Złość i świadectwo

Złość i świadectwo

, 0 recenzji

Jest we mnie złość. Nie dlatego jednak, że pierwszy raz w życiu uległem pokusie i nęcony pragnieniem szybkiego stania się właścicielem wielkich pieniędzy, pod warunkiem oczywiście, iż skreślę trafnie kilka cyfr, wszedłem w posiadanie kuponu Multilotka. Nic z tego. Szczęście postanowiło, że jeszcze tym razem się do mnie nie uśmiechnie. Nie ma także we mnie złości dlatego, że – choć czerwiec w tej części geograficznej świata przyzwyczaił nas do słońca i choć jest już połowa ostatniego przed wakacjami miesiąca – wciąż jest zimno i leje deszcz. Poniekąd nawet dziękuję, choć nie wiem do końca komu, za taki obrót zdarzeń pogodowych. Nie muszę oto dokonywać dramatycznego wyboru: siedzieć przy biurku obłożony książkami i notatkami, które mają mnie doprowadzić do szczęśliwego końca, którym jest napisanie książki o roli kobiety w Kościele, czy też łapać plecak i ruszać w Beskidy, aby cieszyć się widokiem soczystej zieleni traw, poddając się jednocześnie pieszczotom pierwszych promieni wiosennego słońca.

Skoro więc nie jestem skazany na dokonanie wyboru między obowiązkiem a przyjemnością, sięgam raz jeszcze po teksty wystąpień Benedykta XVI. I w tym momencie budzi się we mnie złość, że przesłanie, które zostawił polskim katolikom Benedykt, zostało przesłonięte – przez nasze spory na temat lustracji księży. Spory, które ze zdwojoną siłą wybuchły zaraz po wyjeździe papieża. Nie chcę przez to powiedzieć, że temat jest nieważny, że można przejść do porządku dziennego nad współpracą tych nielicznych kapłanów z SB. Chcę tylko powiedzieć, że w żadnym razie nie można naszego życia kościelnego ograniczać do egzorcyzmowania upiorów przeszłości. Chrześcijaństwo bowiem jest wciąż przed nami – przekonywał ks. Józef Tischner.

Trudno jednak dać takim proroctwom wiarę, kiedy czytam codzienne gazety, które przynoszą kolejne doniesienia o agenturalnej przeszłości tego czy innego duchownego, kiedy oglądam telewizję, gdzie w programach informacyjnych powtarza się plotki, podkręca się atmosferę podejrzeń, dwuznaczności i niedomówień na temat ewentualnej współpracy księdza X. Kiedy ten szum informacyjny wdziera się bezczelnie w moją świadomość, zastanawiam się, co jest takiego ekscytującego w tworzeniu prywatnych list tajnych agentów w sutannach? Odpowiedź? Niestety, nie mam dobrej odpowiedzi. Ba, nie mam żadnej odpowiedzi. Być może dlatego, że we mnie takiej ciekawości nie ma. Nie potrafię jej w sobie wzbudzić. Przyznaję, że może to zasługa późnego urodzenia i faktu, że zło komunizmu znane mi jest tylko z wykładów i książek historycznych. Za to kołacze mi się po głowie pytanie, czy aby nasza obecna sytuacja, na którą złożyła się wizyta papieża i lustracyjne szaleństwo, nie przypomina tej, którą tak trafnie scharakteryzował Jezus Chrystus, mówiąc, że czasami los słów Ewangelii jest podobny do losu pereł, które rzuca się przed wieprze (por. Mt 7,6).

Czytam więc przemówienia Benedykta. Jedno stwierdzenie, szczególnie w ustach tego papieża, wytrawnego teologa i do niedawna stróża depozytu wiary, który ze zdwojoną uwagą prześwietlał każde zdanie katolickich teologów niejednokrotnie ocierających się w swych poszukiwaniach o granice katolickiej ortodoksji, musi dawać do myślenia. Chodzi mi o homilię wygłoszoną na placu Piłsudskiego w Warszawie. Papież mówił: „Wiara nie oznacza jedynie przyjęcia określonego zbioru prawd dotyczących tajemnicy Boga, człowieka, życia i śmierci oraz rzeczy przyszłych. Wiara polega na głębokiej, osobistej relacji z Chrystusem, relacji opartej na miłości Tego, który nas pierwszy umiłował, aż do całkowitej ofiary z siebie”. Jakie pytanie kryje się za tym stwierdzeniem? Takie, które z kolei odnajduję na kartach niewielkiej, ale bardzo przenikliwej i trzeźwej w ocenie naszej duchowej kondycji książki wydanej przez Wydawnictwo W drodze. Austriacki teolog Paul Zulehner w Schronieniu dla duszy pyta, czy rzeczywiście wiedza na temat wiary czyni nas bardziej wierzącymi. I, odwołując się do kościelnej tradycji i historii, odpowiada: „Kościół pierwszych wieków był bardziej Kościołem dającym świadectwo wiary niż Kościołem pouczającym o wierze”.

Nie sądzę, byśmy dziś mogli – jako chrześcijanie – zrezygnować z przenikliwego pisania o naszej wierze, ale nie jest chyba dziełem przypadku, że i papież Benedykt, i Zulehner – obaj są teologami pochodzącymi z obszaru niemieckojęzycznego – mówią dziś o konieczności dawania świadectwa. W tym kontekście nowego znaczenia nabierają dla mnie słowa, które pod adresem chrześcijan skierował – jako rodzaj oskarżenia – Gandhi. Otóż stwierdził on, że gdyby spotkał choćby jednego chrześcijanina, który postępowałby tak samo, jak postępował Jezus z Nazaretu, zostałby wyznawcą Cieśli z Nazaretu…

Złość i świadectwo
Jarosław Makowski

urodzony 22 kwietnia 1973 r. w Kutnie – polski historyk filozofii, teolog, dziennikarz i publicysta, dyrektor Instytutu Obywatelskiego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”...