństwa homoseksualne popiera kilka procent społeczeństwa i nie sposób pozyskać dla tej szczytnej idei większej liczby rodaków, to trzeba mozolnie wciskać ludziom do głów, że te pozostałe 95 proc. to jeden wielki obciach. Przyłączcie się do nas – woła lewica – wówczas przestaniemy was okładać maczugą w mediach i na uniwersytetach. A nuż sondaże ruszą kiedyś z miejsca.

Lewica nie mówi: „Przyłączcie się do nas, posłuchajcie naszych argumentów”. Nie mówi: „Uważamy, że kasowanie biletów jest lepsze od wykrwawiania się w okopach, bo…”. Nie powtarza: „Naszym zdaniem, małżeństwa homoseksualne powinny zostać zalegalizowane, bo…”, albo: „Sądzimy, że Unia Europejska to cud i miód, bo…”, albo „Parytety płci są słuszne, gdyż …”.

Po co „gdyż”, jeśli wszystko już wiadomo. Lewica ma zawsze rację, bo ma rację. Kropka.

Kiedy zatem słyszę o „prawicy dzielącej Polaków”, trudno mi ukryć zażenowanie tym bezczelnym i kłamliwym sloganem. Owszem, i na prawicy znajdziemy ludzi z pałkami zamiast argumentów, ale zazwyczaj nie występują oni w konserwatywnych mediach jako po wielekroć namaszczone, nieomylne autorytety.

Wróćmy do „pseudodebaty” o patriotyzmie. Naprawdę, nie trzeba głębokiego wysiłku intelektualnego, by zrozumieć, że płacenie podatków i kasowanie biletów nie kłóci się z pamięcią o Katyniu czy wojskowymi defiladami. Można być dumnym z muzyki Leszka Możdżera i zachwycać się Chopinem. Można lubić Masłowską i wrócić do lektury Lalki. W niedzielę można pójść do kościoła, pomodlić się za ojczyznę, a po mszy zagrać w squasha.

Dla lewicy taki wariant nowoczesnego patriotyzmu jest nie do przyjęcia, bo wciąż odnosi się do pojęć tak „skompromitowanych”, jak tradycja i naród. Lewicowy nowoczesny patriotyzm ma zostać sprowadzony do codziennych, drobnych czynności jednostek, które dowodzą jedynie naszego szacunku dla administracji państwowej. Nie chodzi tu nawet o szacunek dla państwa jako bytu bazującego na pewnych wspólnych, historycznych wartościach, wspólnocie etnicznej i kulturowej, lecz właśnie dla administracji, czyli zbiorze mniej czy bardziej anonimowych urzędników, którzy trafili nam się jako obywatelom hic et nunc.

Proste i wygodne. Kasujesz bilet – jesteś patriotą. Według lewicy życie ma być przede wszystkim komfortowe, a patriotyzm w swoim dawnym wcieleniu wymaga jednak nieco starań. Już niedługo dowiemy się, że dobrym patriotą jest ten, kto nie rzuca niedopałków na chodnik.

Gasisz papierosy w popielniczce? Będziesz Piłsudskim.

Bilet kontra moher
Marek Magierowski

urodzony 12 lutego 1971 r. w Bystrzycy Kłodzkiej – iberysta, absolwent hispanistyki na UAM, dziennikarz prasowy, polityk i dyplomata, ambasador RP w Izraelu (25.06.2018 - 07.11.2021), ambasador RP w Stanach Zjednoczonych (od 23.11.2021r.)....