Kongo a sprawa polska

Kongo a sprawa polska

, 0 recenzji

Odwiedziłem moich współbraci studiujących w Paryżu. Podczas obiadu w jednej ze wspólnot zagadnął mnie jezuita z Konga. O co zapytał mnie ów sympatyczny, czarny jak heban współbrat? Otóż napomknął, że słyszał, iż w Polsce mamy duży problem z antysemityzmem. Bagietka wypadła mi z ręki… Jezuita z Konga oczywiście nie miał zielonego pojęcia o tym, co dzieje się w Polsce, ale zbitkę miał politycznie poprawną: „Prowincjał z Polski? Aha! Znaczy się antysemityzm”. No cóż! Próbowałem tłumaczyć, że nie jestem słoniem, a ponadto walczyłem z chęcią (jakże niestosowną i złośliwą) zapytania mojego interlokutora o prawa człowieka w Kongo. Kiedy załatwiliśmy sprawę polskiego antysemityzmu, przełożony wspólnoty, rodowity Francuz rzucił temat… Radia Maryja. O dziwo, nie pamiętał nazwiska ojca dyrektora. Odpowiedziałem mu, że pielgrzymka Benedykta XVI do Polski była naprawdę wspaniała… Czekałem już na pytanie o to, czy TW Delta to rzeczywiście ks. Maliński, ale obiad się skończył. Ech! Gdybym tak spotkał jednego z tych korespondentów lub informatorów, którzy w prasie zagranicznej robią Polakom z twarzy pupę, to nie ręczę za siebie.

Na siebie też jestem zły. Pielgrzymka Benedykta XVI do Polski była ważnym wydarzeniem. Najbardziej osobiście przeżyłem spotkanie Papieża z duchowieństwem w archikatedrze warszawskiej. Słowa Ojca Świętego rzeczywiście umocniły mnie w wierze i wzbudziły w sercu dobre pragnienia, w tym pragnienie głębszej modlitwy, aby nie pogrążać się w pobożnym aktywizmie. Niestety, zaraz po wyjeździe Benedykta XVI wdepnąłem w gadanie o ubeckich agentach w sutannach. Okazało się bowiem, że nie da się mówić o Panu Jezusie bez wyjaśnienia, kim jest TW Delta.

Też chcę prawdy i sprawiedliwości. Nie podoba mi się, że ludzie, którzy się splamili świadomym donoszeniem, są nadal proboszczami lub kurialnymi urzędnikami. Pragnę jednak zauważyć, że do tej pory nikt mnie nie przeprosił za komunę i PZPR. Wręcz przeciwnie, zrobiono wiele, aby wybielić postać generała Jaruzelskiego, a generała Kiszczaka ogłoszono człowiekiem honoru. Skoro mamy teraz taki duży problem z lustracją, to może ci, którzy przez lata 90. nazywali zwolenników dekomunizacji i lustracji (a zatem i mnie) oszołomami i osobami chorymi z nienawiści, powiedzieliby przynajmniej, że się pomylili. Gdzie są te autorytety? Ponadto jeśli rozprawiamy z takim zapałem o księżach agentach, to może też pogadalibyśmy o agentach wśród dziennikarzy, nauczycieli, lekarzy, aktorów, literatów itd. A przede wszystkim o ubekach, którzy na różne sposoby próbowali zeszmacić ludzi. Rozumiem, że księża powinni dawać dobry przykład, ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że już dawno zagubiliśmy proporcje. A zagubienie proporcji owocuje kłamstwem. Jeśli bowiem krzyk medialny będzie dotyczył przede wszystkim zaprzaństwa księży, to w młodych umysłach może zrodzić się przekonanie, że parszywą komunę tworzyli duchowni, a członkowie PZPR oraz ubecy zajmowali się jedynie budowaniem pomyślności naszej ojczyzny. No i w następnych wyborach znowu wygrają starzy towarzysze.

Jeden z młodych gniewnych zwolenników dogłębnej lustracji księży stwierdził, że Chrystus piętnował występek i mówił otwarcie o zdradzie… A mnie się wydaje, że nie do końca tak było. Z punktu widzenia entuzjastów natychmiastowej lustracji należałoby wręcz powiedzieć, że Jezus mataczył. Wiedział, że Judasz był złodziejem i że zamierza Go zdradzić, i zamiast podczas ostatniej wieczerzy otwarcie krzyknąć: „Judasz jest zdrajcą”, wypowiadał się w taki sposób, że uczniowie nie wiedzieli, o co i o kogo chodzi. Ale może jest tak, że Jezus nie mówił wprost o Judaszu, bo chciał mówić o nas, o naszych zdradach i zgniłych kompromisach. Bóg mówi do mnie o mnie, a nie o innych. Zupełnie jak Lew Aslan w Opowieściach z Narnii: „Moje dziecko – powiedział Lew do Arawis, która wypytywała o los pewnej niewolnicy – opowiadam ci twoją historię, nie jej. Każdemu opowiadam tylko o nim samym”. A jaka jest nasza historia? Dziś nie ma już ubeków, którzy by nas kusili lub straszyli, ale przecież nie brakuje w nas i wokół nas zaprzaństwa i zdrady. Tak jak i wtedy zdradzamy siebie i innych dla kariery, dla łatwiejszego życia, ze strachu przed cierpieniem. Z tego nie wynika, że nie należy dążyć do rozliczenia się z czasów komuny. Obyśmy jednak nie robili tego z pogardliwym uśmieszkiem ludzi mających się za sprawiedliwych.

Kongo a sprawa polska
Dariusz Kowalczyk SJ

urodzony w 1963 r. – jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 2003-2009 prowincjał Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego....