Bóg też odpoczął

Bóg też odpoczął

Świętowanie i odpoczywanie nie może być czasem bezczynności, jest włączeniem się w najintensywniejsze działanie Boga.

Człowiek potrzebuje odpoczynku. Zdarza się jednak, że szukamy go w opozycji do codziennej aktywności, chcąc na chwilę zapomnieć czy wręcz zerwać z trudem życia. Gubi się nam dziś sens świętowania na rzecz pojęcia weekendu, który coraz częściej służy jedynie temu, by się rozerwać. Tymczasem perspektywa człowieka wierzącego osadza się na uświęceniu czasu, aby odnaleźć szczęśliwą jedność między pracą i odpoczynkiem. Uświęcenie czasu z kolei jest wynikiem ufności, jaką daje Bóg. Kochany staję się wolny i nie muszę wiecznie uciekać przed własnym życiem, które rozgrywa się tu i teraz. Jednocześnie, odpoczynek nie jest bezczynnością, lecz uczy najintensywniejszego działania w łonie miłującego działania Boga.

Święte zmaganie

Księga Rodzaju mówi, że „w siódmym dniu dopełnił Bóg dzieła, nad którym pracował. Siódmego dnia przestał pracować po całym dziele, które uczynił” (Rdz 2,2). Powinniśmy oczekiwać, że Boże dzieło stworzenia zostało ukończone szóstego dnia, a tymczasem Biblia wskazuje na dzień siódmy. Starożytni komentatorzy żydowscy podkreślają, że siódmy dzień jest także czasem Boskiego stwarzania. Otóż w szabat został stworzony odpoczynek – menucha, który nie oznacza jedynie oderwania się od pracy, zerwania z sześcioma dniami wysiłku, ale jest doświadczeniem pokoju i harmonii. Dnia siódmego radujemy się z dzieła stworzenia, zarazem doświadczając odpoczynku w Bogu. Zamysłem Boga było to, aby człowiek uczestniczył w Bożej szczęśliwości, która polega jednocześnie na aktywności i odpoczynku. Odkąd człowiek przeciwstawił się Bogu, dzień siódmy stanowi przede wszystkim obietnicę przyszłego świata. Przed grzechem pierworodnym szabat był symbolem jednego świata, w którym miała miejsce pełna jedność między stwarzaniem a odpoczynkiem. Po grzechu stał się nadzieją na ponowne pojednanie dwóch rozdzielonych światów. Radość szabatu, w którym człowiek cieszy się swoim życiem i aktywnością, jest częścią tego świata, a zarazem świętość i odpoczynek szabatu, które wypływają ze szczęścia i harmonii w Bogu, przynależą do świata przyszłego. Od chwili zerwania jedności z Bogiem człowiek musi się zmagać z ponownym zharmonizowaniem wysiłku i odpoczynku.

Tak, jak grzech zerwał jedność z Bogiem i rozbił jedność czasu, tak pojednanie z Bogiem jest jedyną drogą do pojednania czasu aktywności i odpoczynku. List do Hebrajczyków wzywa:

Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych jak w buncie, jak w dzień kuszenia na pustyni, gdzie kusili Mię ojcowie wasi przez wystawianie na próbę, chociaż widzieli dzieła moje przez czterdzieści lat. Rozgniewałem się przeto na to pokolenie i powiedziałem: Zawsze błądzą w sercu. Oni zaś nie poznali dróg moich, toteż przysiągłem w gniewie moim: Nie wejdą do mego odpoczynku. Uważajcie, bracia, aby nie było w kimś z was przewrotnego serca niewiary, której skutkiem jest odstąpienie od Boga żywego, lecz zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia, póki trwa to, co „dziś” się zwie, aby żaden z was nie uległ zatwardziałości przez oszustwo grzechu. Jesteśmy bowiem uczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną. Jest bowiem powiedziane: Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych jak w buncie! Kim rzeczywiście są ci, którzy, gdy usłyszeli, zbuntowali się? Czyż to nie wszyscy ci, którzy wyszli z Egiptu pod wodzą Mojżesza? Na kogo to gniewał się przez czterdzieści lat? Czy nie na tych, którzy zgrzeszyli, a których trupy porozrzucał po pustyni? Którym to zaś złożył przysięgę, że nie wejdą do Jego odpoczynku, jeśli nie tym, którzy nie byli posłuszni? Widzimy zatem, iż nie mogli wejść z powodu niedowiarstwa (Hbr 3,7n).

Po grzechu człowiek „w trudzie i pocie czoła” wędruje w kierunku ostatecznego spełnienia i odpoczynku. Trud – przekleństwo człowieka, nabiera duchowego znaczenia, ożywione obecnością Boga, staje się ascezą, która włącza nasz ludzki dynamizm w Jego działanie. Zarówno wędrówka ojca wiary – Abrahama, jak i czterdziestoletnia droga przez pustynię ludu wybranego do Ziemi Obiecanej są doskonałym obrazem naszej aktywności, pracy i zmagania. W wymiarze duchowym, dla nas, chrześcijan, ten obraz dopełnia człowiecze zmaganie Chrystusa, który sam przyjął „nasz czas” wędrówki wraz z Jego duchowym zmaganiem na pustyni, w ogrójcu i na krzyżu. Czas codziennego zmagania i przyjmowania swego życia nie musi tylko jawić się jako przeklęty trud, ale może się stać twórczym dojrzewaniem. Ewangelia mówi wyraźnie, że Jezus „pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu i Duch prowadził Go po pustyni przez czterdzieści dni. Był tam kuszony przez diabła”. Człowiek, przygnieciony trudem, jaki niesie codzienność, kuszony jest obietnicą łatwego odpoczynku, który może się stać wręcz zerwaniem z wiernością „tu i teraz”. Jesteśmy nieustannie mamieni ucieczką w nierealny czas. Ucieczkowe „wybieranie się” we wspomnienia i marzenia może się stać sposobem na życie. Nie chcąc lub nie mając sił wziąć odpowiedzialności za doskwierające nam „teraz”, zapuszczamy się w przyszłość lub wracamy do przeszłości. Oderwanie od rzeczywistości, choć wydaje się niewinną podróżą w krainę marzeń czy nostalgii, donikąd nie prowadzi. Świat iluzji i wspomnień szybko się rozmywa, a wieczne uciekanie sprawia, że jest się jeszcze bardziej zmęczonym i sfrustrowanym.

Jedyną drogą do prawdziwego odpoczynku jest wierność Bogu do końca. „Patrzmy zatem na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On zamiast należnej Mu radości wolał przyjąć krzyż, nie bojąc się jego hańby”. Teraz zasiada po prawej stronie tronu Boga. W Chrystusie „wykonało się” wszystko, co Boskie, ale także „dziś” człowieka. Zmagając się w imieniu każdego z ludzi, w największym „trudzie i pocie czoła” przyjął nasze „dziś”. Sam jednakże, jak i my, kuszony był perspektywą ucieczki: „Ojcze, jeśli możesz, oddal ode Mnie ten kielich”. Jak pisał Evdokimov: „To, czego Ojciec nie czyni, może uczynić szatan i ofiaruje całkiem realną możliwość oddalenia kielicha, uchylenia się od krzyża. W ten sposób tragedia Boga i człowieka otrzymałaby rozwiązanie w postaci jakiegoś demonicznego »happy end«” (Wieki życia duchowego, s. 165). Jezus powierzył się jednak całkowicie Bogu, modląc się: „Ojcze, w ręce Twoje powierzam ducha mego”. Wytrwał do końca ze względu na nas, aby wskrzeszony mocą Ducha, mógł nam otworzyć drogę do odpoczynku w Bogu. Chrystus zaprasza nas utrudzonych i obciążonych, abyśmy w Nim zanurzyli swoje, „co się »dziś« zwie”, aby razem z Nim i w Nim powrócić bez lęku do swojego trudu, bo On wszystko czyni nowym.

Nie szukaj drogi na skróty
nie ma takiej drogi do nieba
musisz przejść
przez całą miłość

ks. Wacław Buryła

Ufność pozwala odpocząć

W Księdze Nehemiasza znajdujemy opis tego, jak Izraelici przybywają z wygnania do zburzonej Jerozolimy. Dramatyczne było ich „dziś” bez większych perspektyw na lepsze „jutro”. W tej sytuacji Nehemiasz wraz z Ezdraszem zarządzają świętowanie. Zebrali lud, by słuchał świętych dziejów narodu wybranego. Lud słuchał w skupieniu, popłynęły łzy. Żydzi zaczęli rozumieć gorzkie „teraz” jako etap na drodze do lepszego „jutra”. Odzyskiwali równowagę ducha. Rozradowały się ich serca, doświadczyli wewnętrznego pokoju i równowagi. Mogli z ufnością, na nowo, przyjąć swoje „dziś”.

Gdy Jezus ukazał perspektywę swojej bolesnej drogi do Jerozolimy oraz konieczność oddania swojego życia przez tych, którzy chcą Go naśladować, zabrał uczniów na górę Tabor, aby ich umocnić. Tam, w cieniu boskiej i świetlanej chwały Jezusa, Piotr wyznał: „Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy” (Łk 9, 33). Piotr doświadczył ukojenia – „i oto jestem spokojny. Ucichłem jak niemowlę nakarmione przez matkę” (Ps 131) – i zadatku odpoczynku „nowego nieba i nowej ziemi”. Światło Taboru to zapowiedź eschatologicznego odpoczynku szabatu, który zacznie się wraz ze zmartwychwstaniem. Tak, w świetle Chrystusa, można odpocząć. Tak jak w dniu szabatu, gdy człowiek zmęczony, niespokojny, pełen napięć uzbieranych w ciągu sześciu dni mozolnego trudu, w końcu zapala szabasowe światło.

Tak jak stworzenie świata zaczęło się od słów: „Niech się stanie światło!”, tak świętowanie stworzenia rozpoczyna się od zapalania światła… i świat staje się miejscem odpoczynku… ludzie gromadzą się, aby powitać cud siódmego dnia, kiedy Szabat rozpościera swoją obecność ponad polami, w naszych domach, w naszych sercach. Jest to chwila zmartwychwstania ducha uśpionego w naszych duszach.

A.J. Heschel

Człowiek nie jest tylko homo faber, który pracuje i wytwarza. By nie uległ złudnemu przeświadczeniu, że jest jedynie wytworem swej pracy, musi zanurzyć się w obietnicy ostatecznego spełnienia, jako homo religiosus (Cencini). Człowiek jest naznaczony wybraniem darmo danym, ukochaniem przez Boga, dlatego powinien trwać w dies Domini – w stwórczej miłości Boga. Dlatego że tylko „w takiej mierze istniejemy, w jakiej jesteśmy kochani” (J. Daniélou). A jeśli jestem kochany, to znaczy, że jestem obdarowany obietnicą odpoczynku Boga: „w swoim wielkim miłosierdziu, przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo nas zrodził do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego i niewiędnącego, które jest zachowane dla nas w niebie…” ( 1 P 1,3b–4).

Jesteśmy zamknięci w ramach czasu, który nas ogranicza i męczy. Wierzymy jednak w Chrystusa, który choć wszedł sam w przemijającą naturę czasu (chronos), jest odwiecznym Kairosem. Bóg wszedł w ludzki czas, by człowiek wszedł w czas Boga, w Jego wieczny odpoczynek. Przez chrzest rodzimy się na nowo: „tym wszystkim jednak, którzy Je przyjęli i uwierzyli w imię Jego, dał On Moc, aby się stali Dziećmi Bożymi” (J 1,13). Męczący chronos przemija, ale przeniknięty światłem Kairosu nasz „dzień” może w końcu odpocząć, wejść w święty czas Boskiej menuchy. Nasze życie: przeszłość z jej pięknymi i bolesnymi wspomnieniami, przyszłość przeniknięta równocześnie nadzieją i lękiem oraz teraźniejszość, z wdzięcznością lub goryczą w sercu, całe to nasze zmęczenie mogą znaleźć dopełnienie i ukojenie w Chrystusie. „Ten bowiem, kto wszedł do Jego odpoczynku, podobnie jak Bóg odpoczął od swoich dzieł” (Hbr 4,10).

Każdego wieczoru, stojąc przed Bogiem po całym trudzie dnia, zanurzamy się w modlitwie, która przynosi ukojenie i odpoczynek. To dlatego

piękny zaprawdę i wielce użyteczny powstał w Kościele zwyczaj śpiewania przez wszystkich hymnu Maryi każdego dnia w wieczornej modlitwie chwały, aby częstym wspominaniem Wcielenia Pańskiego umysły do pobożności zapalić oraz utwierdzić je w cnotach… I bardzo dobrze jest odmawiać ten hymn wieczorem, albowiem utrudzona całym dniem i pochłonięta jego kłopotami dusza potrzebuje wraz z nadchodzącym czasem spoczynku wewnętrznego skupienia.

z homilii św. Bedy Czcigodnego

Szczególne odpocznienie przynosi modlitwa dziękczynna. Jeden z chasydów, Baruch z Międzyboża, uczył, że trzeba dziękować z góry, bo może przyjść w przyszłości taka łaska, że gdy nadejdzie, nie będziemy zdolni za nią podziękować (Opowieści chasydów).

Każde doświadczenie ukojenia w trakcie modlitwy jest jednak tylko przedsmakiem tego, co nadejdzie. Dlatego Kościół z mocą i wiarą modli się za wszystkich zmarłych: „wieczny odpoczynek, racz dać im Panie”, wierząc i ufając, że po całym swym ziemskim trudzie zdążają już na spotkanie z nadchodzącym Chrystusem. Sami zarazem, już za życia, uczymy się naszego ostatecznego przejścia do Bożego odpoczynku. Modlimy się więc podczas wieczornej modlitwy Kościoła: „Strzeż nas Panie, gdy czuwamy, podczas snu nas osłaniaj, abyśmy czuwali z Chrystusem i odpoczywali w pokoju”. Zawsze z ogromnym wzruszeniem czytam zakończenie Wujaszka Wani Antoniego Czechowa:

Odpoczniemy! Odpoczniemy! Posłyszymy, jak śpiewają aniołowie, ujrzymy niebo całe w diamentach, ujrzymy, jak całe ziemskie zło, wszystkie nasze cierpienia utoną w miłosierdziu, które napełni cały świat, i życie nasze stanie się ciche, łagodne, słodkie jak pieszczota. Wierzę, wierzę… Biedny, biedny wujaszku, ty płaczesz… Nie zaznałeś w życiu radości, ale poczekaj, wujaszku, poczekaj… Odpoczniemy… Odpoczniemy!

Miłość nie jest bezczynna

Jezus w ewangelii pyta faryzeuszy gorszących się tym, że uzdrawia w szabat: „co wolno czynić w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego?”. Szabat jest pamiątką dobra, łaskawości Boga, który z miłości stworzył świat, człowieka oraz wyprowadził naród wybrany z niewoli Egiptu. Kazuistyka żydowska wyróżniająca 39 rodzajów pracy, których nie można wykonywać w szabat, w centrum świętowania i odpoczynku umieściła aspekt negatywny. Zapomniano, że sensem świętowania jest dziękczynienie za to, że Bóg uczynił tak wielkie dobro dla człowieka. W centrum wskazań dotyczących odpoczynku religijnego powinna się znajdować troska o czynienie dobra ze względu na człowieka. Chrystus, który jest Panem szabatu, w ewangelii mówi: „Ojciec zawsze działa, i Ja także działam” (J 5,17). Daje tym faryzeuszom do zrozumienia, jakie są powody tego, że uzdrawiał w szabat. Celem szabatu jest doświadczenie Bożego miłosierdzia.

Świętowanie i odpoczywanie nie może być czasem bezczynności, jest włączeniem się w najintensywniejsze działanie Boga. Jeśli w dniach odpoczynku nabieramy dystansu do swoich codziennych zajęć, to tylko po to, by mieć czas i siłę na najważniejszą aktywność i twórczość człowieka, jaką jest miłość i miłosierdzie. Dzień świętowania zmartwychwstania i odpoczynku jest i dla nas czasem czynienia miłosierdzia. Nie chodzi przecież o to, by się odizolować, zająć sobą, zaborczo chronić swój czas i zachować „święty spokój”. Świętowanie nie jest po coś, jest dla Kogoś, dla Boga i człowieka. Być wysłuchanym i przygarniętym przez Boga w modlitwie, a zarazem stać się darem dla drugiego człowieka, by z nim być, wysłuchać go oraz okazać mu czułość, oddanie i wierność. Odpoczynek w Bogu wypływa z wdzięczności za odkupienie i ocalenie człowieka przez Boga oraz miłosiernego naśladowania tego świętego ocalania. Mam być jak dobry Samarytanin, który nie przeszedł obojętnie, w przeciwieństwie do kapłana i lewity, którzy spiesząc do Jerozolimy, usprawiedliwiali potrzebą świętowania swoją niewrażliwość. W dzień święty świętuje się Boga, ale nigdy bez człowieka.

Komu dane jest z własnego, skromnego i skończonego życia przejść do życia Boga, temu dech zapiera ogrom otwierających się przestrzeni… Przygody miłości twórczej i pełnej fantazji wzmagają się nieustannie we wspólnocie świętych w Bogu, tak że nie można wyliczyć. Życie w Bogu będzie absolutnym cudem. Nic nie zmierza do końca, akt obdarowywania rozwija się bezgranicznie. Stąd niebianie są zawsze gotowi spieszyć z pomocą w ziemskich potrzebach, udzielając z pewnością wiecznych, a być może także doczesnych darów, aby ciągle na nowo podsycać męstwo w dążeniu do życia wiecznego pomimo wszystko, aby nam dać przedsmak tego, co nas czeka.

H. Urs von Balthasar, Credo

Bóg też odpoczął
Maciej Biskup OP

urodzony w 1972 r. – dominikanin, duszpasterz i rekolekcjonista, po studiach doktoranckich z teologii dogmatyczno-fundamentalnej na UAM był m.in. magistrem braci nowicjuszy i studentów, redaktorem naczelnym Oficyny W drodze oraz przeorem w Szczecinie, obecnie promotor Frater...