Dobrze mi w Judaizmie

Stara prawda powiada, że chrześcijaństwo skupia się na przekonaniach, a judaizm na praktyce. I jest w tym sporo racji choć oczywiście nie jest to wyczerpujące wprowadzenie do tych dwóch tradycji wiary.

Erik Ross OP: Czy może Pan opowiedzieć o swojej pracy z chrześcijanami, którzy odwiedzają Ziemię Świętą, i o tym, jak do niej doszło?

Ophir Yarden: Przez dziesięć, piętnaście lat pracowałem w szkolnictwie żydowskim dla Żydów i wykorzystywałem Izrael jako edukacyjne źródło dla diaspory żydowskiej. W tym czasie zaangażowałem się w sprawę dialogu izraelsko-palestyńskiego i regularnie jeździłem na spotkania na Zachodnim Brzegu Jordanu. Od czasu Drugiej Intifady, czyli od roku 2000, nie można było tak po prostu wsiąść do samochodu i pojechać do Palestyny ani zebrać grupy Izraelczyków w jednym salonie z Palestyńczykami, co oddziaływało na to, czym zajmowałem się wcześniej.

W latach 90. XX wieku zacząłem nauczać chrześcijan kultury i języka żydowskiego i wkrótce stało się to centrum mojego zainteresowania. Byłem pracownikiem Uniwersytetu Brighama Younga – który ma filię w Jerozolimie – a także wykładałem w seminariach i brałem udział w wielu programach dla kleryków lub księży, którzy przyjeżdżali kontynuować swoje studia. Na przykład prowadziłem historyczny kurs dla studentów Uniwersytetu Brighama Younga i jednocześnie kurs na temat modlitwy żydowskiej dla kleryków ewangelickich z Niemiec.

Co stara się Pan przekazać swoim studentom podczas zajęć? Czego według Pana powinni się dowiedzieć?

Zasadniczą ideą, którą staram się przekazać w całym moim nauczaniu, jest poczucie żydowskiej „wspólnoty narodowej” (peoplehood). Przez to pojęcie rozumiem świadomość, zrozumienie i uznanie tego, że określanie Żydów mianem „grupy religijnej” bądź „religii” jest niewystarczające. Słowo peoplehood to wstępne przybliżenie tego, co chcemy powiedzieć, starając się opisać, kim są Żydzi. Jest to istotna kwestia, jeśli bowiem ktoś jako chrześcijanin chce rozmawiać z Żydami i spotkać się z judaizmem, lecz ogranicza to spotkanie jedynie do aspektów religijnych judaizmu i do religijnych Żydów, to spisuje na straty ponad połowę narodu żydowskiego. I choć termin „religia” nie jest wystarczający, to określenie „naród” nie jest dość jasne. Przez „naród” rozumiem cywilizację, kulturę, przynależność etniczną, grupę, którą łączą więzy, narodowość – to po trochu każda z tych rzeczy. Termin peoplehood wyraża poczucie łączności. Do niedawna Żydzi rzadko zawierali małżeństwa z przedstawicielami innych grup, tak więc Żydów z odległych miejsc – powiedzmy z Polski, Jemenu, Afryki Północnej i Iraku – łączyły silne koneksje. To coś wyjątkowego. Koneksje te charakteryzowały się elementami kulturowymi, religijnymi i narodowymi.

Czy mógłby się Pan podzielić z nami tym, jak wygląda Pana życie wiary? Czy wychował się Pan w tym samym religijnym kontekście, w którym obecnie Pan żyje, a może po drodze była jakaś ewolucja?

Wychowałem się w żydowskim domu, który nie był ściśle wyznaniowy. Ojciec był wyświęconym rabinem reformowanym. Matka dyrektorką konserwatywnej szkoły żydowskiej. I przez jakiś czas posyłali mnie do ortodoksyjnej szkoły. Jako człowiek dorosły nauczałem w Izraelu w seminarium reformowanym, studiowałem w seminarium konserwatywnym i chodziłem do ortodoksyjnych synagog. W swoich badaniach zajmowałem się świeckim judaizmem i darzyłem wielkim szacunkiem pewne jego aspekty. Z tego kontekstu się wywodzę i nadal w nim pozostaję – jestem kimś w rodzaju człowieka trans- albo postwyznaniowego. Gdy tylko dorosłem na tyle, aby zrozumieć, co robi mój ojciec, dowiedziałem się, że między innymi uczy na katolickim uniwersytecie Johna Carrolla w Cleveland, w Ohio. Było to tuż po II Soborze Watykańskim. W tamtym czasie nie zdawałem sobie sprawy, jak bardzo było to niezwykłe i nowatorskie. Mnie się wydawało czymś całkiem naturalnym.

Co spowodowało, że przeprowadził się Pan do Izraela?

Przyjechałem do Izraela nie dlatego, żeby znaleźć się tam, gdzie obecność Żydów nie jest czymś niezwykłym. Przybyłem do Izraela – i zostałem w nim – ponieważ czuję się dobrze w judaizmie jako kulturze większości. Tutaj nie trzeba zadawać sobie wiele trudu, żeby być Żydem. W Jerozolimie o wiele łatwiej wyjść z biura i zjeść koszerny lunch niż np. w Sztokholmie, gdzie prowadziłem wykłady. Nie trzeba borykać się z problemem konieczności pójścia do pracy lub do szkoły w żydowskie święto. To sprawia, że życie jest prostsze, a bycie Żydem „normalne”.

Niektórzy uważają, że mieszkanie w Izraelu zamyka nas w hiperżydowskiej przestrzeni i nastroju. Mnie zaś pozwala bez trudu zaspokajać moje żydowskie potrzeby. I wiąże się to z moją pracą: podejrzewam, że część motywacji pobudzającej mnie do zaangażowania się w relacje izraelsko-palestyńskie i stosunki międzyreligijne bierze się z tego, że kiedy przybyłem do Izraela, stwierdziłem, że otaczają mnie sami Żydzi i pod pewnym względem brakuje mi kontaktów z ludźmi, którzy są inni niż ja.

Jakie aspekty żydowskiej wiary mogą umykać chrześcijanom albo są naiwnie odbierane jako analogiczne do doświadczenia chrześcijańskiego?

Podczas rozmów z chrześcijanami odkrywam, że ze strony chrześcijańskiej mamy do czynienia z nieproporcjonalnie dużym zainteresowaniem kwestiami przekonań w ogóle, a w szczególności sprawami mesjańskimi. Oczywiście nic w tym dziwnego: tradycja wiary zwanej chrześcijaństwem dotyczy Christos i jest naturalne, że chrześcijanie patrzą na świat z tej perspektywy. Sądzę jednak, że w judaizmie jest zupełnie inaczej – a z pewnością w moim judaizmie. Stara prawda mówi, że chrześcijaństwo skupia się na przekonaniach, a judaizm na praktyce. I jest w tym sporo racji – choć oczywiście nie jest to wyczerpujące wprowadzenie do tych dwóch tradycji wiary. Chrześcijaństwo zwoływało sobory, aby rozwiązywać kwestie teologii i wiary, o wiele wcześniej, niż robili to Żydzi, którzy poświęcali uwagę tym kwestiom później i prawdopodobnie głównie z powodu swoich kontaktów z chrześcijanami i muzułmanami. Ogólnie, Żydzi nie mówią tyle na temat teologii i wiary. Dopóki nie zacząłem uczyć chrześcijan, nie znałem słowa „soteriologia”. Żydzi skupiają się na odkupieniu jako pojęciu zbiorowym, a nie na zbawieniu jako pojęciu indywidualnym. Żyd pyta Żyda: „Byłeś w synagodze?”, a nie: „W co wierzysz?”.

Podoba mi się pewien dowcip, który, jak sądzę, bardzo dobrze to ilustruje. Do rabina przychodzi Żyd i mówi: „Rabbi, przeżywam kryzys wiary”. Rabin odpowiada: „Możemy o tym porozmawiać. Lecz powiedz mi, czyż nie widziałem cię w synagodze w ostatni szabat?”. Mężczyzna potwierdza: „Tak, oczywiście, byłem tam”. Wtedy rabin pyta: „Czyż nie wpadłem na twoją żonę, gdy kilka dni temu kupowała mięso u koszernego rzeźnika?”. Mężczyzna odpowiada: „Tak, a gdzie indziej miałaby kupować mięso?”. Rabin pyta dalej: „Czy twoje dzieci nadal chodzą do żydowskiej szkoły?”. Mężczyzna wykrzykuje: „Oczywiście! A gdzie miałbym je posyłać?!”. W końcu traci cierpliwość: „Rabbi, nie słuchasz mnie! Mam pytanie dotyczące wiary!”. A rabbi mówi: „To ty mnie nie słuchasz! Właśnie zadałem ci trzy pytania i żadne z nich nie dotyczyło wiary”. Wszystkie pytania dotyczyły praktyki. Dowcip przedstawia sprawę w zabawny sposób, lecz jak sądzę, jest w tym dużo prawdy. Życie pobożnego Żyda w znacznym stopniu składa się z rytuałów i czynności, przykazań, których należy przestrzegać, i rzeczy, od których trzeba się powstrzymywać.

W jaki sposób otwiera Pan umysły chrześcijańskich studentów na perspektywę, która jest tak inna od ich własnej?

W nauczaniu studentów korzystam z metody niedawno zmarłego Kristena Stendhala, protestanckiego biskupa Sztokholmu i dziekana Harwardzkiej Szkoły Teologicznej. Kristen sformułował „Reguły dialogu międzywyznaniowego”. Druga z nich brzmi: „Nie porównuj tego, co najlepsze w twojej tradycji, z tym, co najgorsze w innej”. Wszyscy mamy dobre i złe strony i powinniśmy porównywać zalety z zaletami. Mój wniosek z reguły Kristera brzmi: „Bądź świadom, że mapa pojęciowa tradycji twojej wiary jest inna od map pojęciowych innych tradycji”. Nie każda tradycja wiary opiera się na identycznej tabeli składającej się z pięciu kolumn i sześciu rzędów, i nie zawsze można powiedzieć: „W rubryce 3B mam to i to. A ty co masz w rubryce 3B?”. Możesz nie mieć wcale rubryki 3B, a nawet jeśli ją masz, to może ona mieć inny kształt albo rozmiar. Być może dla mnie ta rubryka jest najważniejszym kwadracikiem w całym schemacie, a dla ciebie jest czymś zupełnie marginalnym.

Jak to, że mieszka Pan w Jerozolimie, wpływa na Pana pracę? Czy życie w Izraelu pomaga Pana studentom zrozumieć Żydów, a może aktualna sytuacja rodzi niewygodne pytania?

Izrael to wspaniałe miejsce do nauki o judaizmie. Sądzę, że ważne jest, aby poznać innych, aby ich zrozumieć i odnosić się do nich z empatią. Mogę wykonać o wiele lepszą pracę, gdy zabieram grupę na tydzień albo semestr do Jerozolimy i tutaj z nią pracuję, niż wtedy, gdy jestem z nią w Europie – nawet w Londynie czy Paryżu. To, że znajdujemy się w miejscu, gdzie jest żydowskie społeczeństwo i żydowska większość; żydowska historia i żydowska kultura – że wszystkie te rzeczy nas otaczają – jest niewyczerpanym źródłem prezentacji judaizmu. Tak więc pod tym względem jest to ogromne laboratorium i możemy robić wiele wspaniałych wycieczek w teren.
Z drugiej strony polityczny przejaw judaizmu, państwo Izrael, jest złożony. Znajdujemy się w samym centrum politycznego niepokoju, któremu towarzyszą różne przejawy przemocy, a polityka Izraela nie całkiem pokrywa się z tą, z której byliby dumni prorocy Izraela. Sądzę, że moi studenci w różnym stopniu zdają sobie z tego sprawę.
Istnieje zdecydowana różnica w percepcji między studentami z Uniwersytetu Brighama Younga, którzy mieszkają w Jerozolimie Wschodniej, gdzie większość napotkanych ludzi to Palestyńczycy, oraz studentami ewangelickimi, o których wspominałem. Ewangelicy studiują na Uniwersytecie Hebrajskim. Mieszkają w żydowskiej okolicy, mają kontakt z żydowskimi studentami i są bardzo zaangażowani w dialog żydowsko-chrześcijański. Nie są tak skupieni na konflikcie żydowsko-palestyńskim. Ich miejsce zamieszkania wpływa na ich doświadczenie.

Inną rzeczywistością, z którą mogą się spotkać studenci poza salą wykładową, jest od czasu do czasu żydowska wrogość wobec chrześcijan i chrześcijaństwa. I choć ona istnieje, i mógłbym pokazać, gdzie ją znaleźć, to nie sądzę, aby większość chrześcijan spotkała się z nią podczas swojej wizyty w Izraelu. Myślę, że w rzeczywistości większość izraelskich Żydów jest bardziej otwarta na chrześcijan i chrześcijaństwo, niż było to w poprzednim pokoleniu.

Wszystkie te kwestie pojawiają się na moich zajęciach, lecz nie zakłócają ich. Są przewidywanym i pożądanym aspektem tego, co mamy do omówienia.

Jaki jest Pana – jako naukowca i wykładowcy, który troszczy się o międzyreligijne porozumienie – punkt widzenia, jeśli chodzi o konflikt izraelsko-palestyński?

Jedną z rzeczy, której uczę, zwłaszcza w mojej pracy w Międzyreligijnej Radzie Koordynacyjnej w Izraelu (ICCI), jest to, że choć mamy konflikt w tym regionie, to nie jest to konflikt religijny. Jest to konflikt narodowy. Upatruję w tym „dobrą wiadomość”, gdyż z definicji zawsze jest więcej miejsca na kompromis w rozwiązywaniu konfliktu narodowego niż religijnego. Nie religia jest problemem, a nawet może ona wnieść pewien wkład w rozwiązanie lub przynajmniej poprawę sytuacji. Mówię o tym, gdy mam wykład na temat konfliktu dla chrześcijan z zagranicy, a także wtedy, gdy moimi słuchaczami są Żydzi, chrześcijanie i muzułmanie, którzy tu mieszkają i są doświadczani przez ten konflikt codziennie.

Chciałbym powiedzieć także coś o wspólnocie chrześcijańskiej w Ziemi Świętej. Kurczące się wspólnoty chrześcijańskie na terytorium Izraela i Palestyny są maleńkie, stanowią około 1,5% mieszkańców w każdym z tych regionów. Oczywiście w Ziemi Świętej powinni być chrześcijanie; trudno sobie wyobrazić ten region bez nich. Lecz poza tym, że chrześcijanie mają niezbywalne prawo do życia tutaj, myślę, że odgrywają jeszcze inną rolę. Tak długo, jak długo oni tutaj są, nikt po palestyńskiej stronie nie może powiedzieć, że jedną stronę stanowią Żydzi, a drugą muzułmanie. Obecność chrześcijan jest przeszkodą w postrzeganiu tego konfliktu jedynie jako konfliktu religijnego między Żydami i muzułmanami. To ważne i powinniśmy być wdzięczni chrześcijanom za ich obecność i więcej pracować nad tym, aby wspierać tę oblężoną wspólnotę.

W jaki sposób religia może być wykorzystana do poprawy sytuacji izraelsko-palestyńskiej?

Choć religia może zaostrzyć konflikt – i często tak się dzieje – to jednak nie ona jest korzeniem tego problemu. Jestem przekonany, że religia może być instrumentem (jednym z wielu), który jest w stanie poprawić stosunki i przyczynić się do porozumienia między Izraelczykami i Palestyńczykami. Podam jeden przykład sytuacji zaistniałej w izraelsko-palestyńskiej grupie dialogowej. Jeden z jej żydowskich uczestników przedstawił klasyczny tekst rabiniczny, który sugeruje, że Abel o mało co zabił Kaina. Wspólne studiowanie tego tekstu, w którym znany układ sił został odwrócony, doprowadziło do głębokiej refleksji na temat relacji między Izraelitami i Palestyńczykami i zrodziło potężne przesłanie.

Mówiąc o jego religijnym wymiarze, chciałbym dodać, że niestety konflikt izraelsko-palestyński często stawał się kwestią sporną w relacjach żydowsko-chrześcijańskich. Choć to zrozumiałe, jednak godny ubolewania jest fakt, że religijna przynależność staje się środkiem „eksportowania” tego konfliktu. W Międzyreligijnej Radzie Koordynacyjnej w Izraelu (ICCI) mamy kilka grup (religijni przełożeni, kobiety, młodzież, nauczyciele), które spotykają się na gruncie dialogu i odnoszą sukcesy w budowaniu relacji opartych na zaufaniu i współczuciu mimo głębokiej różnicy zdań. Skoro my możemy prowadzić te rozmowy i traktować religię jako strukturę mimo istniejącego konfliktu, to zniechęcający jest fakt, że nasz konflikt staje się przyczyną podziału grup religijnych za granicą.

Jakie punkty dialogu żydowsko-chrześcijańskiego do Pana przemawiają? Co możemy jeszcze osiągnąć?

Dzisiaj wielu chrześcijan przybywa do Jerozolimy, aby dowiedzieć się, czym jest judaizm. Skupiają się na różnych rzeczach, począwszy od żydowskich korzeni chrześcijaństwa do bardziej wycieniowanych spraw. Myślę, że moja praca z nimi jest owocna, a oprócz mnie wiele innych osób wykonuje podobne dzieło. Na przykład niektóre synagogi w Jerozolimie są nie tylko chętne, ale szczęśliwe, mogąc przyjmować grupy chrześcijan, którzy chcą zobaczyć nabożeństwo w szabat. Czasami grupy te są też przyjmowane w żydowskich domach na piątkowej kolacji. W naszej okolicy co najmniej trzy synagogi aktywnie angażują się w goszczenie chrześcijan. Żyjemy w zdumiewającej epoce i jestem głęboko przekonany, że nasze dzieło odniesie sukces, gdy umożliwimy chrześcijanom lepsze zrozumienie judaizmu.

przełożyła Justyna Grzegorczyk

Dobrze mi w Judaizmie
Ophir Yarden

urodzony w Stanach Zjednoczonych – w 1978 roku wyemigrował do Izraela. Profesor judaistyki i kultury izraelskiej na Uniwersytecie Brighama Younga, a także sekretarz generalny Izraelsko-Żydowskiej Rady Stosunków Międzyreligijnych, licencjonowany przewodnik wycieczek, od lat 9...

Dobrze mi w Judaizmie
Erik Ross OP

urodzony w 1977 r. w Milwaukee w USA – dominikanin, dziennikarz, publicysta, tłumacz, bloger, zakochany w Izraelu, zaangażowany w dialog między chrześcijanami i Żydami. Studiował stosunki międzynarodowe w Waszyngtonie i Pa...