W obronie nudy

W obronie nudy

Oferta specjalna -25%

Ewangelia według św. Łukasza

0 opinie
|
Wyczyść
Dodaj do koszyka

Czas wolny stanowi wyzwanie? Trzeba go zagospodarować na własną rękę. Może się okazać, że człowiek nie ma nic własnego, czym może samodzielnie się zająć. Jest wewnętrznie pusty.

Każdy ma jakieś wyobrażenia o czekającym nas wolnym czasie. Wiążą się one zazwyczaj z różnymi nadziejami, wywołują przyjemne emocje. Marzymy, myślimy, jak to będzie. Obiecujemy sobie, że ten czas wykorzystamy. W końcu wolne dni, tygodnie mamy mieć do własnej dyspozycji. Będziemy mogli swobodnie nimi rozporządzać. Taki niegasnący optymizm odradza się z roku na rok, nawet wtedy, gdy już ileś razy nasze nadzieje spaliły na panewce.

A jednak…

Niemal zawsze z taką samą prawidłowością wolny czas „ucieka”, notorycznie się nam wymyka. To, jak go spędzamy, najczęściej mocno odstaje od tego, co zamierzaliśmy. Odstaje nie tylko w szczegółach. Różnica jakościowa między tym, co planowane, i tym, co zrealizowane, bywa ogromna. I nie jest to kwestia jedynie zwyczajnego przeliczenia się. Mowa bowiem o sytuacji, w której mieliśmy wystarczającą swobodę, a i zamiary były rozsądne. Nie chodzi też, rzecz jasna, o niepomyślne wypadki, o losowe pokrzyżowanie planów. Nie udaje się przeżyć tych chwil po naszej uprzedniej myśli, chociaż nic konkretnego nam nie przeszkodziło. Czujemy, że to raczej my sami siebie zawiedliśmy. Obiecywaliśmy sobie sporo, a tu nici. Nie poradziliśmy sobie z tą odrobiną swobody, na którą tak czekaliśmy. Zmarnowaliśmy czas, który został nam dany.

Obraz takiego przeciekającego przez palce czasu wolnego można kreślić z różnych stron. Zasadniczo nie reflektujemy nad nim, ale od biedy potrafimy nazwać sposób, w jaki doświadczamy jego straty. Mówimy, że się rozłazi, że ucieka. Ten czas ma różne momenty: są chwile beztroskiego nieróbstwa, odwlekania, odkładania wszelkiego aktywnego wypoczynku. Są chwile bezwładu, braku jakiegokolwiek pomysłu na to, co robić. Zdarzają się też jakieś przebłyski budzącej się świadomości, że coś jest nie tak, że może warto się ruszyć. Bywa, że pojawia się żal, niewczesna pretensja do samego siebie.

Nader często człowiek w obliczu podarowanej wolności, czasu dla siebie, nie wie, co z nimi począć. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tyle rzeczy można było zrobić, a tymczasem efekt okazał się żenujący?

Czym jest nuda

Czas wolny jest „czasem wymagającym”. Nikt nam nie wskazuje, co mamy robić, nikt nas z tego wolnego czasu nie rozlicza. Nagle się okazuje, że nie mamy nic własnego, czym moglibyśmy się zająć, co moglibyśmy rozwijać, pielęgnować, kultywować.

Wtedy zjawia się ona. Nuda. Pospolita, znana nam doskonale – w czasie wolnym pojawia się nader często. Nawet człowiek zabiegany, zapracowany, który dziwi się, „jak można się nudzić”, w czasie, gdy żaden termin go nie goni, potrafi odczuć znudzenie.

Czym właściwie jest nuda? Każdy ją zna, a mimo to opisać ją niełatwo. Wymyka się systematycznej charakterystyce, a jej sens, istota, pozostają nieuchwytne. Jest zjawiskiem swoistym, nierozkładalnym na zjawiska prostsze, niesprowadzalnym do ich sumy. I tak, nie jest brakiem ekscytacji – można nie być pobudzonym, a nie nudzić się. Nie jest stanem zobojętnienia, gdyż często wiąże się z wewnętrznymi poruszeniami – emocjami o zabarwieniu negatywnym. Nie jest też znużeniem, zniechęceniem, uprzykrzeniem. One wymagają czasu, a nuda potrafi pojawić się momentalnie. Nuda nie jest żadnym z wymienionych zjawisk ani ich układem.

Dotyczy przede wszystkim sfery wewnętrznego doświadczenia, sfery wrażeniowej. W jej obrębie ma własną dynamikę: nachodzi, ogarnia, przenika, ulatuje… Wiąże się z jakimś klimatem wewnętrznym, który jednak nie jest statyczny. Jako taka bywa ulotna, przejściowa, choć może się przedłużać czy wręcz jakoś zdobywać swój udział w człowieku. Staje się tłem dla sposobu bycia osoby. A zarazem przez swą dokuczliwość zmusza do opędzania się od niej.

Nuda na swój sposób jest „sobiepańska”. Nikt jej nie chce, a się zjawia. Często nie dajemy sobie z nią rady. Niemniej, wierzymy, że gdy się już pojawi, potrafimy ją odegnać. Nudząc się, odczuwając dokuczliwość nudy, chcemy odmienić naszą sytuację. Wiąże się z tym szczególna podatność na ewentualne sugestie, pomysły dotyczące tego, jak można się wyrwać z tego stanu. Człowiek znudzony łatwo da posłuch wszystkiemu, co obiecuje likwidację nudy.

Chęć działania, robienia czegoś – byle tylko coś robić, nie siedzieć w miejscu – a także chęć ciągłych zmian są reakcją na nudę, sposobem walki z nią. Robiąc różne rzeczy „z nudów”, „przepędzając nudę”, coś robimy! Chcąc się pozbyć nudy, próbując „zabijać nudę”, uśmierzamy jej dokuczliwość, nie eliminując jej samej. Bywa, że antidotum na nudę samo zaczyna nudzić. Walczymy, podejmujemy wysiłki, ale nader często przegrywamy. Zwycięska nuda potrafi taki wolny czas – czas, z którym nie dajemy sobie rady – uczynić naprawdę nieznośnym. Sprawia, że człowiek wyczekuje już tylko jego końca. Liczy dni.

Nie dość jednak jednego nieszczęścia – nudy. Pojawia się i drugie – bezkształtność. To, co ma miejsce w czasie marnotrawionym, często znamionuje bylejakość, nijakość. Niby coś robimy, ale co właściwie? Jest to czas „bez charakteru”, w którym na swój sposób odbija się nasz aktualny wewnętrzny stan. Nic, co by się brało z nas, nie nadaje wyrazistości, określonego kształtu temu, co robimy. Ulegamy jakiemuś bezwładowi. Oddajemy się długiemu spaniu, nicnierobieniu…

Czy tacy bylejacy jesteśmy tylko przez chwilę? A może jest to coś cechującego nas trwale i tylko przy okazji wychodzi na jaw? Tego, jacy jesteśmy, jaki mamy charakter, sami nie widzimy dokładnie. Możemy o tym rozmyślać, ale nie na wiele się to zdaje. Charakter ujawnia się przez działanie. Gdy działamy, wtedy świat wokół nas się układa, coś w niego wnosimy, jakoś go – choćby przez moment – kreujemy. I tak, jakaś żywa, sympatyczna dziewczyna swoim sposobem bycia będzie potrafiła wprawiać otaczających ją ludzi w dobry humor, nastrój… Rozświetli sobą każde spotkanie. Bierze się to z niej samej i sprawia, że mówi się o niej jako o „duszy towarzystwa”. Inny przykład. Młody chłopak na wycieczce w górach, przed zbliżającą się burzą, będzie potrafił okazać wyjątkowe zdecydowanie, pociągnąć za sobą innych, „tchnąć” w nich ducha odwagi lub też wymóc posłuch. Czas wolny może ujawnić, czy i jakie cechy naszej osobowości mogą dojść do głosu.

Kulturalna sieczka

Uciekając przed nudą, miałkością pustego czasu, człowiek coś robi. Rozgląda się za pomysłem, szuka zewnętrznej oferty. Rolę rezerwuaru takich „ratunkowych” treści i sposobów z nadmiernym powodzeniem odgrywa kultura – szczególnie popularna. Pomaga w ich doborze: podsuwa i promuje wiele pomysłów. Najprostsze wiążą się z niewyrafinowaną formą „zabijania” nudy. Chodzi o nieuporządkowany, powierzchowny, szybki kontakt z mnóstwem najróżniejszych treści – bez żadnej ogólnej idei przewodniej. Jest to, mówiąc obrazowo, „sieczka” – doświadczamy jej, na przykład, skacząc po telewizyjnych kanałach. Czasem wśród prezentowanej palety możliwości można znaleźć coś dla siebie, co zostanie podjęte, będzie rozwijane we własnym zakresie. Tak się dzieje na przykład, gdy ktoś zapozna się z ideą jakiegoś nowego sportu, jakiejś egzotycznej sztuki kucharskiej, oryginalnej formy rekreacji i postanowi się tym zająć, zainteresować, uczynić swoim.

Nieco ambitniejszym sposobem wypełnienia „czasu pustego” jest inna propozycja ze strony kultury. Pozwolę sobie nazwać ją „ofertą stylów”. Z tą grupą treści wiążą się chociażby wszelkie hasła typu: „bądź aktywny”, „żyj na krawędzi”, „bliżej natury” – za którymi często stoją różne ideologie. Bez angażowania się w nie można przyjmować określony „styl”. Można podpatrzeć i podporządkować się mu, kreując swój wizerunek, obraz samego siebie. Sprowadza się to praktycznie do czystego naśladownictwa i zapożyczeń, ale czas wolny wypełnia.

Ten czas to jednak również czas możliwych własnych poszukiwań i prób kreacji – mniej lub bardziej udanych. W ramach jakiejś spontanicznej „twórczości” dokonujemy doboru form rekreacji, aktywności, celów podróży… Chociaż niekiedy człowiek zadowoli się byle czym, bywa też, że popróbuje czegoś ambitniejszego. Na wyjeździe postanowi poczytać trochę klasyki; zamiast „wakacji pod gruszą” zdecyduje się na kajakowy spływ… Chociaż często te „zrywy” nie pozostawią po sobie trwałych zmian – postanowienie lektury nie utrwala się na dłużej, aktywny tryb życia kończy się wraz z powrotem do codzienności – to jednak są i są wartościowe. Czasem, choć nieczęsto, zdarza się, że z urlopu wracamy z odmienioną wizją samych siebie – nie tylko na zasadzie chwilowej iluzji i marzeń. Owszem, jest tu taka możliwość, jak to zwykle w ludzkim życiu, że zafałszuje się obraz własnej osoby, ale – i to najważniejsze – są też przykłady pozytywne. Bywa, że w kontakcie z urlopową rozrywką przebije się coś z tego, jacy naprawdę jesteśmy. Ktoś, zasmakowawszy na wakacjach ekstremalnej dyscypliny sportu, zacznie przejawiać ukrytą dotąd zdolność do podejmowania ryzyka, obudzi się w nim jakiś rodzaj odwagi. Ktoś inny wróci z urlopu jako początkujący malarz i zacznie pogłębiać zainteresowanie, dając do pewnego stopnia dojść do głosu swojej nieodkrytej dotąd wrażliwości na to, co go otacza. Inny, z kolei, na sanatoryjnych zabawach sam w swojej samotności odkryje wartość towarzystwa. Zacznie go szukać. Przy takich okazjach coś z naszego charakteru się ujawnia, coś dochodzi do głosu. Zdarza się, że człowiek uchwyci się tego, chociażby przez chwilę uczyni osią swojego życia. Będzie to dla niego ożywcze.

Wewnętrzny rys

Przez pryzmat tego, co się nam przydarzy, co uda się nam zrobić, możemy patrzeć na siebie, na to, kim jesteśmy naprawdę, kim potrafimy być. I jest to sprawcze. Nabieramy pewnych wyobrażeń o sobie, bywa, że zgodnie z nimi zaczynamy postępować w życiu codziennym. Co prawda nie rozmyślamy nad tym zbyt głęboko, ale przecież czujemy się jakoś lepiej, może trochę dowartościowani, gdy nasza wakacyjna rozrywka okaże się rzeczywiście niebanalna, gdy będziemy mieli co wspominać. To podnosi na duchu. Może na jakiś czas dodać skrzydeł w kontakcie z rzeczywistością dnia powszedniego. Jednak nie tylko niepospolite doświadczenia są tu wartościowe. Byłoby nawet czymś niewłaściwym, czymś o znamionach fałszu, gdybyśmy generowali je na siłę. Czas wolny też ma swoją codzienność. Wypełnia się nie tylko atrakcjami, ale też własnowolnie podjętą opieką na wnukiem, porządkami w ogródku, odwiedzinami rodziny. Są to rzeczy drobne, ale wcale nie bez znaczenia. Wiele z tych skromnych przedsięwzięć, decyzji coś delikatnie o nas mówi. Wcale nie muszą być krzykliwe. Wydobywają coś subtelnego, angażują coś nie tak łatwo dostrzegalnego. Może to być właśnie nasza troskliwość, wrażliwość na ład i harmonię, zdolność do dawania czegoś od siebie. I to może wystarczyć. Może tacy właśnie jesteśmy. Nie musimy też przeżywać naszego wolnego czasu na „najwyższych obrotach”, efektownie. Nie wszystko, co stanowi nasz indywidualny charakter, znajduje swój wyraz w „szalonych zrywach”. U kogoś może objawić się w działaniu statecznym. Nasz wewnętrzny rys jest czymś, co dojrzewa, i jako taki, może uzyskiwać najróżniejsze impulsy, bodźce dla swego rozwoju. Czas wolny może istotnie pomóc w jego kształtowaniu, jest myślą, którą warto rozważyć – zwłaszcza przed kolejnym czekającym okresem wypoczynku.

W obronie nudy
Marcin Lewandowski

urodzony 1981 r. – filozof, pedagog, zainteresowany popularyzacją myśli antropologicznej i etycznej, a także dydaktyką filozofii. Mieszka w Bydgoszczy....